„Amy ma już dość” Kelly Harms

Dzisiaj lekka obyczajówka do poczytania na upalne, wakacyjne dni. Oto samotna mama dwójki inteligentnych nastolatków może w końcu jechać na tygodniowy wyjazd do Nowego Jorku. Warto dodać, że na konferencję dla bibliotekarzy. Co się wydarzy w NY zostaje w NY? Chyba jednak nie do końca…

zaczytany weekend

„Amy ma już dość” Kelly Harms – ta książka skusiła mnie opisem na okładce. Spełniająca się zawodowo mama ma już dość… zresztą, która z nas nie ma takich chwil, kiedy zwyczajnie chce się wystrzelić w kosmos?!

Zaczyna się to tak…

Główna bohaterka, Amy, sama wychowuje dwójkę nastolatków. Mąż przed trzema laty wyjechał na delegację do Singapuru i stamtąd właśnie zadzwonił mówiąc, że już nie wraca. jej codzienność to praca w bibliotece oraz zajmowanie się dziećmi i domem. Zwyczajne życie kończy się, gdy nagle pojawia się wyrodny mąż. I chce odbudować relacje z dziećmi. Wspólnie postanawiają, że dzieci przez tydzień będą mieszkać z ojcem. Amy ma więc wolny czas. I postanawia zaszaleć w Nowym Jorku. Tam poznaje seksownego bibliotekarza…

Fajna scena…

Podobała mi się scena, w której bohaterka wsiada do taksówki i jedzie na lotnisko. Oczywiście, jako nadopiekuńcza mamuśka, musiała zawrócić taksówkarza, żeby jeszcze raz przejechać koło domu i sprawdzić, czy wszystko OK. A potem uświadamia sobie, że być może wszystko będzie dobrze. Jednocześnie czuje, jak rozluźnia się jej całe ciało. I dopiero wtedy zauważa, jak bardzo była spięta przez ostatnie lata. Pomyślałam sobie, że my wszystkie nosimy na tych swoich barkach niesamowite stresy. Spróbujmy się więc rozluźnić!

Niewiele wiem o zawodzie bibliotekarza. Kiedyś nawet przemknęło mi przez myśl, żeby wybrać sobie właśnie taką ścieżkę. Jednak życie zweryfikowało i może dobrze. Wciąż z przyjemnością czytam książki;) Niemniej jednak kosztowne konferencje, pokazy oraz wykłady, oraz czytniki dla wszystkich uczniów w szkole to chyba realia amerykańskie. W polskich szkołach raczej tego nie uświadczysz. A może się mylę?

Słabe strony

„Amy ma już dość” Kelly Harms jest za długa. To krótkie zdanie pokazuje największą bolączkę tej opowieści. Mamy tu całe mnóstwo przemyśleń głównej bohaterki. Narracja ta, choć początkowo jest fajna, bo poznajemy cały świat, później przechodzi w uciążliwy obowiązek przedarcia się przez kolejne akapity. Czyli chcesz wiedzieć, co dalej, ale najpierw musisz dowiedzieć się całej masy wewnętrznych rozterek. (No dobijcie mnie!)

Druga rzecz, to fakt, że cała historia jest do bólu przewidywalna. Zdaję sobie sprawę, że lubimy takie historie. Wiemy, jak się skończy, bo przecież rzadko kiedy w takich opowieściach są zaskoczenia. Dość powiedzieć, że tu nowości nie będzie.

Co może się spodobać?

Autorka fajnie wybrnęła ze scen intymnych. Zapomnij więc o wszelkich “wygięciach w łuk”, “mrowieniu w podbrzuszu” czy “męskości odznaczającej się przez spodnie” (dramat 😉 To nie książka w stylu: Niegrzeczne opowieści – antologia tekstów. Zamiast soczystych opisów, Harms rzuca nas już w czas “po”. Pierwsza noc z seksownym bibliotekarzem jest odtwarzana w głowie bohaterki fragmentami, podczas porannej paniki. Bo ona przecież taka nie jest, żeby iść na pierwszej nie-randce do łóżka…

 

Swoją drogą, napisanie dobrej sceny intymnej między dwojgiem ludzi to jedna z najtrudniejszych rzeczy w literaturze. Język polski w tym zupełnie nie pomaga. Na jednym z kursów zmagałam się z takimi opisami. To nie jest łatwe! Ale łukom, muszelkom, wybrzuszeniom i mrowieniu w podbrzuszu wraz z ociekaniem wilgocią, mówimy stanowcze: nie!

To też historia o zranionej kobiecie, która daje sobie przyzwolenie na szczęście. Opuszczona z dnia na dzień przez męża, nie ma czasu na opłakiwanie, bo musi zająć się teraźniejszością. Szybki powrót do pracy, aby zapewnić swoim dzieciom byt taki, jak wcześniej. Proza życia przyciska ją do parteru i nie daje wytchnienia. Skupiona na swoich priorytetach, jednocześnie nie może pogodzić się z odejściem męża.

Wyjazd do Nowego Jorku powoduje, że zaczyna patrzeć na swoje życie z szerszej perspektywy. Dodam, że akompaniamencie motyli w brzuchu, fruwających na sam widok nowo poznanego bibliotekarza.

Podsumowując

To dobra historia, którą czyta się trochę tak, jakby oglądało film. Gdyby tak obciąć ją o ⅓, byłaby o wiele bardziej zjadliwa. Niemniej, jeżeli lubisz obyczajówki (a powiedzmy sobie szczerze, każdy czasem po nie sięga!), to będzie dobry wybór.

Zdjęcie wyjątkowo z serwisu lubimyczytać.pl Książkę „Amy ma już dość” Kelly Harms ściągnęlam sobie z Legimi, potem ją usunęłam (taki sposób na porządek na czytniku). Program legimi za nic nie rozumie, że chcę ją ściągnąć jeszcze raz;)

10 Replies to “„Amy ma już dość” Kelly Harms”

Leave a Reply