Historia pewnego zdjęcia – Zamek Krzyżtopór

Od kiedy kupiłam sobie selfie – sticka, mój M… nabija się ze mnie, że jestem rasową influencerką. To narzędzie faktycznie jest przydatne. Nawet na urlopie. Zwiedzając zamek Krzyżtopór, zamieniłam się w japońską turystkę- z obowiązkowym kapeluszem, butelką wody i kijkiem z telefonem na końcu…

historia pewnego zdjecia

Zamek Krzyżtopór był moim wycieczkowym marzeniem już od dawna. O twierdzy tej, położonej w województwie świętokrzyskim, słyszałam zarówno od znajomych jak i blogerów podróżniczych – że to coś, co musisz zobaczyć na własne oczy. Kiedy więc niespodziewanie okazało się, że mamy weekend dla siebie, a dzieci jadą na wakacje do Babci i Dziadka, nie zastanawialiśmy się długo gdzie jechać.

Dość powiedzieć, że ta fortyfikacja była największą pałacową budowlą w Europie przed wybudowaniem Wersalu. W miarę możliwości odrestaurowana, zadbana, z darmowym parkingiem, przyciąga rzesze turystów. I wcale się temu nie dziwię. Spędziliśmy tam prawie trzy godziny, chodząc wyznaczonymi trasami od tej na murach obronnych aż po ciemne i chłodne piwnice.

Był upalny, sierpniowy dzień. Kremowe mury zamku pięknie kontrastowały z błękitem nieba. Założyłam kapelusz, wzięłam butelkę wody i ruszyliśmy na zwiedzanie. Przy kasie, na niepozornej karteczce była informacja o aplikacji na telefon, która po zainstalowaniu, będzie naszym przewodnikiem po fortyfikacji. Po uruchomieniu, moim oczom ukazał się plan zwiedzania i graficzne rekonstrukcje miejsca, w którym akurat się znajdowałam. Czyli- stojąc przed bramą, na żywo widziałam tylko kamienne mury, a w telefonie – w pełni wykończony zamek z zewnątrz. Co więcej, gdy poruszałam telefonem, mogłam zobaczyć również to, co jest nade mną, posadzkę oraz przedmioty które mogły się tam znajdować w przeszłości.

Przyznam, że sam zamek jest świetnie utrzymany, lecz z tą aplikacją zwiedzanie było jeszcze ciekawsze. Telefon przytwierdziłam do selfie-sticka i tak zwiedzałam, raz po raz zerkając na aplikację. Doszliśmy do pięknie oświetlonej baszty z moich ust wyrwało się prawdziwe WOW! Ależ to wygląda bajkowo! Wtedy usłyszałam, jak mój M… coś tłumaczy jednemu ze zwiedzających. Gdy podeszłam bliżej, ten zwrócił się do mnie – To pani ma tą aplikację! A myśmy z żoną myśleli, że pani sobie wszędzie robi selfie! 

Także tego.

zamek krzyztopor

20 thoughts on “Historia pewnego zdjęcia – Zamek Krzyżtopór

  1. Hehe też mam selfie-sticka ale jakoś nie potrafię się do niego przełamać przy ludziach xD. Zawsze się stresuje robić sobie zdjęcia ale to ja :P. Fajna historia z tą aplikacją. A w tym pięknym miejscu niedawno byli moi teściowie. W zeszły weekend oglądałam zdjęcia i koniecznie muszę tam pojechać <3. Może nawet zrobię sobie fotę (będę udawać, że używam aplikacji xD)

  2. Aga Ty tak jak ja, albo ja tak jak Ty, a my razem jak te Azjatki 🙂 moja Ola tez mnie nazywa japońską turystką 🙂 kupa śmiechu ma z niej a ona ze mnie 🙂 a zamek sobie zapisze może uda mi sie go zobaczyć…

    1. W takim razie, jak się kiedyś spotkamy na żywo to selfie stick i kapelusz będzie znakiem rozpoznawczym ;)))) zamek ma rozmach. Jednak po tym co serwuje Ci Norwegia w krajobrazach, to nie wiem, czy zrobi aż takie wrażenie 😉

Leave a Reply