Współlokatorzy Beth O’Leary

Lipiec w recenzjach książkowych obyczajówką stoi. Dzisiaj mam dla Ciebie książkę która zaskoczyła mnie nie tyle treścią, co…formą. O co tyle krzyku? Już opowiadam!

Dzisiejsza książka, Współlokatorzy Beth O’Leary, jest odrobinę podobna do tej z zeszłego tygodnia. (zobacz: Rozgrywka z sąsiadem R.L. Mathewson) Tu również mamy dwójkę sąsiadów. Sęk w tym, że choć mieszkają w jednej małej kawalerce i nawet sypiają w tym samym łóżku, to tak naprawdę się nie widzą. Ale że co? No tak…

Ta historia…

rozpoczyna się mniej więcej tak – dwudziestoparoletnia Tiffy właśnie rozstała się z zaborczym i nietraktującym ją poważnie facetem. Z uwagi na słabe zarobki nie ma pieniędzy na samodzielne wynajęcie mieszkania. Duma nie pozwala jej na przyjęcie pomocy od przyjaciół. W gazecie znajduje nietypowe ogłoszenie – wynajmę swoje mieszkanie na wieczory, noce i weekendy. Tiffy nie zastanawia się długo. Cena jest niewygórowana i warunki świetne.

Autorem ogłoszenia jest Leon. Wynajęcie mieszkania jest aktem desperacji – chce zarobić jak najwięcej pieniędzy, by pomóc swojemu bratu. Ten, niesłusznie skazany za napad, przebywa obecnie w więzieniu. A opłaty za prawników są ogromne. Pracując na nocne zmiany w szpitalu, stara się jak może połączyć swoje życie prywatne z rodzinnym i zawodowym. Udaje się to…średnio. Aż nie poznaje Tiffy…

Co z tą formą?

Z czym kojarzy Ci się książkowy dialog? Wygląda mniej więcej tak…

Zapach aromatycznej kawy kusił już od wejścia. Maria nie zastanawiała się długo. Mimo iż była spóźniona na spotkanie, wstąpiła do pracowniczej kuchni. Marian stał z kubkiem w dłoni uśmiechając się promiennie

– kawa specjalnie dla ciebie skarbie – 

– dziękuję – odparła i tanecznym krokiem pospieszyła do swojego biura

W tej jednak książce, samo rozpisanie dialogów jest jak w scenariuszu:

Zapach aromatycznej kawy kusił już od wejścia. Maria nie zastanawiała się długo. Mimo iż była spóźniona na spotkanie, wstąpiła do pracowniczej kuchni. Marian stał z kubkiem w dłoni uśmiechając się promiennie

Marian: kawa specjalnie dla ciebie skarbie 

Maria: dziękuję

Tanecznym krokiem pospieszyła do swojego biura

Czy czytało się przez to gorzej? nie do końca. Z pewnością musiałam się lekko przestawić, bo pierwszy raz spotkałam się z takim właśnie rozpisaniem dialogów na role.

Współlokatorzy Beth O’Leary…

to niesamowicie ciepła i fajna opowieść. Przyznam, że spędziłam z nią jedno popołudnie. Czyta się szybko, bohaterowie są nakreśleni w taki sposób, że nie sposób ich nie polubić. I kibicować rzecz jasna, bo tu będzie się toczyć walka o sprawiedliwość, wolność i…różowe puchate poduchy w salonie;)

Mam nadzieję, że Was zaintrygowałam na tyle, że sięgniecie po tę książkę. Jest wprost idealna na leniwe chwile na leżaku…

(źródło grafiki)

15 thoughts on “Współlokatorzy Beth O’Leary

  1. Dzięki za polecenie 🙂 nie słąyszałam o tej książce. Ostarnio nie czytam bo kompetnie nie mam na to czasu ale powoli wdrażam się tryb domowy, urlop dobiega końca także jes szansa że i wróci czytanie 🙂

      1. A Dziady to co – kryminał z elementami horroru? 😂
        Chyba, że masz na myśli obyczajówkę, taką jednostkę w policji. Wiesz, tam tyle głąbów pracuje, że też podejrzewam rozpiskę na role 😂😂😂

Leave a Reply