Powiem Ci, tak między nami…#3

Kiedy byłam mała, śnieg kojarzył mi  się z niekończącymi zabawami na sankach czy na ślizgawce. Mimo, że nie jeździłam na łyżwach, całkiem nieźle sobie radziłam sunąc się na butach. Potem dorosłam i zima to codzienne odśnieżanie samochodu i uciążliwe ubieranie “na cebulkę”. A ostatnio dotarło do mnie, że zima to również bardzo szczęśliwe chwile!

powiem ci tak miedzy nami

Śnieg sypał nieprzerwanie od dwóch dni

Moje dzieci stały w oknie, z nosami przyklejonymi do szyby- Mamooooo…wyjdziemy jutro na sanki? Wyjdziemy. Obiecałam, chociaż przyznam się, że strasznie mi się nie chciało. O wiele przyjemniej byłoby po porostu posiedzieć przy planszówkach. Albo poczytać książkę. Lub też napić się gorącej kawy. Tak, trochę zasiedziałam się w tych domowych pieleszach. No i nie chciałam, by dziewczyny się przeziębiły przed wyczekiwanym przez wszystkich powrotem do szkoły i przedszkola. Głos perfekcyjnej mamuśki, którą już dawno przestałam chcieć być, dobiegał gdzieś z oddali… dzieci będą szczęśliwe! No i weź tu dyskutuj. Z pewnymi rzeczami po prostu się nie da.

Miałam cichą nadzieję, że jednak pogoda będzie z gatunku “niesprzyjających”. Wiesz, solidny mróz, wiatr sprawiający, że śnieg będzie padał prawie poziomo albo też inne nieprzewidziane warunki. Nic z tego. Dzień był spokojny, z lekkim mrozem szczypiącym w policzki. Koło południa dziewczyny o dziwo ubrały się bez wiecznego szukania szalików, czapek, rękawiczek i maseczek. To raczej ja przybrałam postać marudy, która zwleka w nieskończoność. Zeszłam do piwnicy. Po przedświątecznych porządkach, które zrobiłam również tu, sanki i dupolot leżały na wyciągnięcie ręki. I nie to, że jestem jakąś maniaczką porządków. Piwnica była tak zawalona, że nie dało się dojść do pudeł z ozdobami świątecznymi. Także nie było wyjścia.

Tuż po wyjściu z bloku

dzieciaki usiadły na sankach i z radosnym – Mama! Dziś crossfit! rzuciły mi sznurek. Pamiętasz to zdjęcie Justyny Kowalczyk, jak biegała na treningu ciągnąc ogromną oponę? Teraz wiem, jak się czuła;) W każdym razie, zziajana, dowiozłam nas do górki. Młoda chwyciła dupolot i poleciała, Mała poleciała za nią. A ja? Mnie pozostało marznąć.

Śnieg padał. Wiesz, że każdy płatek to zupełnie inna historia? Nie ma drugiego takiego samego. I kiedy w głowie zaczął mi świtać pomysł na fajną historię, usłyszałam Mamo! Spróbujesz? Młoda stała na górce machając czerwonym dupolotem. Było mi coraz zimniej, więc poruszanie się to dobry pomysł. Kiedy wychodziłam na wzniesienie, próbowałam sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz zjeżdżałam na śniegu. Dawno temu. Młoda ze śmiechem podała i dupolot. Nie żeby mnie strach obleciał. No prawie wcale. Zawsze mogę jednak liczyć na moje dzieci, które widząc moje wahanie, po prostu mnie zepchnęły.

Zjechałam z głośnym śmiechem. I oczywiście źle wymierzyłam, wpadając w niewielką zaspę. Leżałam na plecach, patrzyłam na szare niebo i coraz większe, spadające płatki śniegu. Żyjesz? Usłyszałam z góry. Nie przestając się śmiać, usiadłam na tym śniegu i pomyślałam, że człowiekowi bardzo mało brakuje do szczęścia. Wystarczy niewielkie wzniesienie, śnieg i dupolot.

Mamo…chodźmy już, zimno nam! usłyszałam Małą. Eeeeeee…już?! jeszcze ostatni raz! – odpowiedziałam, wdrapując się szybko na górkę. Nie chcesz poznać miny moich dzieci;) I tak. Zmarzł mi trochę tyłek. Dzieciaki na szczęście się nie przeziębiły. Wróciłyśmy do domu z uśmiechami w stylu “pokazuję ósemki”. Ponoć jest w nas coś takiego jak “wewnętrzne dziecko”, o które trzeba dbać, poprzez zabawę i różne kreatywne aktywności. Odpłaci za to cudownym poczuciem bezwarunkowego szczęścia. Poczułam je właśnie wtedy. I życzę Ci, abyś też je poczuła. To naprawdę niezły zastrzyk pozytywnej energii!

Czy jest coś takiego właśnie prozaicznego w zimie, co przynosi Ci zwykłą radochę?

15 Replies to “Powiem Ci, tak między nami…#3”

  1. Ja bardzo często właśnie do wspomnień zimy wracam z dzieciństwa to była prawdziwa magia, nikt nie marudził, że zimno i, że buty przemokły ;p teraz też z małym szalejemy w śniegu chce żeby zapamiętał go tak samo jak ja 🙂

  2. Ja nie przepadam za zimą, ale uwielbiam zimowy krajobraz. Na sankach nie zjeżdzałam od lat i mimo, że nie lubie zimna to chętnie bym poszła na sanki., ale nie mam z kim i sanek brak 😀

  3. Ojej jak ja Cie rozumiem! Tez bylam ostatnio zjeżdżać z górki i choć sanek mieliśmy tylko 2 sztuki na 5 osób (w sklepach pustki…) to gruba reklamowka z kocem w środku świetnie dala radę. Alez byla zabawa, znow poczułam się jak dzieciak 😁

  4. Ja większość zim po prostu przeczekiwałam, ale niedawno stwierdziłam, że muszę zmienić nastawienie, w końcu każdy dzień jest cenny niezależnie od pogody. Staram się więc widzieć też pozytywy tej pory roku. Ciepło się ubieram i chodzę z mężem na długie spacery, na sankach też już byłam dwa razy i jutro znów planuję:)
    Miłego weekendu:)

  5. Dupolot… 😂 Naprawdę jest coś takiego? Już to kocham! 😀
    U nas spadł śnieg po raz pierwszy od… 10 lat? Więc ludzie powariowali, a sanki, których od lat nie ma w sprzedaży zakwitły handlem czarnorynkowym 😀 Na szczęście Tomasz ciągnął. Mnie i Tamalugę, ale że sanie pożyczone od sąsiada woziły chyba jeszcze jego babkę – wolałam schodzić na zakrętach. 😀
    Dzisiaj byłam z Oliwią i Tamalugą na placu i lepiłyśmy bałwana. No, dobra: bałwanka, ale liczy się sztuka, nie?

  6. Ja kocham teraźniejszą zimę. Biały śnieg, lekki mróz. Od zawsze uwielbiałam odśnieżać auto ale w tym roku przypomniałam sobie, jak się robi orły w śniegu. Dawno tego nie robiłam 😉😉😉😉A po powrocie gorąca kawa i czerwone policzki.Radość przeogromna.

  7. Aga ja w tym roku po dwudziestu latach siadłam znowu na sanki 🙈 Boze… co się działo, istne szaleństwo, krzyk, pisk i kupa śmiechu… stare dupska wlazły na sanki, na najdłuższy i najszybszy saneczkowy tor w Norwegii i wygłupialiśmy się razem z dzieciakami 🙂 moj chłop to nienormalny jest podczas takich zabaw🙈 takiej predkosci nabrał że salto za saltem robił i w śniegu lądował, dobrze że sobie nic nie zrobił 🙈
    Zima w tym roku jest cudowna i nawet ja ja polubiłam 🙂

  8. Jak ja marzę o saneczkach, o kuligu 🙂 😀 Dzieci mi podrosły ,usamodzielniły się a mnie aż korci by wyciągnąć sanki z piwnicy i pomaszerować na ulubioną górkę, Tylko póki co ,nie mam z kim 🙂 No chyba, że pożyczę sobie dziecko od sąsiadów 🙂

Leave a Reply