7 grzechów blogowania – #6 nastawienie tylko na korzyści

Dzisiaj, w cyklu „blogowe know how” pogadamy o kolejnym z grzeszków blogowania. Na tapecie…nastawienie na korzyści. I byłabym kompletną hipokrytką, gdybym napisała, że jest to złe. Wszak sama podejmuję się zleceń mających na celu pokazać produkt czy też, podlinkować to i owo. Problem pojawia się wtedy, gdy nasze miejsce w sieci, zamiast autorskiego konceptu przedstawia tylko…ścianę z ogłoszeniami…

Mój blog jest lifestylowy…

podzielony tematycznie na dni – we wtorki poczytacie o kosmetykach, we środy – o kawie. Czwartki to historia pewnego zdjęcia, piątki- właśnie blogowe know how, a w weekend królują recenzje książek. Sami przyznacie, że rozstrzał tematyczny jest spory, lecz nakierunkowany na pewne mocniejsze akcenty, które z góry ustalone, nadają wpisom określony rytm. Poza tym, mam Czytelniczki, które zaglądają tylko na wtorkowe kosmetyki i również takie, które najbardziej lubią czwartkowe historie. To miłe. Trzyma mnie w pionie, gdy przychodzi rozprężenie w kwestii regularności pojawianych się co dwa dni wpisów na blogu.

Jeżeli mycoffeetime.pl odwiedzacie już jakiś czas, wiecie doskonale, że czasem pojawia się tu pewna odskocznia – a to opowiem o jakimś kursie czy teście osobowości, a to pod koniec wpisu napiszę kilka słów z cyklu „jednym zdaniem o…”. To wszystko właśnie są teksty ze współprac. Staram się je tak komponować, aby nie zaburzyły ogólnemu wizerunkowi bloga i jego tematycznej harmonii.

Co mi dają te współprace? Jeżeli nie opierają się na barterze, to dają mi realny zysk. Oczywiście po odliczeniu podatku. I czasem prowizji portalu przez który miałam okazję zdobyć daną współpracę. A zysk przeznaczam do szufladki pod nazwą „blogowanie” – czyli utrzymanie strony, różne wyjazdy na festiwale czy też inne potrzebne rzeczy.

grzechy blogowania

I gdy tak to piszę…

pomyślałam sobie, że się tłumaczę. A tak naprawdę, w sumie nie ma z czego. Każda z Was zapewne ma za sobą niejedną współpracę, czy to barterową, czy też pieniężną. I to cieszy, nie tylko finansowo ale i…mentalnie. Co się dzieje jednak, gdy tych artykułów sponsorowanych (u mnie to tag: audycja zawiera lokowanie produktu) jest więcej niż kilka na miesiąc?

Zamienia się w słup z ogłoszeniami. I wtedy robi się już nieprzyjemnie, bo strona traci nie tylko na wartości w oczach czytelników, ale i w atrakcyjności potencjalnych reklamodawców.

Miałam kiedyś ulubiony blog…

z kręgu lifestyle. Dziewczyna skupiała się na macierzyństwie i kosmetykach. Potem doszły jeszcze ubrania i stylizacje. Następnie, wydawało się, że w dosłownie każdym poście chce mi coś wcisnąć. A to witaminy, a to kosmetyki a to ubrania a to jakieś suplementy a to terakota ścienna, a to foteliki samochodowe… Robiła to w coraz bardziej bezpośredni sposób, chwaląc  wszystko pod niebiosa. W końcu stwierdziłam, że bez sensu jest obserwować taki blog. Ona sama przestała być dla mnie wiarygodna.

Przy okazji tego wpisu, przypomniałam sobie o niej i weszłam na dawno nieodwiedzaną stronę – funkcjonuje nadal, w niezmienionej formie. Jednak nie było tam nic, co by mnie zaciekawiło na tyle, aby tam zostać na dłużej. Ot, kolejny słup ogłoszeniowy.

grzechy blogowania

Posty sponsorowane…

nie są rzadkością. Tak, sama lokuję parę takich wpisów w miesiącu, najczęściej z konkretnym podlinkowaniem. Jednak szanuję Was, moich Czytelników i naprawdę staram się, aby tekst był ciekawy, wnosił coś nowego i…nie rzucał się za bardzo w oczy. Kiedy pojawia się problem blogera? Kiedy przekracza tą cienką czerwoną linię, która odgradza tematykę bloga od tego co pisze w postach sponsorowanych. Jeżeli jest ich w miesiącu więcej niż tych wpisów do których przyzwyczaił swoich czytelników, to z pewnością podąża równą pochyłą. Bo stali odbiorcy danych treści w końcu stwierdzą, że ich ulubiony blog stracił na wartości tematycznej. Że po prostu zamienił się w gazetkę reklamową on-line.

Do czego zmierzam?

do rozwagi. Współprace i bartery są wpisane w działalność blogerską, o ile sobie na to pozwoli. Na początku człowiek może się lekko zachłysnąć – o rany! Więc mogę coś zarobić na mojej pasji?! Potem przychodzi jednak orzeźwienie – kurcze – ale to nie wpisuje się w charakter mojego bloga! Więc co robić? Czasem po prostu trzeba odpuścić. Przechodziłam przez każdy z tych etapów, co zresztą widać, po dużo wcześniejszych postach. Na szczęście, tak jak pisałam wcześniej – ustalone ramy nieco mnie trzymają w ryzach. I chwała im za to…

Jestem bardzo ciekawa Waszej opinii w tym temacie – jaki jest Wasz stosunek do postów sponsorowanych na blogach? Mieliście doświadczenia w tym zakresie?

29 thoughts on “7 grzechów blogowania – #6 nastawienie tylko na korzyści

  1. Widzę, że mamy podobne odczucia. Były sobie fajne blogi a potem… potem doszły współprace i jakaś tam wiedza o seo i….już przestało być ciekawie. U Ciebie nawet posty sponsorowane potrafią zaciekawić, bo opowiadają jakąś historię.

  2. Masz racje, ze jest to pierwszy krok do zguby. Ja przegladam głównie blogi książkowe i to widac kiedy ktos szucznie chwali. Utarte frazesy to zdradzaja. Mnie zniecheca bo szukam opinii, ktora pomoze mi zadecydować czy warto. Okladki moge piogladac sobie w sklepie.

    1. Ech, w przypadku recenzji książkowych mam o tyle luksus, że sama wybieram o czym piszę. Chociaż z drugiej strony, z książkami jest tak, że jednemu się spodoba, a drugiemu już niekoniecznie… zresztą, jak ze wszystkim. Grunt, by przedstawić zarówno za jak i przeciw.

  3. Prawdę mówiąc nie opłaca się w ogóle zarabiać na blogu w inny sposób niż afiliacje. Kiedyś miałam reklamy to ktoś mi poklikał ich dużo, że dostałam bana. Później mnie odblokowali ale reklam już nie mogę dać. A blogi, które coś wciskają zazwyczaj omijam szerokim łukiem, chyba, że robią to raz na miesiąc albo nawet rzadziej. Inna kwestia, gdy autor promuje swoją książkę czy jakiś własny pomysł/produkt. A u Ciebie zazwyczaj czekam na recenzje książek.

    1. W takim razie obiecuję, że jeszcze bardziej przyłożę się do recenzji:) Chociaż…w marcu #zaczytanyweekend opanowała fantastyka. Ale wierz mi, nie będzie monotematycznie;)

  4. Przyznam, że kiedyś zaglądałam tu codziennie, ale przestałam, gdy zdałam sobie sprawę, że któryś tekst w miesiącu jest napisany tylko po to, aby umieścić w nim link sponsorowany. To było dla mnie spore zaskoczenie, bo nie miałam jasno informacji na końcu tekstu, kto sponsoruje tekst. W Każdym razie, tak to zapamiętałam. Szkoda, bo to przejście od bloga osobistego do zarabiającego odczułam dość nagle. W reklamach nie ma nic złego, po prostu okazało się, że blogi sponsorowane odczuwałam jak teksty o niczym, podczas, gdy na początku uznałam, że Twoja strona jest naprawdę wartościowa, bo przybliża mi Ciebie. Nie odbierz tego, co napisałam, jak pustego krytykanctwa. Uważam, że świetnie sobie radzisz, tylko tematyka bloga przesunęłą się tak nagle, a ja akurat jestem jednym z tych odwiedzaczy, którzy teksty czytają od deski do deski. Pozdrawiam.

    1. Jestem Ci ogromnie wdzięczna za ten komentarz. Widzisz, tak jak pisałam w tekście, był pewien czas, gdy tym się po prostu zachłysnęłam i…grałam nie fer. Teraz to widzę i już jakiś czas temu wyciągnęłam z tego lekcję. Co mogę dodać? cieszę się, że mimo wszystko czasem do mnie zaglądasz:)

      1. Zaglądam tutaj, ponieważ z drugiej strony zapamiętałam jak komentowałaś. Blogi zarabiające to częto blogi bezosobowe, gdzie właściciele olewają komentatorów, a skupiają się na spraszaniu nowych obserwatorów i liczeniu klików na linkach. I to dlatego mało tego typu blogów odwiedzam, a nie z niechęci do tego, że ktoś na blogu zarabia 🙂 Pod tym względem byłaś interesującym wyjątkiem, zawsze poświecasz trochę czasu, aby kogoś odwiedzić, przeskanować cudzy tekst i napisać coś z sensem i ciepło.

  5. Aguś bardzo lubię Twojego bloga, a odwiedzam go głównie ze względu na recenzje książek i posty na temat kawy. 😊

  6. Myślę podobnie do Ciebie. Współprace są super, bo pozwalają nam się rozwijać, zdobywamy ciekawy tematy do wpisów, a czasem uda się coś zarobić. Poza tym to też forma docenienia blogera. 😉 Jednak co za dużo, to niezdrowo. Trzeba umieć zachować równowagę. Jeśli podejmuję jakąś współpracę to staram się też wnieść jakąś wartość danym wpisem. Podzielić się jakimiś ciekawostkami lub wskazówką. 😉

    Przesyłam Ci serdeczne pozdrowienia! 😉

    P.S. Bardzo lubię Twoją serię „7 Grzechów blogowania”.

    1. Pomyślałam sobie, żeby tą serię skompresować w formie ebooka, popartą również Waszymi wskazówkami zostawianymi w komentarzach…Dzięki za inspirację!

  7. Ja jakoś nie zarabiam na blogu, no może oprócz książek recenzenckich 🙂 Ale to żaden zarobek 🙂
    Doszła do etapu, że biore te lektury, które mnie interesują, wybrzydzam. Nie zachłystałam się chyba nigdy etapem: biorę wszystko co dają 🙂

  8. Szczerze, to u Ciebie te posty sponsorowane nie wyglądają na sponsorowane 🙂
    Sama mam za sobą kilka współprac i pamiętam jak rzucałam się na każdą z nich…
    Zmądrzałam i wybieram tylko te które mi najbardziej odpowiadają.
    Chińskie firmy zrobiły się dziwne;chcą post sponsorowany o ich sklepie, płacą grosze ,wymagają cudów i do tego popędzaja mailami
    Pozdrawiam
    Lili

  9. Czasami odbija się to także i nas blogerach. Ja, kiedy starałam się za bardzo gonić za książkami, żeby mieć jak najwięcej współprac, żeby część książek, które nie do końca mi się spodobały czy też wiedziałam, że więcej już ich nie przeczytam, sprzedać, żeby móc na tym zarobić… Po jakimś czasie miałam dość. Nie chciało mi się już nawet czytać, a tym bardziej pisać o nich. Teraz staram się tego unikać. Podejmuję się współprac i zgadzam się na recenzję tylko tych książek, które rzeczywiście mnie zainteresują (chociaż i wśród nich znajdują się czasami buble) i unikam takich, które nie są w moim klimacie, a część książek, których zrobiło się wręcz za dużo na moim regale, i tak na bieżąco wystawiam na sprzedaż. Ważne, żeby nic nie robić na siłę i czerpać radość z tego co się robi.

  10. Ja ciągle wrzucam jakieś posty sponsorowane oraz bannery ale staram się, żeby to jakoś wyglądało i miało sens. Znam kilka takich blogów, na których wlatuje reklama za reklamą. Nie wiem po co ludzie to czytają. Chyba komentują, żeby też dostać komentarz u siebie. A ile w tym potencjalnych klientów, myślę że w takim wypadku tak naprawdę mało.

  11. ja mam kosmetycznego bloga i staram pisać się na temat. I szlak mnie trafia jak piszą do mnie np żebym książkę zrecenzowała, sokową dietę wypróbowała

  12. ja ostatnio nie mam prkatycznie żandych współprac i na maksa się z tego cieszę 😉 mam jedną firmę któa co jakiś czas coś mi wysyła, ale nigdy nie mam narzucone z góry, że muszę coś zorbić w zamian 😉 wpisy sponsorwane to raz na 2/3 miesiące a zazwycaj nawet rzadziej 😉 tak o się spokojniej u mnie zrobiło ic iesze się maks, że nie muszę gonić, bo mam jakaś umowę do wykonania ;D

  13. Zdarza się, że otrzymuję książki w zamian za recenzję (To na chwilę obecną chyba jedyna współpraca jaką nawiązałam). Nie widzę siebie piszącej np. o jakimś kosmetyku, jeszcze o pielęgnacyjnym to pół biedy, ale gdybym miała ocenić coś do robienia makijażu… poniosłabym sromotną klęskę. Współprace są miłe, motywują do działania. Ale zbyt dużo reklam, postów sponsorowanych, produktów, które są wychwalane pod niebiosa… no psuje to jakość bloga i po prostu człowiek nie ma ochoty o tym czytać. Tak jak z większością rzeczy w życiu i w tym trzeba zachować umiar.
    Pozdrawiam 😉

  14. Też mam taką blogerkę, co czytałam ją często, a potem 5 postów pod rząd potrafiło być reklamą. Ale nadal zdarza mi się zaglądać.

    Czekam z niecierpliwością jaki będzie ostatni grzech 🙂

  15. Zgadzam się z Tobą w 100 %. Nie ma nic złego we współpracach, ale zdrowy rozsądek to podstawa. Dla mnie blogowanie to hobby i fajnie jak czytelnik zostaje ze mną na dłużej.

  16. Ja pożegnałam właśnie przez takie wciskanie i nastawienie tylko na współprace wiele blogów i kanałów na yt ;/

  17. Bardzo dobry wpis. Ja tutaj dorzucę też uczciwość – teksty sponsorowane powinny być wyraźnie oznaczone. Zupełnie nie przeszkadza mi współpraca, dopuszczam też w takiej recenzji więcej linków itd., bo wiem jakie są czasami wymagania, czasami nawet w nie wchodzę, ale jak widzę wpis nieopisany jako sponsorowany, który aż kłuje w oczy sponsoringiem to mnie to irytuje właśnie niewiarygodnością.
    Inna rzecz, że to właśnie ta wiarygodność jest kluczowa, kiedy bloger ją traci w oczach czytelnika to chyba nie ma co się dalej oszukiwać, że czytanie/oglądanie treści takiego autora ma sens.
    Co któryś blog staje się słupem – posty z zapowiedziami często są dla mnie takimi słupkami (choć wiem, że wielu blogerów je lubi i robi bardzo rzetelnie), podobnie posty w stylu „niedługo ukaże się książka X”, chociaż wiem, że to często wymagania dotyczące patronatu nad książką…
    W książkowym półświatku kiedyś było o tym bardzo głośno, że „napisz recenzję, włóż do niej 10 linków, oznacz na fb, na insta, w 10 księgarniach i wszystkich znanych portalach”. Z jednej strony się na to wkurzamy, ale z drugiej i tak często to robimy. Na szczęście widzę, że coraz częściej robimy to rozsądniej. 😉
    Lubię Twoje wpisy sponsorowane – są nienachalne, wyraźnie oznaczone i nie odbiegają za bardzo od tematyki bloga. 😉 Wierzę też, że nie proponujesz nam niczego niesprawdzonego.

  18. Ja w ostatnim czasie to odrzucam wszystkie współpracę, nie mam na nie czasu a większość jest z tematyki, której u siebie nie mam. Kiepska jestem w recenzje kosmetyków, stosuje je, wiadomo ale pisanie recenzji to co innego.. a takie wpsółprace niestety mnie dosięgają, zazwyczaj firmy dopisują, że piszą ponieważ moja kategoria jest zgodna z ich oczekiwaniami..
    Na razie trzymam się regularności na wszystkim co robie – idzie to całkiem nieźle, dodatkowo pracuje naormalnie i jako fotograf więc czas naprawdę mam ograniczony. Temat współpracy musi mi podpasować, a tym bardziej warunki 🙂

  19. Aga bardzo lubię ten Twój cykl i zawsze z ciekawością czytam kolejny teksty. Poruszyłaś bardzo ważny temat. Z jednej strony nie dziwię się, że na fali popularności blogerzy przyjmują coraz więcej zleceń od firm (często, niestety „jak popadnie”), ale nie ukrywam, że sama przestałam obserwować blogi, na których były jedynie reklamy przeróżnych produktów – kosmetyki, ubrania, książki, farby do ścian i jeszcze rzeczy dla dzieci… Fajnie, że zwracasz na to uwagę.

    Pozdrawiam serdecznie,
    Agnieszka

Dodaj komentarz