Współczesne medytacje Murray Du Plessis

Czasem trzeba przeczytać całą książkę dla jednego zdania. Pojedynczej tezy, która nagle zmienia wiele w postrzeganiu konkretnego tematu. Tak było właśnie w przypadku książki „Współczesne medytacje”. Medytacja nigdy nie powinna być walką z samą sobą. Gdybym ja to wiedziała na początku…

zaczytany weekend

Książkę „Współczesne medytacje” Murray Du Plessis zamówiłam z popularnej księgarni internetowej. Nie jest tajemnicą, że medytacje w różnej postaci wpisały się już na stałe w moją codzienność. Widzę i czuję różnicę. Jest lepiej. 

Tytułem wstępu

Czy umiesz usiąść na 5 minut, zamknąć oczy i po prostu skupić się na oddechu? To wbrew pozorom nie jest takie proste. Gdy przypominam sobie moje początki z medytacją, widzę siebie, w niewygodnej pozycji skrzyżnej, na siłę próbującą uciszyć kotłujące się myśli. Wszystko mnie rozpraszało, a głos mówiący, że zamiast siedzieć, powinnam zrobić to i tamto, nie pomagał. 

Potem kupiłam sobie zafu (poducha do medytacji) i zrobiło się wygodnie. Następnie odkryłam, że z delikatną muzyką ujarzmienie myśli jest łatwiejsze. A później dotarło do mnie, metodą prób i błędów, że medytacja to puszczanie myśli wolno. Czasem siadałam do medytacji trochę na siłę. Owszem, wytrzymywałam, ale podskórnie czułam, że to nie to. I po przeczytaniu „Współczesne medytacje” wiem już dlaczego. Nic na siłę. 

Jak medytować z książką?

Tego typu publikacje wydawały mi się trochę bezużyteczne bez formy audiobooka. No bo skoro medytujesz, to masz zamknięte oczy. A jak nic nie widzisz, to jak masz czytać? Autor podpowiada kilka sposobów. Jednym z nich jest nagranie swojego głosu, co w dobie smartfonów nie wydaje się takie trudne. Inny, który przetestowałam na sobie, to czytanie zdań pojedynczo i powtarzanie ich, aż nie poczujemy, że w nas wybrzmiały. Na początku, to było śmiesznie. Ale potem…słowa mają moc. A te powtarzane w nas wielokrotnie, bywają jak bomba atomowa. 

No dobra, ale co z książką?

Ja tu się rozwodzę o własnych przygodach z medytacją, a miałam pisać o książce. Jeżeli nie masz w zwyczaju czytać wstępów, to tu go nie omijaj. Jest on kluczem do całej publikacji. Nie czytaj jej również „od deski do deski”. To raczej poradnik tego typu, po który sięgasz, gdy czujesz potrzebę. Lwia jego część to teksty przeznaczone na medytację w konkretnym celu: zrelaksowanie, przyciągnięcie obfitości, przemiana, wrażliwość i uzdrawianie to tylko kilka z tematów. Intuicja podpowie ci, po który temat sięgnąć właśnie w tej chwili. 

Miałam w swoich rękach wiele książek o tej tematyce. I mam wrażenie, że dzielą się na te napisane uduchowionym, wręcz szalonym językiem, albo zupełnie niezrozumiałym, ocierającym się o naukowe publikacje z dziedziny fizyki kwantowej. Tutaj mamy coś zupełnie pośrodku. I dlatego, jeżeli szukasz inspiracji do medytowania, albo też chcesz rozpocząć, a nie wiesz, w którą iść stronę — to może być dobry początek. 

fot. mycoffeetime.pl

Książka „Współczesne medytacje” Murray Du Plessis to nowość z księgarni taniaksiazka.pl

 

7 Replies to “Współczesne medytacje Murray Du Plessis”

  1. Super , że są takie książki . Ja już rozstałam się z czytaniem… myślę że ten etap już za mną, nawet zrobiłam czystkę w biblioteczce. Czas teraz wszystko to praktykować, odkrywać po swojemu.

  2. Też zaczynam zmieniać swoje podejście do medytacji, ale czy już na tym etapie potrzebuję posiłkować się lekturą? U mnie ta medytacja jeszcze taka jakaś raczkująca.

  3. Sięgnęłam po nią, żeby nauczyć się medytować i zdecydowanie to był strzał w 10! Książka ma w sobie wiele porad i co było dla mnie ważne, bardzo dużo praktyki i ćwiczeń. 🙂 Zgadzam się z Twoją opinią na jej temat.

Leave a Reply