Wpadłam w pułapkę, przed którą mnie ostrzegano. I to nie raz!

Maj był…krótki. Albo inaczej. Przez nawał pracy i innych obowiązków, nie zauważyłam, kiedy przeminął. Co tu dużo mówić, wpadłam w typową pułapkę pracujących na freelansie. Ostrzegają przed nią wszyscy, ale czasem tak jest, że jak na własnej skórze nie poczujesz, to nie wiesz o czym mowa. Ja już wiem. 

Pracuje jako copywriter

To właściwie samo przyszło. Musiałam dostosować swoje życie zawodowe do obecnych warunków. Pandemia też dodała swoje trzy grosze. Postanowiłam znaleźć taką dziedzinę zawodową, która pozwoli mi na opiekę nad dziećmi i jednocześnie pracę w niepełnym etacie. Pracując jako copy, z jednej strony nie mam problemu z odebraniem dzieci ze szkoły i przedszkola. Nic nie stoi na przeszkodzie, abym wyskoczyła w ciągu dnia z dzieckiem do lekarza. A nawet zaopiekowała się jak jest taka potrzeba. I to jest super jasna strona.

Żeby nie było jednak tak różowo. To wciąż praca, która zabiera mnóstwo czasu. Są teksty, które piszę w pół godziny i są takie, z którymi męczę się i dwie. Czasem piszę o totalnie nudnych rzeczach, czasem muszę się doszkolić, aby w ogóle wiedzieć co jest co. Nie da się ukryć, że wykształcenie sporo mi pomaga. Oczytanie i tak zwana wiedza ogólna również. Jednak, to wszystko wymaga czasu i uwagi. Poza tym, odkryłam, że mam limit kreatywności w sobie. Po pewnym czasie po prostu słowa się nie układają w logiczną całość. 

Nie da się ukryć, że freelans to również pisanie ofert i zabieganie o klienta i jak najlepszą stawkę. To wciąż jest coś, czego się uczę. Muszę w końcu skończyć swoją stronę i zebrać najlepsze teksty do portfolio. W końcu nauczyłam się chwalić siebie samą. Chociaż i tak powiem Ci między nami, że nie przychodzi mi to łatwo. Ale wracając, o co chodzi z tą pułapką?

fot. unsplash.com

Zaczyna się niewinnie

Ot, patrzysz w luźny kalendarz, więc myślisz sobie – jeszcze jedno zlecenie. I następne. I kolejne. W końcu zarobki kuszą. Zakładasz, że przysiądziesz wieczorem, a ten wieczór zwykle przechodzi w głęboką noc. Dasz w końcu radę, prawda? Ta kasa na koncie chociaż cieszy, to jednak nie wynagrodzi straconego czasu. Nie pobiegałam, bo miałam zlecenia do napisania. Podobnie nie poszłam z dziećmi na spacer, nie pograłam w planszówki i zapomniałam zupełnie o sobie i o czasie spędzanym z dziećmi i M… 

W sobotę pierwszy raz od trzech miesięcy usiadłam na balkonie z drinkiem i książką w ręku. Ze spokojną głową i mocnym postanowieniem trzymania się ustalonych limitów. Bo kiedy nie masz etatu, to tak naprawdę nigdy nie wychodzisz z pracy. Musisz jednak to zrobić, aby zluzować głowę. I przypomnieć sobie, co jest tak naprawdę ważne. 

O tej pułapce przeczytasz i usłyszysz od każdej osoby mającej własny biznes albo działającej na freelansie. Każdy przed nią przestrzega, jednocześnie opowiadając swoją historię. Ja dodaję również jedną, swoją osobistą cegiełkę. Chyba każdy musi przez to przejść. 

I dlatego właśnie tak mało było mnie na blogu. Gdy piszesz przez cały dzień, nie masz już ochoty patrzeć na komputer. A co dopiero pisać kolejne teksty. Myślę jednak, że to jak wszystko zresztą, kwestia priorytetów. Swoje ustaliłam na nowo. I wracam z mocnym postanowieniem poprawy. 

A jak tam u Ciebie? Masz jakiś magiczny sposób na oddzielenie pracy i życia prywatnego?

24 Replies to “Wpadłam w pułapkę, przed którą mnie ostrzegano. I to nie raz!”

  1. Tak to jest. Dlatego robię doktorat, w mojej dziedzinie jest 5 doktorów na miasto, a jak jeszcze spojrzeć na specjalizację to nie wiem czy znajdzie się 0,5 osoby na miasto. xd więc wychodzę z założenia, że szybko znajdę pracę z dość dobrymi zarobkami. Póki co piszę dorywczo jako copywriter i czasami jest to opłacalne, ostatnio podciągnęłam stawki do góry – polecam – mniej piszesz, mniej klientów, a wychodzi Ci taka sama kasa, bywają miesiące, że nawet większa.

    1. O rany, wiesz, no właśnie bardzo nie chcę dotrzeć do tego etapu, kiedy będę mieć wyrzuty sumienia że odpoczywam. Bo odpoczynek jest mega ważny!

  2. kiedyś też byłam copywriterem:D bywały dni że 14 tekstów pisałam jeden za drugim, a potem miałam pustkę w głowie… Ale ja zawsze lubiłam lać wodę więc myślę czy do tego nie wrócić:D Kathy Leonia

    1. 14 tekstów? no to powiem Ci, szacun. Nie mam jednak wrażenia, że w copywritingu chodzi o wodolejstwo. To nie ma nic wspólnego. To raczej umiejętne napisanie artykułu czy opisu produktu albo każdej innej rzeczy, która z jednej strony będzie się dobrze czytała i zapadała w pamięć. A z drugiej, zawierała wszystkie wytyczne od zlecającego.

  3. Dokładnie, łatwo wpaść w taką pułapkę, najważniejsze to ustalić granice i godziny pracy, chociaż to wcale nie łatwe. Powodzenia:)

  4. Znam doskonale tą spirale, staram się planować wszystkie swoje działania w pracy może nie jestem copikiem, ale też pracuje na działalności i czasami nie wiem w co ręce wsadzić, staram się wieczorami nie pracować 😀

  5. Oj to już wiem czemu tak długo Cie u mnie “nie było” 😉 to oczywiście żart 🙂
    Aga mogę sobie tylko wyobrazić ile to człowiekowi czasu zabiera. ja ostatnio siedziała nad mini przewodnikiem i myślałam ze szału dostanę, a znam siebie i wiem ile mogę wysiedzieć w jednej pozycji bez ruchu… jednak to mnie przerosło… zdjęcia, zmniejszanie, pisanie, poprawianie, dopisywanie wyszukiwanie noclegów itd… chwilami można oszaleć… ale mam wiele pytań od ludzi wolę zrobić coś raz niż każdemu z osobna pisać prawie to samo…

    Znam też dziewczynę która założyła swoją firmę i pracował jako copywriter… wiem ze niewytrzymałą ciśnienia, nie dała rady a na końcu mówiła że nie było z tego zarobku…nie wiem czy faktycznie tak było 🙂

    Nie przemęczaj się i wychodż więcej na zewnątrz zimą się nasiedzisz w domu 🙂

  6. Wiem coś o tym, bo mam dokładnie tak, jak ty. A może kiedyś napiszesz więcej o tym fachu, w jakie strony warto “inwestować” czas i energię, a jakie omijać szerokim łukiem… Możesz?

Leave a Reply