Trzech panów w łódce, nie licząc psa Jerome K. Jerome

O ile marzec był literacko fantastyczny, o tyle kwiecień będzie…roześmiany. Pomysł był dobry, lecz jak to czasem bywa, im dalej w las…tym więcej problemów. Poczucie humoru to rzecz niezwykle zmienna, a także ogromnie subiektywna. I coś mi podpowiada, że nie wszystkie moje kwietniowe propozycje zyskają Waszą aprobatę. Bo ja mam specyficzne poczucie humoru…

Trzech panów w łódce, nie licząc psa Jerome K. Jerome…

wybrałam w sumie lekko w ciemno. Lecz gdy czytam, że jest to opowiastka lekko filozoficzna, szczodrze okraszona typowym angielskim humorem… To po prostu trzeba było przeczytać! W zamyśle powieść ta miała być zwykłym przewodnikiem po Tamizie. Dobrze jednak, że autor zmienił zdanie i zamiast tego napisał relację z podróży trzech młodych dżentelmenów i jednego niesfornego psa.

Obawiałam się gadającego psa. Naprawdę. Ten zabieg literacki stosuje wielu autorów, chcąc pokazać nakreślony w książce świat z szerszej, bądź nieco innej perspektywy. Ot, nie wszyscy robią to w tak doskonały sposób jak Virginia Woolf (zobacz: Flush. Biografia) Tutaj jednak zachowanie Montmorency’ego opisano w niezwykle zabawny sposób. Ale nie wyprzedając faktów…

Jest to opowieść…

o trzech znudzonych dżentelmenach żyjących w XIX wieku, którzy przy wieczornym kieliszku sherry zastanawiają się, jak urozmaicić sobie czas. George, Harris i narrator (domyślam się, że to autor), wpadają na pomysł, aby wybrać się na rejs po Tamizie. Wynajmują w tym celu łódkę, pakują się i…płyną około 200 km z z Kingston do Pangbourne.

W sumie, uczciwie rzecz ujmując, to w tej opowieści niewiele się dzieje. Jednak tym, co gra tu pierwsze skrzypce, nie jest akcja lecz…wszystko, co dzieje się pomiędzy. Zabawne anegdotki przepełnione pełnym sarkazmu humorem brytyjskim. Uprzedzenia i dziwne z naszego punktu widzenia zachowania… Czytając czułam się trochę tak, jak gdybym oglądała starego brytyjskiego Top Gear’a, którego nawiasem mówiąc, uwielbiam.

„Trzech panów na łódce…”

to klasyka literatury światowej. Już samo to określenie kojarzy się z nudą, podobną do opisów przyrody w znanym nam wszystkim zapewne „Nad Niemnem”. Spokojnie, to nie ten typ lektury. Książa ta bowiem wydana po raz pierwszy ponad 100 lat temu, wciąż bawi. Może nie wprost. I nie przez żenujące gagi. Lecz sprytnie wbijając szpilę w największe przywary ówczesnej angielskiej społeczności. Chociażby dlatego, warto przeczytać tę książkę…

Trzech panow w łodce nie licząc psa

30 thoughts on “Trzech panów w łódce, nie licząc psa Jerome K. Jerome

  1. A mnie kusi 😉 Na wspomnienie opisu błota wNad Niemnem aż mną wstrząsnęło 🤯 To nie była moja bajka… Natomiast humor angielski wielbię i doceniam go szczególnie z perspektywy francuskiej… Brakuje mi w tutejszym humorze tego dystansu do wszystkiego, łącznie z własną osobą, szczypty cynizmu, oparów absurdu i elegancji, którymi w/g mnie może się pochwalić humor angielski. Tylko skąd ja wezmę tę książkę skoro czytuję jedynie wersje papierowe 🤔 pozdrawiam znad kubka czarnej kawy (czarny humor, nawiasem mówiąc, też lubię) :))

    1. W „czasach zarazy” nie pozostaje Ci chyba nic innego jak polubić się z ebookami. Przyznam, że ja do czytnika przekonywałam się bardzo długo…zdecydowanie za długo. Bo czytnik jest po prostu świetny!:D

  2. Kapitalna ksiazeczka, czytalam ja jakies 30 lat temu i dzieki Twojemu wpisowi pomyslalam sobie, ze warto ja sobie odswiezyc i przeczytac jeszcze raz,

  3. Agnieszko… Dzięki ci bardzo! Normalnie weszłam i nie wierzę! Wyobraź sobie, że to jest moja ukochana książka! Jeszcze z dzieciństwa! Nawet już o niej wspominałam kilka razy na blogu… Cudownie, że przypadła ci do gustu 🙂
    No, duży wirtualny buziak!

    1. 🙂 Tak jak kiedyś wspomniałam, mamy chyba podobne poczucie humoru;) Nie wiedziałam, że to Twoja ulubiona książka! (choć Twojego bloga staram się czytać na bieżąco;] )

    1. Jeżeli więc to są Twoje czytelnicze klimaty, to szczerze zachęcam! Ja bez książek nie potrafię. Mogę nie oglądać telewizora, seriali na Netflixie, ba, mogę nie czytać gazet…ale książka musi być. I to dobrze napisana;)

    1. Jeżeli tylko lubisz brytyjski humor, to szczerze zachęcam! Jak widzisz z poprzednich komentarzy, nie tylko mi spodobała się ta opowieść o trzech panach na łódce 😉

  4. przyznam się, że czytając już pierwszą stronę popłakałem się ze śmiechu – rzecz dotyczyła katalogu chorób i ich obecności w organizmie bohatera. to wystarczyło, żeby pochłonąć rzecz w jeden dzień. widziałem też rekomendację – może książka nie jest napisana pięknym językiem, może nie porusza wielkich spraw, ale jest PRAWDZIWA, najprawdziwsza z możliwych. Teraz pora na „Trzech panów na rowerze”. liczę na równie udaną kontynuację (autor oczywiście ten sam)

Dodaj komentarz