I że ci nie odpuszczę Joanna Szarańska

To już ostatni kwietniowy weekend, a tym samym ostatnia z książek do śmiechu. Był już humor brytyjski i czeski. Pomyślałam, że lekkim nietaktem byłoby pominięcie nasze rodzimej literatury. Poszperałam więc na forach, w kilku miejscach polecano „I że ci nie odpuszczę” Joanny Szarańskiej. Czy jednak to był dobry wybór?

Może zacznę od tego…

co mi się podobało. A zdecydowanie na plus pomysł na opowieść. Oto przed ołtarzem stoi ona- piękna panna młoda, Kalina, cała w bieli, z welonem i na lekkim kacu. Obok niej, wymarzony pan młody, bardziej niż trochę zdenerwowany. Msza trwa, goście z niecierpliwością czekają na przysięgę, po której zapewne niejeden wujek szepnie do swojej żony „no i kolejny chłop przepadł!” Jednak tym razem nie dojdzie do tego.

Bo gdy para młoda podchodzi do ołtarza, a ksiądz mówi zwyczajową formułkę,”Jeśli ktoś zna powód dla którego to małżeństwo nie może być zawarte niech powie teraz albo zamilknie na wieki…” spośród gości odzywa się kobiecy, należący do najlepszej przyjaciółki panny młodej głosik – jestem w ciąży, a pan młody jest ojcem tego dziecka. Rozpętuje się piekło. Kalina zaszywa się w swoim mieszkaniu, by skorzystać z jedynego prezentu ślubnego jaki po tym wszystkim wpadł w jej ręce- voucheru do SPA. A tam…zamieszanie sięga zenitu.

I mogło być tak pięknie…

lecz było miałko. Obiecywano zabawną historię, pełną gagów i bardzo śmiesznych zbiegów okoliczności, a dostałam ot, zwykłą obyczajówkę średnich lotów. Czytałam ją z coraz większym znużeniem. Bohaterowie zbyt infantylni, a wszystko bardzo…naiwne. Sama akcja ciągnęła się w nieskończoność… I jeszcze bym to zrozumiała, gdyby nie fakt, że komizmu nie było tam ani trochę.

żeby nie było, podobny, małomiasteczkowy klimat i postaci były chociażby w serii z Karoliną Morawiecką w roli głównej (zobacz: Śledztwo na cztery ręce Karolina Morawiecka), ale tam było wszystko to, czego zabrakło w „I już Ci nie odpuszczę”- dobrze zarysowane postaci, logiczna, spójna fabuła i ogólnie zabawna historia…

I już Ci nie odpuszczę…

ech. Jak wspomniałam już na początku całego cyklu, mam specyficzne poczucie humoru. A im więcej czytam, tym bardziej się przekonuję, że jestem swego rodzaju „snobem literackim” (tak! nie boję się tego określenia i przyjmuję je na klatę😉 Im więcej czytam, tym bardziej wymagającym jestem czytelnikiem. Nie lubię bylejakości. Książka Joanny Szarańskiej kompletnie nie przypadła mi do gustu, pozostawiając po sobie jedynie lekki niesmak. Po kolejne części z tej serii raczej nie sięgnę. Lecz biorąc pod uwagę powyższe, nie skreślajcie tej książki za szybko – a może jednak Wam się spodoba?

I ze ci nie odpuszcze

24 thoughts on “I że ci nie odpuszczę Joanna Szarańska

  1. prawdą jest, że gust czytelniczy zależy od ilości przeczytanych dobrych książek. Namnożyło się na rynku „sześciorzędowych” wydawnictw. zwiększyła się liczba drukatni i agencji wydawniczych niedających o poziom.ale po „Zenku” już nic mnie nie dziwi. Może, podobnie jak film, i takie „czytadła” znajdą zwolenników.

  2. O nieee! Szkoda, że się rozczarowałaś! Akurat cykl o Kalinie z perspektywy czasu uważam, że wpadł mi w ręce w odpowiednim czasie i dlatego mi się spodobał. Podczas jazdy pociągiem, w wakacje, kiedy byłam zmęczona… W dosatku trzeci tom mnie rozczarował – pewnie dlatgo nigdy nie znalazłam w sobie chęci by dopisać i jego recenzję.
    Ale już przygody Zojki czyli kolejny cykl spodobał mi się jako oderwanie myśli. 😉

  3. Miałam z biblioteki wszystkie części, zaczynało się … nie powiem…ale w połowie pierwszej części się poddałam 😉

  4. Gdy zobaczyłam tytuł tej książki na myśl natychmiast przyszedl mi film o tytule „i że Cię nie opuszczę”. Film genialny, ale jeśli chodzi o książkę to chyba jednak nie będę się przekonywać na własnej skórze. Wystarczy mi Twoja recenzja.

  5. Wygląda na to, że naprawdę Ci się nie spodobało… Ja jednak zaznaczę sobie tę serię, może kiedyś doczeka kolejki. Czasami dobrze mieć taką płytka szmirę, na czas zmęczenia – wtedy takie książki mi „wchodzą” ;-D

  6. Raczej książka nie dla mnie. Chociaż czytając początek tej recenzji myślałam, że może jednak była by lekka i śmieszna książka do poczytania.

  7. Gdzieś mi tam kiedyś wpadła w ręce ta książka. Jako że „mielę” literaturę, jak leci, to po czytaniu tej pozycji pozostało już tylko wspomnienie. Nawet nie pamiętam, czy byłam tak zdegustowana, jak Ty 😉

  8. Gdy się ktoś bierze za pisanie komedii to na 100% musi wiedzieć co robi, bo rozśmieszyć jest trudno. Przynajmniej ciebie i mnie 😀
    Naprawdę taka formułkę wygłasza ksiądz przy ślubie? Zawsze myślałam, że to taki chwyt filmowy 😀

  9. No i teraz jestem w kropce… Ta książka czeka w kolejce, a po Twojej opinii nie wiem co myślec, brać się za nią czy dal sobie spokój…

Dodaj komentarz