Plagiat w blogosferze czyli prawy poniedziałek #4

Plagiat. Kiedy to słyszysz, jako twórca prężnie działający w blogosferze, zapewne zaczynasz się denerwować. Bo sama stałaś się jego ofiarą, bo słyszałaś tysiące historii o zwyczajnej kradzieży zdjeć, tekstów lub pomysłów na ciekawe projekty. Pogadajmy dzisiaj o tym, czym to działanie właściwie jest…

 

Czym jest plagiat?

w takim wielkim skrócie i najprościej jak się da- to sytuacja, w której tworząc swój własny utwór, korzystasz z materiałów wcześniej już opublikowanych przez kogoś innego i przypisujesz je jako swoje. Czyli kopiujesz od kogoś recenzję kosmetyku i…przemilczasz fakt, że to jednak nie są twoje słowa. Bądź też, publikujesz recenzję książki, lecz wszystkie głębsze przemyślenia kradniesz z innego opisu. Co do słowa, albo też zmieniając jedynie kolejność.

Z pojęciem plagiatu wiąże się często prawo cytatu – o tym, jak poprawnie z niego korzystać, pisałam już wcześniej (zobacz: prawyponiedziałek #3) W swoich publikacjach na blogu owszem, możesz cytować wpisy z innych blogów. Jednak musisz wyraźnie zaznaczyć, że nie są to twoje przemyślenia a jedynie cytat. Nie zapomnij wtedy wyraźnie podpisać autora i źródła z którego cytowałaś. To jedna z zasad blogerskiego bon ton którego wszyscy powinniśmy się trzymać…

No dobrze. A co, w przypadku, gdy dany utwór obudził w nas wenę, natchnienie, impuls, który sprawia, że wpadamy na całkiem ciekawy pomysł? Wtedy musimy być ze sobą szczerzy. I pisać co nam w duszy gra, a nie wzorować się na utworze, który nas zainspirował…

Inspiracja a plagiat…

to w sumie ciekawy zabieg, zarówno literacki jak i prawny. Przyjrzyjmy się sytuacji – napisałam dzisiaj post o plagiacie. Starałam się go zdefiniować i przenieść na blogerskie poletko. Mój tekst przeczytała dajmy na to, Grażyna, która również jest aktywną blogerką. Podczas czytania tego wpisu przypomniało się jej, jak to ktoś kiedyś wykorzystał jej tekst z bloga i jakie miała z tym problemy. Pomyślała więc, że opisze całą tą sytuację, na początku tekstu uściślając swoimi słowami, czym jest plagiat. Teoretycznie więc – nasza Grażyna przejęła mój pomysł – zajęła się tematem plagiatu. W praktyce jednak, mój tekst był tylko impulsem, inspiracją do opowiedzenia własnej historii.

Co w przypadku, gdy…

ktoś faktycznie wykorzystał twój tekst i przypisał jako swój? Masz pełne prawo żądać, aby plagiator usunął twoją pracę. Prawo zawsze będzie stało po stronie autora. Ustawa o ochronie praw autorskich i prawach pokrewnych daje całkiem pokaźny wachlarz działań. Problem w tym, że czasem zwykły mail wzywający do takiej czynności nie działa. Możemy wtedy zgłaszać to do administratora serwisu który moderuje daną stronę. Albo też…postraszyć postępowaniem przed sądem. Zwykle działa…

I jeszcze coś na koniec…

istnieje coś takiego jak pojęcie autoplagiatu. Czy można dokonać plagiatu na samym sobie? Można. Przyjmijmy, że piszesz najnowszy tekst na bloga, o peelingu enzymatycznym marki X. Jednak te kosmetyki mają bardzo podobne działanie, więc myślisz sobie- miesiąc temu pisałam o peelingu enzymatycznym marki Y, w sumie działają podobnie, to skopiuję i będzie jak znalazł.

I to jest właśnie autoplagiat. Działając w ten sposób sama sobie strzelasz w stopę. Może i tekst szybko napisany, może nikt nie zapamięta i nikt nie zauważy… Hmmm… jednak nie liczyłabym na to.

 

Każdy wpis z cyklu „prawy poniedziałek” nie stanowi porady prawnej, ma na celu nakreślić jedynie zakres pewnych aspektów blogowania. O pewnych rzeczach po prostu dobrze wiedzieć, w myśl zasady „ignorantia iuris nocet”…

24 thoughts on “Plagiat w blogosferze czyli prawy poniedziałek #4

  1. Bardzo potrzebne wpis. Niestety coraz częściej w internecie możemy spotkać się z tym zjawiskiem. Często też jesteśmy go jednak nieświadomi, bo nie zawsze da się go wyłapać.

  2. Poruszyłaś bardzo istotny temat.To prawda plagiat w blogosferze, ale i w Internecie jest niestety częstym zjawiskiem.Przykre, bo to brak szacunku dla pracy innych.

  3. Na Instagramie to wielokrotnie kradziono moje zdjęcia, ale tu na blogerze, to chyba nie. Czytałam posty zainspirowane moim pisaniem i to było bardzo miłe, ale takie kopiowanie tekstu jako swój to by mnie wkurzyło. Teraz mnie ciekawi, czy ktoś mi tam co nie podkradł. hehe Bardzo ważny post kochana, bardzo dobrze, że o czymś takim piszesz. Pozdrawiam, dziś też popijając kawkę. ;)))

  4. Ten temat jest bardzo istotny, chociaż całe szczęście, rzadko byłam świadkiem tego zabiegu – przynajmniej tutaj. Częściej na instagramie, jeżeli chodzi o zdjęcia.

  5. Rozumie, że ludzie mogą się inspirować na pracy innych, ale nie pojmuje jak można np. zrobić kopiuj wklej co do słowa i informować że to jest jego. Jak dla mnie to zwykła kradzież i taka osoba nie ma wstydu oraz szacunku dla innych. Wydaje mi się, że takie kłamstwo prędzej czy później i tak wyjdzie na jaw, więc nie rozumie po co to robić?

    Bardzo lubię Twoje poniedziałkowe wpisy, są ciekawe i na pewno przydatne.
    Pozdrawiam 🙂

  6. Nie wiedziałam, że jest coś takiego jak autoplagiat. Nie rozumiem po co sobie to robić. Ja się spotkałam nie raz z kopiowaniem moich treści jak i zbytnim aż za bardzo łudząco podobnym ,,inspirowaniu się”. Myślę, że też po prostu zdarza się, że pisze się o podobnych rzeczach

    1. Gdy czytałam o autoplagiacie, w każdym wyjaśnieniu podawano za przykład pracowników naukowych, którzy muszą publikować swoje prace w różnych czasopismach naukowych by zdobyć odpowiednie punkty. I czasem kusi, by tekst z jednego lekko przerobić albi i nie i puścić w innym periodyku…

  7. O autoplagiacie wcześniej nie słyszałam, natomiast strasznie drażni mnie zjawisko plagiatu, niestety czasem ciężko wyegzekwować od kogoś, kto ukradł zdjęcia, by je usunął ze swojej strony:/ Z tym straszeniem postępowaniem przed sądem to dobry pomysł, gorzej gdy taki plagiator jest z drugiej strony globu.
    Pozdrawiam:)

  8. Ja często znajduje swoje recenzje czy zdjęcia u innych osób. Tak naprawdę, jeśli chodzi o książki – niech sobie kopiują recenzję – chodzi przecież o to, by ludzie sięgnęli do książki. Bardziej negatywnie nastawiona jestem do kopiowania innych treści – relacji z podróży czy tekstów poradnikowych.

  9. Każdy naukowiec zna autoplagiat jak samego siebie. 😀
    Plagiat, inspiracja… Istotna różnica. 😉 Niestety czasami subtelna… Blogosferę często elektryzują kolejne plagiatorskie afery, wywołują wielkie emocje i znikają równie szybko jak się pojawiły. 🙂 To na szczęście nie działa. Nigdy.

Leave a Reply