7 grzechów głównych blogowania #2 niedbalstwo

Dzisiaj w copiątkowym „blogowym know how”, wracamy do cyklu który rozpoczęłam trzy tygodnie temu. Długo zastanawiałam się, co postawić na drugiej pozycji, w liście największych grzechów blogowania. Włożę przysłowiowy „kij w mrowisko” – pogadajmy o niedbalstwie…

Dla przypomnienia, pierwszym z kanonu „grzechów blogera” była niesystematyczność. Post spotkał się z ogromnym odzewem z Waszej strony, za co bardzo dziękuję! Jeżeli jeszcze nie czytałaś zobacz: 7 grzechów głównych blogowania #1 niesystematyczność Jednak wróćmy do dzisiejszego tematu, jakim jest niedbalstwo. Podzieliłam je na kilka kontekstów, oto one…

Byle jaki wygląd, to treść się liczy!

Czy tego chcemy czy nie, jesteśmy wzrokowcami. I nawet najbardziej wciągający tekst, który jednak ze względów graficznych źle się czyta, na dłuższą metę jest nie do przejścia. Powiem inaczej – macie ciekawie zapowiadającą się książkę. Przyjaciółka poleciła ją z całego serducha. W końcu jest w waszych rękach! tylko że w środku kartki są lekko potargane i poplamione, pełno w niej odręcznych zapisków, które zaczynają odwracać uwagę od treści książki. Co więcej, niczym królik z kapelusza, nie wiedzieć kiedy zaskakują was wypadające kartki i pozamieniana kolejność stron. Nie wiem jak wy, ale ja mimo najszczerszych chęci, rzuciłabym ten egzemplarz w kąt i poszukała lepszego wydania.

Podobnie jest z blogiem. Musi być przejrzysty i miły wizualnie dla oka. I nie chodzi tu o jasne barwy, choć one są dominujące i każdy blogerski poradnik sugeruje właśnie takie. Niech będzie czytelny, bez zbędnych „kwiatków”. Nic mnie tak nie irytuje, jak wyskakujący po chwili widget na pół strony z zapytaniem, czy polubiłam już profil fb bloga. Podobna sprawa ma się z alertem mówiącym – już nas opuszczasz? może poczytasz jeszcze… Zdaję sobie sprawę, że to zabieg celowy, mający sprawić, że potencjalny czytelnik zostanie dłużej na stronie. U mnie zwykle ma to jednak odwrotny skutek. Podobne widgety mają również wpływ na czas ładowania strony, a to z kolei ma wpływ na SEO…i tak dalej. Nie idźmy jednak tak daleko – umówmy się, że pod względem wyglądu mniej znaczy o wiele więcej 😉

Byle co, byle publikować…

Ostatnio trochę więcej spędzam czasu w tzw. social media. I kiedy przeglądam sobie niektóre „stories” lub filmiki na yt, zastanawia mnie jedno…po co w ogóle ludzie to nagrywają?! Przykład? Jest sobie dziewczyna, która wita się przy pierwszej kawie, opowiada, że idzie potem na zakupy, zrobi obiad i może jeszcze na spacer. Kończy kawę mówiąc, papatki i…tyle. Potem jeszcze tego samego dnia nagrała filmik w którym powiedziała, że planowane wyjście się nie udało, bo zaczął padać deszcz, smuteczek. Następnie się żegna i…koniec. Może nie rozumiem szerszego kontekstu, ale tego typu nagrań jest całe morze…morze bylejakości.

Tekst, chociażby o jednym dniu z życia ma być po coś. Dzień był pechowy? Opisz go ciekawie. Nikt nie chce czytać wynurzeń o codzienności którą ma u siebie. Niech będzie trochę pikantniejsza, bardziej wyrazista, lecz wciąż prawdziwa. W jednej z przeczytanych książek trafiłam na opis padającego deszczu. Na całą stronę. I wiecie, czytając to, miałam wrażenie, że czuję go i słyszę jak krople spadają na rozłożoną parasolkę. To dopiero literacki majstersztyk! Zdaję sobie sprawę, że nie każdy z nas ma talent literacki, ale możemy tak dobrać słowa, aby czytało się przyjemnie i z prawdziwą ciekawością. 

Byle jak, byle pisać…

o matko! Tu posypuję głowę popiołem i na samą myśl o tym zdarzeniu robię się czerwona od czubka głowy do ogonka. Szerzej, zobacz: Z pozdrowieniami… Tu tylko wspomnę, że przez długi czas popełniałam powszechnie występujący błąd dotyczący przyimków. I pisałam zamiast prawidłowo” pozdrawiam znad filiżanki kawy”, „pozdrawiam z nad filiżanki kawy”. Dopiero pewna Dobra Dusza napisała do mnie maila i wyjaśniła, że robię błąd. Nauczka na całe życie…

Ja wiem, że język polski nie należy do najłatwiejszych i że nawet najlepszym zdarzają się pomyłki. Sama też, jak widzicie, nie jestem idealna i pewnie jeszcze kilka boboli językowych przede mną. Jednak pewne standardy trzeba utrzymać – tekst który umieszczacie na blogu musi być poprawny językowo. A już napewno bez oczywistych błędów, które wychwyci każdy edytor tekstu i podkreśli na czerwono. Jak najprościej sprawdzić tekst? Przeczytaj go przed publikacją. Proste? a jednak są blogerzy, którzy tego po prostu nie robią, tłumacząc się brakiem czasu. Nie tędy jednak droga!

Tyle z mojej strony o niedbałości. Jestem niezwykle ciekawa co o tym myślisz – z czymś się nie zgadzasz? A może w tej kwestii przyszło ci do głowy coś jeszcze? Podziel się w komentarzu!

28 thoughts on “7 grzechów głównych blogowania #2 niedbalstwo

  1. Czasem napotykam takie blogi, których autora/autorkę chciałabym zapytać, czy w ogóle przefiltrowali przez mózg to co wstawili. Brak sensu, brak logiki, kropek (nie mówiąc o przecinkach), błędy ortograficzne czasem straszne, nie mozna w zasadzie zrozumieć, o co chodzi. Przykre.

  2. Uśmiałam się nieraz podczas czytania tego wpisu. A zwłaszcza jeśli chodzi o te papatki 😀 Co do stories też tak zupełnie nie przemawia to do mnie, chociaż sama również nagrywam. Ale wydaje mi się, że to ma służyć bardziej osobistemu kontaktowi z Czytelnikami. Choć cóż… można z tym przegiąć 😉 Nie wydaje mi się, że np. trzeba zapraszać do swojej zmywarki kilkaset osób 🙂

    Pozdrawiam ciepło i przytulnie 🙂

  3. Dzień dobry, Kochana!
    Podpisuję się rękami i nogami pod tym wpisem. Mnie także nic tak nie denerwuje jak wyskakująca na początku wiadomość z tym, czy aby na pewno polubiłam już tę i tę stronę na facebooku??? Porównanie bloga do książki – w punkt, ale naprawdę tak jest. Ja też raczej nie jestem z tych, co się męczą z czytaniem wpisów, jeśli jest to WYJĄTKOWO niewygodne.
    Nie rozumiem też tego, jak można nie przeczytać swojego wpisu przed opublikowaniem go. Nawet, jeśli nie wyłapiemy wszystkich błędów, to zawsze znajdzie się coś do poprawy 😉
    Zostaję fanem tej serii!

  4. Aga nie sposób się z Tobą nie zgodzić ☺
    Punkt 2 szczególnie ☺
    Gdy nie mam co pisać (a zresztą ile można o sobie pisać 😉 tak dla odmiany ,by zaciekawić czytelnika )sięgam po recenzje kosmetyczne ☺
    Pozdrawiam
    Lili

  5. Oj zdecydowanie. Nie cierpię ścigających mnie okienek, zwłaszcza jak chcę przeczytać więcej niż jeden post i za każdym razem wyskakuje to samo okienko o polubieniu. Setki reklam na szczęście nie zdarzają się tak często, podobnie jak miliony dodatków na stronie, ale jak są to o zgrozo…
    W kwestii błędów – jestem zdania, że wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. Literówki zdarzają się nawet jak czyta się post 5 razy, podobnie czasami dowcipy robi blogger czy wordpress. Natomiast błędy powtarzalne rażą mnie straszliwie, zwłaszcza kiedy ktoś pisze o literaturze. Podobnie błędy we frazeologizmach czy wyrażeniach obcych. Zapomniałabym o interpunkcji – nie przeszkadzają mi problemy z przecinkami, sama czasami siedzę i nie mogę się zdecydować czy powinien być tu przecinek, czy nie powinien, ale do białej gorączki doprowadzają mnie postawione przed nimi spacje. Wiem, że czasami spacja jest literówką, ale kiedy widzę cały post napisany w stylu „wiem , że”, „chętnie wam o tym opowiem .”, „Co powiecie na recenzję tej książki ?” to autentycznie mam chęć walić głową o klawiaturę.
    Przychodzi mi też do głowy niesprawdzanie linków – ku mojemu zdziwieniu (i rozczarowaniu) dosyć często wchodzę na bloga, czytam np. o super kosmetyku, klikam link i… 404.

  6. Niedbalstwo to podstawowy grzech blogowania. Skoro nam się nie chce to po co w ogóle publikować?! A jak dochodzi o tego nieczytelny motyw, masa reklam i wyskakujących okienek to szybko opuszczam taki blog. Najważniejsze to uczyć się na własnych błędach i poszerzać swoją wiedzę i umiejętności. Ja np. wciąż szukam szablonu, który by mnie w 100% zadowolił.

  7. Uuuu kochana trafiałś w samo sedno z wpisem :). Brawo. Prowadząc swojego bloga i profil na Instagramie staram się, aby każdy wpis i post był miły dla oka (moja pasja wymusiła na mnie podstawowy kurs fotografowania xD), miał przekaz oraz zainteresował potencjalnego odbiorcę. Przeraża mnie ogrom „influencerów” o „dupie maryni”. Przepraszam za wyrażenie, ale niestety tak to wygląda z boku u osoby, która nie poddała się niszczącemu wpływowi Social Mediów… . Poza tym nie dajmy się zwariować. Instagram i Blog to w 95% hobby. Oczywiście, że są w sieci osoby, które z tego żyją, ale one istnieją są na rynku już od dobrych kilku, jak nie kilkunastu lat, mają własną markę, doradców oraz wiedzą jak prowadzić kanał, by wszystko się kręciło z sensem. Także wszystko z umiarem. Miłego wieczorku!

  8. Dobrze jest, kiedy ktoś pisze o czymś pasjonującym, albo nawet o czymkolwiek ale napisze to tak ciekawie, że aż chce się czytać. Szkoda, że takich słabych blogów jest dużo, ale to może jedynie taki słaby początek i część z nich się z czasem poprawi.

  9. Fakt, niektórzy coś piszą lub nagrywają, ale tak naprawdę nie wnoszą tym kompletnie nic – ani rozrywki ani wiedzy. Takich miejsc nikt po raz kolejny nie odwiedza, trzeba więc uważać na bylejakość.

  10. Aga świetny wpis 😉 bardzo dający do myślenia, juz kilka razy go przeczytałam i zaraz czerwona lampka mi się zapaliła 🙂 UWIELBIAM CIĘ Z A TO 😉
    A tak na serio… ja nie jestem mistrzem w pisaniu, a nawet powiem nie nienawidzę pisać…może dlatego że mieszkam ponad siedemnaście lat za granicą i tracę kontakt z naszym językiem, muszę ciągle uczyć się innego, a to uwstecznia i to bardzo… jestem w lekkim szoku to co przeczytałam. Mnie najbardziej denerwuje w blogach podróżniczych ( bo takie odwiedzam najcześciej ) STOS zdjęć ,a treści prawie nic… albo tekstu tyle co niczym książka, a zdjeć do tekstu dwa… to mnie rozwala… informacje błędne, wyrwane gdzieś z kosmosu, nie prawdziwe… jadę potem pod wskazane informacje okazuje się na miejscu że to nie tu…i weź tu człowieku się nie denerwuj…

  11. Całkowicie się z tobą zgadzam, od zawsze uwielbiałam ładne estetyczne blogi które przemawiają do nas wyglądem, a przede wszystkim są minimalistyczne – pamiętam jak kiedyś na blogach latały jakieś serduszka, muzyki się załączały a myszki były jako pieski czy serduszka – jak teraz o tym pomyślę aż mi nie dobrze! Jeśli chodzi o publikację lepiej przeczekać niż pisać na siłę.

  12. Ech, ja uważam, że nic nie musi być. Jak mnie coś nudzi znikam, jak coś nie wciąga nie oglądam. Rozumiem, że ktoś chce poświęcić swój czas na prowadzenie bloga lub instagrama. Nie musi być on dostosowany do moich oczekiwań – z definicji obserwuję blogi, które jakoś tam się zazębiają z tym, co chcę zobaczyć, ale nie muszę czytać wszystkiego. Wolność 🙂
    Zdecydowanie lubię, gdy ktoś pisze poprawnie, bo sama tez się cały czas uczę, ale z tym jest różnie. Pozdrawiam.

  13. Ja zawsze cztam wpis przed opublikowaniem i po opublikowaniu, bo zawsze cos chce zmienić. Każdy z nas popełnil na blogu jakieś błędy, ale właśnie dzięki takim wpisom jak Twój można to ‚nadrobić’ 🙂

Dodaj komentarz