Gdy powrócił spokój Aneta Krasińska

Dzisiaj ostatnia już odsłona lipcowych recenzji powieści obyczajowych. Tym razem to książka, którą przeczytałam w jeden wieczór. Wymagała ode mnie cierpliwości. I wyrozumiałości. Nie podobała mi się. Ale chcę o niej napisać…trochę ku przestrodze…

„Gdy powrócił spokój” Aneta Krasińska to trzecia i zarazem ostatnia odsłona losów trojga przyjaciół – Marceliny, Magdy i Emila. Tym razem głównym bohaterem opowieści jest ten ostatni. Wraca w rodzinne strony, by rozwikłać zagadkę z przeszłości i raz na zawsze rozgonić dręczące go demony. Czy jednak po tylu latach uda mu się dociec prawdy o zabójstwie swojego przyjaciela z czasów szkolnych?

Już od pierwszych stron…

poznajemy bohatera dobrze znanego z poprzednich dwóch części – Emila. Wraca do Polski po kilkuletniej nieobecności. Mimo, iż za granicą miał świetnie płatną pracę i pozornie całkiem udane życie, postanowił wrócić w rodzinne strony. Wszystko to, co budował z mozołem, runęło jak domek z kart. Nie miał więc wyboru. Konieczność odnalezienia dręczących odpowiedzi jest dodatkowym motywatorem. Gdy współpracujący z Emilem prywatny detektyw znajduje kolejne ślady, bohater jest pewien, że musi wrócić i zamknąć pewien rozdział w swoim życiu.

Powrót do rodzinnych stron zbiega się ze zjazdem absolwentów lokalnego liceum. Wszyscy deklarują, że spotkają się na tym wydarzeniu. Wśród nich będzie również zabójca najlepszego przyjaciela głównego bohatera. Kto nim jest i jak potoczą się dalej losy bohaterów? Podpowiem- lekko wybuchowo. Ale skoro to obyczajówka, to możecie być pewni, że wszystko skończy się dobrze.

Przyznam szczerze…

książka kompletnie mnie nie porwała. Początkowo miałam problem z ogólnym rozeznaniem się w sytuacji i bohaterach. Jednak to zrzucam na karb mojej niewiedzy- nie przeczytałam poprzednich części z tego cyklu. Czytelnik zostaje wrzucony tu na głęboką wodę, polecam więc zacząć od pierwszej części pt. „Gdy opadły emocje”.

Pomijając już te kwestie, miałam wrażenie, że do połowy książki nic tam się zwyczajnie nie dzieje. Ot, Emil wraca samolotem do Polski. Z lotniska odbiera go Marcelina. Rozmawiają. Przyjeżdżają do mieszkania Marceliny. Jedzą obiad. Brakowało tu literackiej lekkości. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego środek ciężkości opowieści został postawiony akturat na te aspekty. Czytelnik traci czujność i po prostu zwyczajnie zaczyna się nudzić.

Akcja książki nabiera tempa mniej więcej w połowie. Powoli wszystkie elementy układanki składają się w jedną całość. I odpowiedź na pytanie, kto jest zabójcą, staje się w końcu jasna. Zadawnione spory z czasów licealnych odzywają się jeden po drugim. Dawni koledzy sprawują ważne funkcje w miasteczku, niekoniecznie chcąc, by prawda wyszła na jaw. Mam jednak wrażenie, że autorka nie mogła się zdecydować, czy pisze obyczajówkę czy też…kryminał.

Gdy powrócił spokój Aneta Krasińska 

Przeczytanie książki zajęło mi jeden wieczór. Napisana prostym, przystępnym językiem, sprawia, że z pewnością należy do literatury lekkiej. Nie jestem jednak pewna, czy przyjemnej. Z mojego osobistego punktu widzenia bowiem było męcząco. Narracji zabrakło lekkości i finezji tak ważnej w literaturze obyczajowej, a dialogi dobiły resztę. Zastanawiam się, czy odbiór tej opowieści byłby inny, gdybym pokusiła się o przeczytanie całej trylogii. Jednak przyznam szczerze, raczej się na to nie skuszę

Gdy powrócil spokoj Aneta Krasinska 

za egzemplarz recenzencki dziękuję portalowi sztukater.pl

A z cyklu jednym zdaniem o… dzisiaj p jak… plastry do kinezjotapingu Są nieodłącznym elementem życia każdego sportowca. Pomagają również w rehabilitacji nawet najmłodszych pociech. Zalety? Przede wszystkim usprawniają proces dochodzenia do pełni sprawności fizycznej. Do tego przyspieszają regenerację i korzystnie wpływają na pracę mięśni. Są wodoodporne i oddychające. Właściwie założone, potrafią łagodzić nawet największy ból mięśniowy. To taśmy do zadań specjalnych!

15 thoughts on “Gdy powrócił spokój Aneta Krasińska

  1. Twoja recenzja plus okładka skutecznie mnie zniechęcają. Niczym erotyk jakiś, 685 dni, czy ciemny Grey na stronie.
    P.S. Plastry do……….. czego???!!!

      1. Jasna cholera. Tego się wymówić nie da. No weź to wymów teraz, no? W sumie jeśli to się przykleja to nazwa nieistotna. Gdyby to rozbić na, z przeproszeniem, człony to KINEZA – wiem co to, to jakieś takie wygibasy co leczą. A PING (PINGU) to taki mały pingwinek był. Plastry z wygibasów pingwina. Ma to sens.

  2. Czasem wydawnictwo ciśnie autorkę, że ma być obyczajówka, gdy ona ma już wszystko ułożone pod kryminał – i wtedy wychodzą potworki.
    Taśmy nie zastąpią rehabilitacji. Są dodatkiem, ale tylko dodatkiem. A jeśli ból niewielki – lepiej rozćwiczyć. I obyś ich nigdy nie potrzebowała!!!

  3. Nie znam, nie czytałam i chyba nie przeczytam jak jednak odradzasz…o plastrach przeczytałam ale ja mam kontuzje w stawie skokowym wiec plastry chyba nie dla mnie…

  4. Gdybym kierowała się tylko patrząc na okładkę to raczej bym po tę książkę nie sięgnęła. A po twojej recenzji już wiem, że to nie książka dla mnie.
    A propo tych plastrów. Kiedyś strasznie długo zastanawiałam się co to jest XD
    Pozdrawiam 😉

  5. Przyznam Ci się, że ucieszyłam się z kolejnej recenzji, bo brakuje mi teraz dobrych (dobrze napisanych) książek. Biblioteki z pozoru otwarte ale samemu poszperać na półkach nie wolno, jedynie trzeba z gotowym tytułem podejść do biurka albo zdać się na gust pań bibliotekarek (no i tu jest problem, bo wychodzi, że mamy różne). I tu takie rozczarowanie, bo odradzasz. A ja Ci wierzę, zwłaszcza jak piszesz, że lekkie pióro, to ja też rezygnuję, bo potrzebuję pióra, które będzie porywać swoim stylem, nawet nie tyle samą fabułą ale właśnie stylem. No nic. Poczekam na kolejne recenzje, może uda się cos znaleźć ciekawego na sierpniowe ranki i wieczory 🙂
    A plastry/taśmy również polecam, stosowałam i pomagają.

Leave a Reply