Ostatni taki szczyt Mick Conefrey

Ostatni taki szczyt Mick Conefrey

Gdy za oknem żar leje się z nieba, ja proponuję Ci podróż w najwyższe góry świata. Zimny mroźny wiatr, różnica ciśnień, śnieg i lód. Wspinacze, którzy chcieli zdobyć Kanczendzongę mieli marzenie, które zaważyło na całym ich życiu. Gdy pasja zmienia się w obsesję, potem może nastąpić już tylko jedno. Sukces przypłacony ogromnymi kosztami. Czy było warto? 

zaczytany weekend

Przyznam szczerze, że przed przeczytaniem „Ostatni taki szczyt” Mick Conefrey z popularnej księgarni internetowej, o wspinaczce wiedziałam niewiele. Każdy z nas coś tam słyszał o największych wyprawach. Ale ogrom niebezpieczeństwa, na jaki narażają się wspinacze zwyczajnie mnie zdziwił. Serio warto?

To najgłupsze pytanie pod słońcem

Dlaczego? Analogicznie, spytałabym Ciebie jako blogerkę – po co Ci to pisanie? Marnujesz czas. I rujnujesz sobie kręgosłup. Albo zapytała pisarkę po co jej pisanie. Bądź też biegacza, po co tak dużo biega. I wiem, że skala niebezpieczeństwa jest nieporównywalna. Jednak łączy nas jedno. Pasja, która napędza do działania. 

Ostatni taki szczyt Mick Conefrey

To niesamowita podróż w czasie. Zaczynamy w 1955 roku. Wtedy nie było jeszcze nowoczesnej technologii, świetnej łączności i super wytrzymałych materiałów. Ludzie jednak marzyli o tym, by zdobyć ten szczyt. Kanczendzonga wznosi się się na granicy północnoindyjskiego stanu Sikkim oraz Nepalu. Ten ogromny masyw pięciu głównych szczytów i wielu mniejszych, poruszał wyobraźnię. Nazywany był „Pięć Skarbnic Wiecznego Śniegu”. 

Okoliczni mieszkańcy, jak to zwykle bywa, upatrywali tam mieszkania bogów i innych świętych. Przez długie lata nikt nie miał śmiałości, aby ją zdobyć. Aż przyjechali Brytyjczycy. I sami wiecie, jak to się skończyło. Mam wrażenie, że brytyjscy żołnierze stwierdzili „Hej, no my nie damy rady?!”. Pierwszych śmiałków góra pokonała. Jednak to nie przeszkodziło w przygotowywaniu kolejnych ekspedycji. Komu w końcu się udało? Ha! Tego nie zdradzę.

Autor pokusił się o lekką beletrystykę

bez której ta książka byłaby tylko zbiorem suchych faktów. Dzięki temu tą opowieść czyta się bardzo szybko, bez nużących fragmentów. Nawet osoba nie obeznana w temacie wspinaczki spokojnie zrozumie o co chodzi w tej książce. Ogromną wartością dodaną tej publikacji są mapy oraz liczne zdjęcia śmiałków, którzy na przestrzeni lat pokusili się o zdobycie tego szczytu. Na końcu znajdują się również notki bibliograficzne. Gdyby zaciekawił Cię jakiś konkretny temat, wiesz gdzie dalej szukać.

Czy polecam? Jeżeli chociaż trochę interesujesz się alpinizmem, to będzie strzał w dziesiątkę. Wielbiciele książek podróżniczych również powinni być zadowoleni. 

Ostatni taki szczyt Mick Conefrey

„Ostatni taki szczyt” Mick Conefrey to nowość z księgarni taniaksiazka.pl 

17 Replies to “Ostatni taki szczyt Mick Conefrey”

  1. Myślę że pytanie czy warto każdy ocenia sam. Bloger to charakter, tak czuję. Tata mojej koleżanki bardzo lubi podróżnicze ksiażki więc podeślę koleżance info o tej publikacji.

  2. No, ja z tych co to zadają to najgłupsze pytanie, bo ja faktycznie tego nie kumam. I jest to jedna z niewielu pasji, których nie kumam. Co nie zmienia faktu, że kilka spraw może być interesujących, np jak oni sikają, że o dwójce nie wspomnę? Czy książka porusza tę kwestię?

  3. Kazdy czlowiek wybiera swoje hobby i rozumiem ze niektorzy lubia zdobywac gorskie szczyty.Bede jednak szczera , uwazam ze nie powinno sie przeprowadzac akcji ratowniczych dla nich gdyz sami wiedza co ryzykuja.Po co maja przy tej okazji umierac inni?

  4. Ilekroć słyszę o jakiejś wyprawie wysokogórskiej, od razu mam przed oczyma Wandę Rutkiewicz, albo Heinricha Herrera – austriackiego alpinistę, przyjaciela Dalajlamy z „Siedmiu lat w Tybecie” 🙂 Dobrze, że człowiek ma pasję, która popycha go do przodu. Nawet jeśli bywa ona niebezpieczna i czasami przychodzi zapłacić za nią zyciem…

  5. Podziwiam osoby narażające własne życie by zdobywać szczyty. Choć sama nie odważyłabym się na niebezpieczną wyprawę to całkowicie rozumie dlaczego to robią. Wdrapywanie się po łatwiejszych szlakach przynosi nieziemską satysfakcje, widoki i takie pozytywne uczucie spełnienia. A co dopiero te najwyższe szyty 🙂

Leave a Reply