Emocjonalny Fast Food Alan Wysocki

Są książki, które mimo że objętościowo niepozorne, zapadają w pamięć. Są również i takie, w których nie pałasz sympatią do postaci w niej wykreowanych już od pierwszego akapitu. Ale to, żeby chcieć kopnąć głównego bohatera w nie-powiem-co i powiedzieć, że jest skończonym obleśnym dupkiem… zdażyło mi się po raz pierwszy. I to książce na pierwszy rzut oka tak nijakiej, jak „Emocjonalny Fast Food”

Opis z okładki „Emocjonalny Fast Food” Alan Wysocki sugeruje, że będzie to całkiem porywająca opowieść z gorącym biurowym romansem na pierwszym planie. Obiecywał wewnętrzne rozterki bohaterów i poważne kłopoty z którymi przyjdzie się im zmierzyć. A nadto, gorące seksualne uniesienia w korporacyjnych okolicznościach przyrody. Nic jednak bardziej mylnego. Mam wrażenie, że pokrótce nakreślona historia z okładki jest ciekawsza, niż cała reszta tej krótkiej, bo 128 stronicowej publikacji.

Gdyby ktoś mnie zapytał wprost…

o czym jest „Emocjonalny Fast Food” Alan Wysocki, bez wahania odpowiedziałabym – o pieprzeniu się. Książka zaczyna się wynurzeniami głównego bohatera, traktującymi o codziennej pracy w jednej z międzynarodowych korporacji. Gdy wspomina o tym, jak przebiega proces rekrutacji, do historii wchodzi nowa bohaterka – Zyta. Jest świeżo po prestiżowych studiach i ma wszelkie predyspozycje, aby zostać świetnym korpo pracownikiem. Jednak głównego bohatera bardziej interesuje fakt, czy i jak szybko uda się mu zaciągnąć ją do łóżka.

Udaje mu się to szybciej niż przewiduje. W okolicznościach, o których mógłby tylko pomarzyć. I tak łączą ze sobą pracę i sex. A potem po prostu się rozstają. Koniec historii. Lwia część książki to opisy tego, co i jak ze sobą robili. No i gdzie. Całość przypominała tani pornos klasy B. Gdy skończyłam czytać tą opowieść, zastanawiałam się, czy to nie jest przypadkiem jakiś literacki żart. Ktoś opublikował coś dla hecy, chcąc zobaczyć jak zareagują czytelnicy. To by mi bardziej pasowało niż aspirowanie do pierwszego erotyku napisanego przez mężczyznę.

Książka ta jest opatrzona ilustracjami. Tak, dobrze myślicie, to portrety (zapewne) głównej bohaterki, w mniej lub bardziej śmiałych erotycznych pozach. W sumie wyszło to wulgarnie. I okropnie w ogólnym odbiorze. W tym przypadku ani część graficzna, ani literacka nie pozostawia złudzeń co do atrakcyjności tej opowieści.

Czy naprawdę w tej książce nie było nic…

co zasługuje na pochwałę?! Nie musiałam się długo zastanawiać, aby jednoznacznie stwierdzić, że nie. Bo ani pomysł, ani opisy erotycznych uniesień, a już z pewnością cała historia i szata graficzna nie porywa. Być może zamysłem autora było przedstawienie całej tej historii w lekko krzywym zwierciadle, aby uwypuklić i pokazać, że świat jest pełen korporacyjnych dupków wykorzystujących swoje stanowisko do prywatnych, seksualnych animozji. Mimo to, ta krótka lektura nie porywa w żadnym aspekcie.

Myślałam, że po znanej wszystkim zapewne, koszmarnie napisanej historii Massimo i Laury, (zobacz: 365 dni Blanka Lipińska) nie może powstać już nic gorszego. Myliłam się i choć sama w to nie wierzę, „Emocjonalny Fast Food” jest gorszy nawet od wspomnianych „365 dni”. Książka nie wnosi kompletnie nic, prócz wynurzeń korporacyjnego managera, który po prostu miał romans ze swoją podwładną. I opisywał  wszystkie kontakty intymne przy piwie z kolegami. Jeżeli ktoś lubi takie klimaty, to ta książka jest z pewnością dla niego. W moim prywatnym odczuciu to stracony czas.

okładka książki z lubimyczytać.pl swój egzemplarz wyrzuciłam do śmieci. Serio.

za egzemplarz recenzencki dziękuję portalowi sztukater.pl

21 thoughts on “Emocjonalny Fast Food Alan Wysocki

  1. Po okładce widać, że to porno. Dodatkowo okazuje się, w Twojej recenzji, że bardzo niesmaczne porno. Szkoda czasu na 128stron. Zawsze to godzinka, dwie czasu na coś innego. Pozdrawiam!

  2. Podziwiam, że pomimo niewciągającej fabuły, dobrnęłaś do końca. Ja daję książce, góra 10 stron a jeśli styl jest do niczego, to czasami tylko dwie 🙂 I odkładam na półkę. Raz mi się zdarzyło, że przeczytałam całą ale ile się uklnęłam przy tym, że to takie denne, że szkoda czasu, byłam wściekła na autora, że takie coś napisał tym bardziej, bo okładka naprawdę urzekająca. Ale to był wyjątek przy jakiś wyzwaniu czytelniczym, że bodajże przeczytam książkę, której normalnie bym nie przeczytała. 🙂 I na razie więcej takich razów nie było 🙂

  3. Ja pamiętam, gdy moi znajomi ekscytowali się książką „50 twarzy Greya”. Czytałaś? Ja nie, choć zdarzyło mi się przelecieć oczami parę stron. Jak byś porównała te dwie pozycje?

  4. O kurde, ale żeby aż było gorsze od 365 dni? Myślałam, że nic nie jest w stanie być gorsze! No nic, mam nadzieję, że nie zrazisz się do książek po tym przeżyciu 😀

    Zapraszam: czytanko.pl
    P.S Są wyniki konkursu!

Leave a Reply