medytacja

O medytacji po raz pierwszy i zapewne nie ostatni

Powiem tak. Od początku tego roku staram się poświęcić kilka chwil każdego dnia na na medytację. Zaczęło się od artykułu w gazecie. A potem rozdziału jakiejś książki. Następnie trafiłam na profil Agnes i tym samym znalazłam kogoś, kto pomoże mi w pierwszych krokach. I się zaczęło…

Czym jest medytacja?

Im dłużej praktykuję, tym większy mam problem z konkretną, jasną i klarowną definicją. Pierwsze skojarzenie, to łysy mnich tybetański, który w czerwonym habicie, na tle ośnieżonych szczytów siedzi i mruczy coś pod nosem. Inne? Wygimnastykowana joginka, która w pozycji kwiatu lotosu z zamkniętymi oczami odpływa gdzieś daleko. Jeszcze inna? Nawiedzony przewodnik duchowy, który ma w tle pełno specjalnych znaków, a na sobie koraliki i inne kamienie. 

Medytacja jest jak studnia. Czerpiesz z niej tyle ile potrzebujesz. Na własnych zasadach. Nie musisz wierzyć w czakry, pola energetyczne i wszystko co z tym związane. Po prostu usiądź i wycisz umysł. Tak prosto to napisać, a trudniej zrobić, wierz mi. 

fot. unsplash.com

W praktyce to stado rozszalałych koni

Inaczej nie umiem tego porównać. Siadasz w cichym i spokojnym miejscu. Możesz sobie zapalić świeczkę czy coś, ale uwierz mi, bez tego też się da;) Usiądź wygodnie, z wyprostowanym kręgosłupem. Nastaw sobie timer, dajmy na to na 10 minut. 

Rada: jedna z blogerek, Gabrysia, poleciła mi zupełnie darmową aplikację Insight Timer, która nie dość, że jest fajnym czasomierzem, to jeszcze możesz dobrać do czasu medytacji ścieżkę dźwiękową. Super sprawa. 

Zrób kilka głębokich wdechów i wydechów, zamknij oczy i… zaczyna się jazda. Przynajmniej u mnie. Nagle przychodzą myśli, jedna za drugą. Coś ważnego się przypomina, coś zaczyna cię wciągać, coś niemiłego, miłego, zmartwienia dnia codziennego i większe. Ale Ty masz je tylko obserwować. 

Rada: wyobraź sobie, że obserwujesz przepływające statki na rzece, one się pojawiają i mijają. Tak właśnie postępuj z myślami które Cię zaatakują znienacka 😉

Nie daj się im wciągnąć. Każdym oddechem odpychaj je od siebie. I nie będzie to proste. Na początku dawałam się wciągnąć w spiralę myśli, ale z czasem udało mi się to kontrolować. Medytowałam zwykle wieczorem, lecz od jakiegoś czasu zaczęłam rano. I wiesz, moje poranki są o wiele bardziej spokojne. I dzień jakoś inaczej, lepiej się układa. 

Powiem Ci jeszcze, że na początku czułam się trochę głupio. M… patrzył z ciekawością, moje dziewczyny zaczęły pytać, co robię i dlaczego. Odpowiedziałam najprościej jak umiem. Medytuję, bo to daje mi wewnętrzny spokój i siłę. Ten wewnętrzny balans sprawia, że łatwiej mi w mojej codzienności. I daje odwagę, by próbować nowych rzeczy i sięgać tam, gdzie wcześniej czułam obawę. 

Rada: Znaleźć dobrego nauczyciela, który pokaże co i jak z medytacją jest trudno. Zbiegiem wielu okoliczności, kilka lat temu poznałam Agnes na zjeździe blogerskim. Wtedy dopiero startowała ze swoją działalnością, dzisiaj już rozkręciła się na dobre. Zerknij do niej na profil jeżeli chcesz: AgnesMayLife

Tyle na początek. A czy Ty medytujesz? 

W kolejnym wpisie o medytacji, opowiem Ci co się działo podczas medytacji kundalini z mantrami i mudrami. Gdybym nie poczuła tego na własnej skórze, to w życiu bym w to nie uwierzyła. 

32 Replies to “O medytacji po raz pierwszy i zapewne nie ostatni”

  1. Ja często medytowałem dawniej. Teraz z kolei często myślę nad powrotem do tego, ale z takim energicznym psem jak mój (i jeszcze w bloku, gdzie prawie bez przerwy trwa jakiś remont), to ciężko o taką chwilę spokoju i skupienia…

    1. Wiesz, tak naprawdę nigdy nie będziesz mieć idealnych warunków. No chyba, że wyjedziesz do klasztoru w Tybecie😅 dlatego warto założyć słuchawki na uszy i puścić jakaś muzykę do medytacji. I skupić się na niej. A Pieska na moment oddać w ręce domowników w pokoju obok;)

  2. A inny namiar, nie na insta? Bo mnie wciąż to cholerstwo nie działa i już nie zadziała, weź nie pytaj, bo to normalnie saga jakaś się utworzyła!
    Nie próbowałam, trochę mnie śmieszy, ale jestem na takim końcu świata, że na regularne treningi szybko nie wrócę, więc trzeba coś ogarnąć, a joga on-line mnie prawie połamała, może medytacja będzie mniej 'szkódna’ 😉

  3. A ja właśnie sobie zostawiłam Twój wpis na spokojną chwilę 🙂 I tu proszę o mnie mowa. Z przykrością musze stwierdzić, że po ostatniej aktualizacji aplikacja się tak zacina, że wczoraj pierwszy raz od 1166 dni medytowałam bez jej użycia. Nie mogę jej uruchomić, bo się zacina. No trudno, 1166 dni to kawał czasu i sporo zdobytych gwiazdek – chyba znak, że trzeba się odciąć. Ostatnio też polubiłam medytacje prowadzone – np. Klaudia Pingot, ma ich sporo, zrobiłam też u niej dwa kursy , z których mam cały wachlarz prowadzonych medytacji w zależności od nastroju i potrzeb. Odnośnie różnych trudności z tym związanych, że tam od razu Tybet, czy coś …:) To ktoś ostatnio powiedział, że to jest tak jak z treningiem. Nie od razu kaloryfer zbudowano – ile trzeba w to włożyć pracy – wie tylko ćwiczący. To samo jest z medytacjami – to jest trening , to jest cały czas nauka i nie nalezy absolutnie się poddawać, bo KAŻDA następna jest lepsza od poprzedniej. A gdy Ci się wydaje, że coś jest bez sensu – to popatrz wstecz – w czas gdy nie medytowałaś w ogóle – chciałabyś tam wrócić ? Bo ja nie:) Ściskam serdecznie

  4. Ja sobie po prostu odpoczywam i nie nazywam tego do końca medytacją. Bardzo mnie irytują osoby, które medytują i zwą się ,,oświecone” ,,świadome” i inne takie siakie jakby były kimś lepszym ? Każdy wybiera swoją ścieżkę życiową i to co dla niego najlepsze 😀

    1. O rany, gdyby wspomniana we wpisie Agnes była właśnie taka jak piszesz, czyli „oświecona” i tak dalej, wierz mi, nie zaufałabym jej. To fajny przewodnik. Też nie lubię nadętych filozoficznie i duchowo oświeconych mentorów. W żadnej dziedzinie.

  5. Nigdy nie medytowałam.
    Gdy myślę o medytacji ,pierwszym obrazkiem który podsuwa mi wyobraźnia ,jest właśnie taki łysy mnich tybetański 😆
    Fajnie że przybliżyłaś temat -może i ja spróbuję medytacji ☺
    Pozdrawiam

    1. Jak to było? „If you never try you will never know”;) Jak nie spróbujesz to nie będziesz wiedzieć. Jedno co mogę poradzić, to daj sobie określony czas, np tydzień. I przez 7 dni medytuj przez 10 min. Zobaczysz jak się w tym czujesz.

  6. A mnie medytować nauczyła dziewczyna specjalizująca się w chrześcijańskiej medytacji. To trochę inna ścieżka, bo zamiast kontemplować pustkę, jak w buddyźmie, człowiek skupia się na obecności Boga. Zaczynam od uspokojenia oddechu, wyobrażenia sobie światła w sercu, które obejmuje całą postać, wyobrażenia sobie Jezusa na przeciw (albo Maryi), a potem już tylko bycie. I w tej przestrzeni też pojawiają się myśli, obrazy itd., ale ja czuję się zaopiekowana 🙂 pewnie, że to zależy od człowieka, od jego wiary i życiowej postawy. W każdym razie medytacja w ogóle jest wspaniałą sprawą. I relaksacje z muzyką też 🙂

  7. Dziekuje Aga, jak miło to czytać. Jestem Ci bardzo wdzięczna za każde ciepłe słowo. Ale najpiekniejsze zdanie jakie przeczytałam, to: „Medytuję, bo to daje mi wewnętrzny spokój i siłę”. I o to właśnie chodzi. O ten cudny spokój, który dodaje nam powera i budzi serdeczne uczucia do nas samych. Dziekuje Aga <3

Leave a Reply