Powiem Ci, tak między nami…#1

że brakowało mi tu na blogu wpisów, w których mogłabym po prostu po babsku pogadać. Nie o blogowaniu ani kosmetykach, nie o prawie ani o książkach. Ale o tym, co mi zwyczajnie w duszy gra. Dlatego wymyśliłam nowy cykl wpisów. Mam nadzieję, że Ci się spodoba!

powiem ci tak miedzy nami

Powiem Ci, tak między nami…

że trochę to wszystko zaczyna mnie przytłaczać. Tracę z trudem wypracowany balans spokoju ducha, A media wcale w tym nie pomagają. Bo nie dość, że pandemia, to jeszcze ten druzgocący wyrok TK. I całkiem realna wizja ponownego lockownu.

Byłam tydzień temu u fryzjerki. Wtedy jeszcze u mnie panowała strefa żółta, mogłam swobodnie iść. W salonie byłam tylko ja, fryzjerka i włączone radio. Standardowe nałożenie farby, potem mycie, podcięcie, modelowanie… Chociaż unikałyśmy tematu COVID-u jak się da, to jednak podczas rozmowy ciągle do niego wracałyśmy. Które szkoły i przedszkola już mają kwarantannę, kto z rodziny to przeszedł i jak. Co zrobili albo nie zrobili nasi rządzący w tej sprawie. W tle radio również nie przynosiło dobrych informacji. Temat COVID-owy przewijał się przez wiadomości, wejścia prezenterów, żarty. Gdy wyszłam stamtąd półtorej godziny później, czułam ogromny wewnętrzny niepokój. Nadmiar informacji spowodował u mnie początek paniki i strachu. Poszłam na dłuższy spacer, odreagowałam, przeszło.

Gdy usłyszałam, że w dobie szalejącej pandemii rząd i TK zajmują się ustawą antyaborcyjną, przez chwilę miałam nadzieję, że to jakiś żart. Jednak nie – zamiast zajmować się tym, co obecnie jest najbardziej pilną sprawą, czyli sprawy związane z pandemią, politycy postanowili zająć się naszymi, kobiecymi sumieniami. Gdzie tu sens i logika? Kto im dał prawo do decydowania? Protesty tłumione gazem łzawiącym i policją. Chciałabym, aby to było tylko koszmarem lub przerażającą alternatywną rzeczywistością, z której wyjdę kończąc czytać książkę. Jednak to Polska 2020.

Na dodatek, coraz głośniej mówi się o całkowitym zamknięciu- znowu wiodącym hashtagiem na Instagramie będzie #zostanwdomu. Ponownie zostaniemy niejako zmuszeni do pozostania w naszych czterech ścianach, które mają zamienić się w przedszkole, szkołę, miejsce pracy, wypoczynku i dom. Na dłuższą metę to jest zwyczajnie ciężkie. Fizycznie również, ale przede wszystkim psychicznie. Czy takie całkowite odcięcie ma sens- po wiosennym lockdownie nie jestem pewna. Wiem natomiast, że wszyscy wyjdziemy z tego wszystkiego w jakimś sensie poranieni psychicznie. Ponoć w najgorszej formie, może to być nawet zespół stresu pourazowego porównywalnego do tego, który mają żołnierze powracający z wojny.

Gdyby nie ćwiczenia, bieganie i książki, chybabym już zwariowała. A co jest Twoim remedium na ten trudny czas?

Co o tym myślisz? 

 

47 thoughts on “Powiem Ci, tak między nami…#1

  1. na wszystkie wymienione przez Ciebie plagi nakłada się szara pochmurna jesień. Dlatego kiedy tylko kilka promieni rozświetli szarość, biegnę do lasu, nad morze, a wieczorem herbatka i dobra książka.

    1. Aguś, powiem Ci, że ja też już jestem tym wszystkim przytłoczona. Żyję w ciągłym strachu i niepewności, co niestety nasiliło u mnie objawy nerwicy lękowej i depresji. Nie wiem, jak sobie poradzę dalej.

  2. Przeżyłam komunę, stan wojenny i ….optymistka była ze mnie, że to nie wróci…pandemia mnie przytłacza choć staram się żyć, na ile się da, normalnie…ale normalnie nie jest, moje poukładane życie mocno uległo zmianie. Na to co się teraz dzieje nie mam słów, Serdecznie pozdrawiam i mimo wszystko, miłego dnia…

  3. Wiosną było mi lżej. Wyłączony telewizor i wyjątkowo piękna kwietniowa pogoda pozwoliła choć na trochę uśpić myślenie. W ogrodzie, jak nigdy wcześniej, trudno było znaleźć choćby najmniejszy chwast, nadrobiłam zaległości czytelnicze. Teraz jest inaczej, dużo trudniej. Tym bardziej, że oprócz sytuacji covidowej oraz tej, do której doprowadziła decyzja TK, dochodzą jeszcze problemy rodzinne. Nie pomagało to, co do tej pory zawsze w sytuacjach kryzysowych działało. Pierwszy raz w życiu nie potrafiłam wziąć się w ryzy. Ogarnęła mnie straszliwa niemoc. Już jest, na szczęście, prawie dobrze.
    Ciekawy pomysł na nowy cykl:)
    Serdecznie pozdrawiam, Agnieszko.

  4. Aga zacznę od tego ze to super cykl i może nam będzie lżej jak się wyglądamy…
    Od marca z kim nie rozmawiam każdy boi się dnia następnego bo tak naprawdę nie wiem co nam szykują… Ja sama po 15 marca przesyłam chyba załamanie nerwowe, przez dwa tygodnie bylam w jakimś amoku, bylam na lekach uspokajających, nie spałam w nocy… oceniłam się jak w klatce piersiowej scisnelo mnie i zabrakło powietrza… maz mój nie miał już na mnie sily i pomyślałem że zwariowałam 🙁
    Na mije szczęście przyszla cudowna pogoda w Norwegii która mnie uratowała , do tego wekeendowe wyjazdy… Teraz mamy jesien, deszcze wiatry, ciemno i kazdego dnia kolejne zle informacje… ja się wirusa nie boję, bo wirusy były zawsze tylkonigdy wcześniej nie było lockdownu jak byla sezonowa grypa, czy rotawirus… ale boje się zupełnie czegoś innego…

    1. No właśnie ta codzienna dawka informacji jaką nas karmią wprowadza we mnie chyba największy zamęt. Bywa, że z igły robią przysłowiowe widły i człowiek zwyczajnie traci poczucie co jest ważne, a co nie do końca… ech…

  5. Jak dla mnie LockDown jest bez sensu. Przetrwam, bo wiem, że to wszystko upadnie, to zakłamanie. I mam swoją wioskę, na zadupiu, gdzie diabeł dobranoc mówi, jest błoto i syf na drodze. Ale wychodzić można prawie zawsze.

      1. Mnie też to wszystko mocno przytłacza. To, że znowu musimy walczyć o swoje. Na ulicach czuć takie napięcie, niepokój. I już nie tylko z powodu wirusa. To straszne choć jednocześnie imponujące, jak polki potrafią się zjednoczyć w takim trudnym czasie

  6. Droga Agnieszko, po pierwsze, przepraszam, że jeszcze nie odpowiedziałam na maila, zajmę się tym, po wizycie u ortopedy. Po drugie, nowa seria ogromnie mnie cieszy i już wiem, że będzie moją ulubioną. :* Nie chcę zamknięcia, nie i już. Nie będę odcinać się od najbliższych, bo to źle wpływa na psychikę. Nie będę odcinać się od przyjaciółek i mego Pana D., ja ich potrzebuję, a oni mnie. To zamknięcie nie jest wcale takie dobre. Ja rozumiem, musimy uważać, musimy dbać o siebie, nie włazić w tłumy, myć się, ale kuźwa musimy żyć, by do łepy nie dostać. To jest to, że wielu ma gdzieś tego wirusa, ileż ja tu ludzi widzę w grupach, całujących się itp. Ile razy słyszę, że wirusa nie ma, a wkoło mnie tylu chorych… Wirus jest i wystarczyłoby robić swoje, ale wielu tego nie robi… Nie szanują życia…tak to widzę… Nie możemy Agnieszko poddawać się smutkom, dla siebie, dla naszych ukochanych, dla przyszłości, bądźmy silne. Niech te ciężkie czasy nie przysłaniają nam dobra, bo jednak, no mamy go dużo. No, a co do aborcji, to naprawdę szkoda gadać, rząd z koziej dupy i tyle. Pisz, co Ci w duszy gra, a ja będę robić to samo, to taka rozmowa przyjacielska. 🙂

    1. Aguś, spokojnie, tak jak Ci pisałam, odpowiedz na maila w dogodnym czasie. Bez spiny:) Z całą resztą się zgadzam. A ten cykl wpisów przyszedł mi do głowy chyba w najlepszym możliwym czasie…

  7. Ja już niestety nie mogę słuchać wiadomości. Jestem psychicznie wykończona i zwyczajnie w świecie zmęczona. Myślę, że ten wyrok to była swego rodzaju prowokacja partii rządzącej. Co chcieli ugrać? Czy wygrają? Sama nie wiem. Myślę, że te protesty trochę ich wystraszą, ale nie zatrzymają ich planu niestety… A o koronawirusie już nie chcę słyszeć. Do tego dzisiaj dowiedziałam się od bratowej, że testy są niemiarodajne. Jej szefowa robiła prywatnie testy, pierwszy wyszedł negatywny, drugi pozytywny (wtorek), a w środe już miała negatywny. W jeden dzień jej minęło? Śmieszne.

    Trzeba ten czas przetrzymać i zająć myśli. Właśnie książki są idealnym pomysłem.

    Pozdrawiam!

  8. Mamy bardzo trudny czas, pod każdym względem, ale musimy podchodzić do tego ze spokojem, inaczej może być kiepsko z naszym samopoczuciem i psychiką. Musimy szukać zajęcia dla naszych głów i nie dawać się zastraszyć bombardującym nas z każdej strony negatywnym wiadomościom. Szczęśliwe są osoby, które mają pasje, gorzej z tymi, którzy nie bardzo potrafią zająć czymś swoją uwagę.
    Pozdrawiam ciepło, Agness:)

  9. U mnie to wygląda tak, że jeżdżę do pracy skm, więc jakiś tam kontakt z ludźmi zawsze mam i zawsze przechodzę się na skmkę z piętnaście minut spacerem, więc ruchu też jest trochę. Poza tym książki i seriale. 🙂

  10. No właśnie teraz tak jest, że nawet jak bardzo chcemy rozmawiać o czymś innym to i tak te tematy, które są pierwsze teraz ciągle wracają. Ja trzymam kciuki za pozytywne zakończenie sprawy i by do świąt wszystko wróciło do normy 🙂

  11. Bardzo ciekawie zapowiada się ta seria.Co do całej pandemii to niestety to wszystko trwa zdecydowanie za dlugo i niestety nie wiadomo kiedy to wszystko sie skonczy. Ja ratuje sie czytaniem ksiazek, czestymi spacerami jak pogoda pozwala, choc mam male postanowienie ze w tym roku polubie sie z deszczem i choc na chwile bede wychodzic sie przewietrzyc. I jak w marcu nas zamkneli (u mnie w Szkocji jakos 2 tygodnie po Polsce z tego co pamietam) to zaczelam nagrywać vlogi i tak mi się spodobało, że dalej to kontynuuje i sprawia mi to sporo frajdy i radosci.

  12. Bardzo dobry pomysł, jak się wygadamy, będzie nam wszystkim lżej.
    Ja mam tzw gonitwę mysli. Żle śpię w związku z tym i ogólnie jestem zmęczona.
    Pandemia w tej chwili troche zeszła mi na drugi plan, chociaż jako osoba z grupy wysokiego ryzyka staram sie nadal bardzo uważać.
    Natomiast to, co w tej chwili, tak niebezpiecznej dla ludzi, zrobił rząd, to jest obrzydliwe. Liczyli na to, że ludzie ze strachu przed covidem będą siedziec w domu i przełkną odebranie im kolejnych praw. I szczują w tak niewyobrażalny sposób, podżegaja do wojny domowej po prostu. Wiedzieli tchórze, że przez parlament to nie przejdzie, to przepchnęli rekami tego swojego marionetkowego trybunału. Skandal to mało powiedziane. Słów brak po prostu.
    Jak sobie radzę? Własnie gadaniem. Spacerami. Czytaniem i kolorowaniem. Słuchaniem radia. Ale jest cięzko, nie będe ukrywac.

    1. A może właśnie chcieli takiej zawieruchy, by jak najwięcej na tym ugrać? Wiesz, najlepiej rządzi się w chaosie…
      Kolorowanki powiadasz…kiedyś malowałam, potem jakoś zaprzestałam. Chyba wrócę do tego…

  13. Jest źle. Siedzę, dziergam i się stresuję. O tych, co poszli na protest. Co ich może spotkać. Czy czegoś nie złapią. No dziergam. Co mam robić? Nie mogę pójść. Wściekam się przed monitorem. Jakby to coś pomogło. Pozdrawiam. Tak, brakowało u Ciebie takiej sekcji. Babskiej 😉

    1. Widzisz, tak jak pisałam wcześniej, gdy tworzyłam ten post wydawało mi się, że wszyscy prócz mnie jakoś dają radę. Bo w social media czy na blogach stonowany optymizm. Myślałam że będę pierwszym i największym ponurakiem… ech. Czasem po prostu trzeba się wygadać. I od razu jakoś lepiej…

  14. ja jestem przerażona, przeraża mnie TK, przerażają mnie strajki i przeraża mnie ta pandemia, któa się pogłębia… pierwsyz raz urodziny spędzę bez mojej rodziny… a mam 28 lat! na dodatek jestem w ciąży i wszystko przeżywam 100 razy bardziej… masakra jest

  15. Ja już jestem coraz bardziej przytłoczona tym wszystkim. Jeszcze bardziej, niż zazwyczaj większa presja w pracy i widmo zwolnień… Ratują mnie spacery, książki, szycie…
    Choć ostatnio coraz trudniej wyciszyć we mnie jedną myśl: „Za długo był pokój, za długo było dobrze”… 🙁

  16. Mnie ta pandemia, że tak brzydko powiem już wkurw..a. Moim zdaniem i tak to każdy musi przejść, żeby się skończyła. Wirus zbiera żniwo ale dziennie umierają setki ludzi na raka, inne choroby, popełniają samobójstwa lub giną w wypadkach. Niech media podadzą te liczby, myślę, że nie będzie ich 200 czy 300 a będą to tysiące.

  17. Staram sie nie myslec o tym. Nie slucham wiadomosci, nie mam telewizora. Trzeba sie umiec czyms zajac, duzo pracowac, wtedy wszystko wydaje sie normalne 🙂

  18. W moim wypadku wystarczy tylko wyłączyć Internet. Żyję niczym w innym świecie, gdzie zmartwieniem jest beczenie smitnej kozy, która nie wyszła na trawę, bo nie lubi deszczu.

Leave a Reply