Jak robić nic? Jenny Odell

Kiedy wybierałam tę książkę do recenzji, pomyślałam, że zapewne to publikacja z cyklu lekkich łatwych i przyjemnych w odbiorze. Bo po pierwsze, autorką jest Amerykanka, a po drugie, ileż można napisać o nicnierobieniu?! Nawet nie wiecie, jak się pomyliłam…

zaczytany weekend

Był taki czas, że rynek wydawniczy dosłownie zalały książki tytułem zaczynające się od słowa „jak…”. O sprzątaniu, randkowaniu, pracy, życiu, gotowaniu, zarządzaniu czasem, pieniędzmi. Wymieniać można w nieskończoność. Jedna z nich mówiła nawet o tym jak żyć jak kot. Serio! (pełna recenzja: Żyć jak kot! Stéphane Garnier). Nic nie zapowiadało, że „Jak robić nic. Manifest przeciw kultowi produktywności” Jenny Odell poziomem będzie odbiegać od tych lekkich poradników. A jednak.

Jenny Odell

jest amerykańską artystką, pisarką i pedagogiem. Wspomniana przeze mnie książka wydaje się być jej debiutem literackim na szeroką skalę. Na półkach naszych księgarń jest to nowość – publikacja swoją premierę miała 02.09.2020r. Po tej lekturze mam wrażenie, że autorka jest mistrzynią uważności i cieszenia się chwilą.

Na samym początku

chcę podkreślić, że to nie jest książka lifestylowa. Nie bez przyczyny w podtytule użyto słowa „manifest„. Skatalogowanie jej w dziedzinie esejów, publicystyki, polityki i ekonomii również coś sugeruje. Mamy tu bowiem do czynienia z kawałkiem solidnej, zarówno językowo jak i światopoglądowo literatury. Do tego wyłożonej w sposób przypominający bardziej rozprawę naukową niż lekki poradnik. Mimo to, a może właśnie dlatego, warto zadać sobie trud i przeczytać tę publikację. Bo daje do myślenia.

O czym to jest?

myślę, że o tym, by lekko przewartościować swoje wewnętrzne priorytety. Kiedyś robotnicy walczyli o ośmiogodzinny dzień pracy – 8 na pracę, 8 na sen i 8 na swoje sprawy. Te ostatnie osiem godzin niebezpiecznie nam się jednak kurczy. Bo zamiast po prostu zwyczajnie po ludzku dać sobie wytchnienie, bombardujemy się informacjami na własne życzenie.

Powiadomienia z social-media, fora, internet. Fobia, że coś nas (o zgrozo!) omija. Że jakieś informacje nam uciekną. Że pewne rzeczy nie będą zrobione, że… no właśnie. Żyjemy w ciekawych czasach – gdzie algorytmy zaczynają za nas decydować jakie informacje mają nam się wyświetlać, jakiej mamy słuchać muzyki i co oglądamy w TV. Gdzie liczba serduszek pod zdjęciem warunkuje samopoczucie i poczucie własnej wartości. Chore? Tak, witam w XXI wieku.

Autorka w swoim manifeście…

próbuje uzmysłowić nam, jak prosto dajemy się zmanipulować. Jak szybko wchodzimy w trybiki wielkich korporacji nastawionych tylko na zysk. Dają możliwości, lecz gdy raz Cię złapią, nie puszczą tak łatwo. Będą kusiły, by zamiast odpocząć i wsłuchać się w siebie i swoje potrzeby, scrollować telefon i liczyć na to, że żadna ważna rzecz nas nie ominie.

Jenny Odell nie ukrywa swojej niechęci do obecnego prezydenta USA i jego polityki. Wygrana Trumpa w wyborach była dla niej prawdziwym szokiem. A potem zmusiła do działań mających na celu wyjaśnienie, dlaczego ktoś taki wygrał wybory w jej ukochanym kraju.

A gdyby tak rzucić wszystko…

i choć na chwilę wybrać się do parku. Albo do lasu. Usiąść i wsłuchać się w odgłosy natury. Skupić na tym, co codziennie mijamy właściwie nie zauważając. Wyłączyć telefon, zostawić laptopa w domu. Usiąść i pozwolić myślom płynąć, nie angażując się w nie specjalnie. Gdyby spróbować spojrzeć szerzej, ocenić realniej ile czasu poświęcasz na social media i buszowanie w internecie. Czy to naprawdę jest tak niezbędne do życia?

Ta książka, mimo, że nie była łatwą lekturą, zmobilizowała mnie do zmian i lekkiego przewartościowania. Z pewnością czytałoby się milej, gdyby autorka zrezygnowała z typowo naukowego, akademickiego stylu pisania. Lecz tak jak wspomniałam wcześniej, jest to książka, którą warto przeczytać ku refleksji.

I zdaję sobie sprawę, że być może napiszesz w komentarzu, że to jednak nie dla Ciebie, że po ciężkim dniu w pracy czy na studiach, potrzebujesz czegoś lżejszego, bardziej…zjadliwego. Niemniej jednak, dla mnie była to ciekawa literacka podróż. Komu polecam? Z pewnością osobom lubiącym tematy slow. Do tego otwartym umysłom, które są gotowe na zmierzenie się z lekturą wymagającą, lecz jednocześnie dającą niemałą przyjemność z czytania.

jak robic nic

 

17 thoughts on “Jak robić nic? Jenny Odell

  1. Ale jak to nic nie robić? Nie potrafię. To znaczy… lubię odpoczywać, oczywiście o tym pamiętam, ale ten odpoczynek poprzez czytanie, domowe spa itd. 🙂 ale książkę chętnie bym przeczytała, naprawdę 😉

  2. Brzmi nieźle. Na szczęście temat raczej mnie nie dotyczy, bo oboje z Tomkiem rzadko korzystamy z telefonów, a z social media to już w ogóle. Spędzamy wolny czas zupełnie inaczej i czasem faktycznie miło jest nic nie robić.

  3. nie widzę nic złego w tym, że jest Amerykaną, amerykańskie książki właśnie chyba lubię najbardziej 🙂 myślę, że książeczka jest w 100%dla mnie, powinnam się nauczyć nic nie robić, tylko siąść i odpocząć, jednak ja po prostu psychicznie sobie nie daję rady, kiedy po prostu siedzę.

  4. Jak zobaczylam tytuł aż za głowę sie złapałam 🙈 myślę sobie książką o moim bracie… przecież on cały czas mowi że w swojej pracy to on „robi nic” Nie powiem gdzie pracuje bo to jak sobie pomysle gdzie on pracuje i „robi nic” to aż się w głowie nie mieści…
    Ksiazke to my chyba na gwiazdkę sprawie 🙂

Leave a Reply