Kawa po góralsku…czyli?

U mnie są ferie. Z tej okazji ostatnich kilka dni udało nam się spędzić w samym sercu polskich, malowniczych Tatr, pod Zakopanem. A właściwie nad, bo miejscówkę mamy w najwyżej położonej dzielnicy Zakopanego. I wiesz, to był strzał w dziesiątkę. Okazuje się, że nie lubię, jak jest za dużo ludzi….

sroda z kawa

Mam takie coś, że jak jestem na wyjeździe, to nie umiem spać długo. Zwykle pierwsza zrywam się z łóżka, ubieram się i wychodzę na zewnątrz. Kiedy w sobotni poranek wyszłam na taras przed domem, gdzie się zatrzymaliśmy, zamarłam z wrażenia. I wyrwało mi się tylko… 

O ch…oinka!

(a echo z przyzwyczajenia odpowiedziało…mać mać mać;)))) (żarcik)

Zobaczyłam właściwie całą panoramę Tatr, od Giewontu, przez Kasprowy a na nieznanych mi szczytach kończąc. Białe, zasypane śniegiem szczyty pyszniły się na tle błękitnego nieba. Stałam i nie mogłam przestać się uśmiechać. To był jeden z najpiękniejszych widoków w całym moim życiu. I chyba zakochałam się w górach. Właściwie to żadne zdjęcia nie oddadzą tego, co rejestrowały moje oczy. 

Taka pogoda utrzymywała się przez cały nasz wyjazd, więc możesz się tylko domyślić, że często przychodziłam na taras, aby podziwiać góry. Co ciekawe, było je widać nawet w nocy. Księżyc świecił mocno i potęgował biel gór na granatowym, pokrytym gęsto gwiazdami niebie. Jedno jest pewne — z Krupówek tego bym nie zobaczyła.

W tłumie nie odpoczywam

Kiedy moje dwie Baby po raz kolejny zjeżdżały z górki lub robiły aniołka na śniegu, jak siadałam w słońcu i się delektowałam spokojem. Zjeżdżaliśmy do Zakopanego dwa razy i za każdym razem staliśmy w kosmicznym korku, a znalezienie wolnego miejsca parkingowego graniczyło z cudem. Jedno jest pewne — z ulgą wracałam tam, gdzie było zdecydowanie mniej ludzi. 

Kawa po góralsku

Gdy tak siedziałam na dworze, wróć, na polu, wszak to Małopolska, M… przyniósł mi kawę. Pachniała inspirująco i bardzo rozgrzewająco. Jeden łyk wystarczył, aby zrobiło mi się trochę cieplej. Chociaż największe mrozy już za nami, to może przyda się taka kawa na rozgrzanie:

Potrzebujesz:

  • 1 filiżanka mocnej kawy
  • 0,35 ml whisky
  • cukier do smaku
  • szczypta cynamonu

Do ciepłej filiżanki wlej porcję whisky, a następnie świeżo zaparzoną kawę. Pij od razu, najlepiej na zewnątrz, z widokiem na góry. I w doborowym towarzystwie. Po takiej kawie przyszło mi do głowy, że ja w całym swoim prawie 37 letnim życiu, nigdy nie zrobiłam aniołka. 

No to zrobiłam ;D

fot. mycoffeetime.pl

Lubisz jeździć do Zakopanego, czy omijasz szerokim turystycznym łukiem?

A z cyklu jednym zdaniem o… dzisiaj n jak… naświetla dachowe. Sprawiają, że nawet najciemniejsze pomieszczenia zyskują więcej światła. Te nowoczesne naświetla z poliwęglanu są odporne nie tylko na deszcz czy śnieg, ale i na wysokie temperatury. Założone raz, posłużą długi czas. I to nie tylko w wielkich halach czy centrach handlowych. 

 

8 Replies to “Kawa po góralsku…czyli?”

  1. Do Zakopanego jeździłam od zawsze i ostatnio faktycznie jest zatłoczone, zadeptane, inne niż 20 czy 30 lat temu. Dlatego też z chęcią uciekam na takie odludzia 🙂

Leave a Reply