System pracy blogera – czyli jak to nie wyrabiam na zakrętach…

Przyznaje. Doszłam do takiego momentu w życiu, kiedy świadomie muszę z pewnych rzeczy zrezygnować. Spokojnie – blogowanie to coś, co już na stałe wpisało się w mój krwioobieg. Ta czynność jest jak tlen – po prostu muszę. Inaczej się uduszę. Jednak muszę zastosować jakąś taktykę pozwalającą na swobodne blogowanie w tak zwanym „niedoczasie”. Masz może sprawdzony patent?

blogowe know how

Zaczęło się od tego, że czułam się gorzej

Po prostu moje ciało dawało mi subtelne sygnały – Aga, odpuść trochę. Musiała mnie jednak dopiero rozboleć szczęka, żeby to zauważyła i nazwała. Spałam z zaciśnięta żuchwą i budziłam się wraz z galopującymi myślami…

Zrób to, czemu jeszcze to nie jest gotowe, jak sobie poradzisz z tamtym…

Z pewnością to znasz. Żyłam sobie w poczuciu, że przecież mniej więcej ogarniam wszystko, wiec takie stresujące myśli mnie nie dopadną. A jednak. Ostatnio było mi ze sobą po prostu źle, jednak nie upatrywałam tego w nawale pracy jaki mam i obowiązków na dodatek. 

Patrzę dookoła — wszyscy ogarniają

Pozornie można stwierdzić, że wszyscy ogarniają, tylko ja jakoś nie potrafię. Patrzę na życie znanych mi osób i myślę sobie — no skoro ona, ma tyle na głowie daje radę, to ja nie dam? Albo — nie marudź, ludzie mają więcej niż pół etatu i jeszcze pracę na własny rachunek. Do tego dom, rodzina i hobby. I ogarniają!

Aga, weź się nie wygłupiaj, cieniasie!

Jednak, kiedy w luźnych rozmowach poruszyłam ten temat ogarniania wszystkiego, usłyszałam, że nie tylko ja się tak miotam. Że my po prostu tak mamy – witaj w prawdziwym świecie. I przyznam, że tu się zatrzymałam. Czyli że co…że mam się tak miotać w szalonym tańcu improwizacji? Mnie to nie bawi!

Odcinam

Świadoma rezygnacja z pewnych istotnych elementów mojego życia to dotkliwa strata. Ale gdy podjęłam już tę decyzję i powzięłam konkretne kroki, zrobiło mi się lżej. Tak naprawdę to my nadajemy rangę rzeczom, które robimy. W pewnych momentach życia jedne schodzą na drugi plan, by ustąpić miejsca pierwszym. Usiadłam więc i podzieliłam na te ważne i trochę mniej. Zapytałam siebie, co jest dla mnie w tym momencie najbardziej istotne i do czego dążę. 

I wiesz. To nieprawda, że rozmowa z samym sobą prowadzi do szaleństwa. Takie zdystansowanie się do wielu spraw powoduje, że w końcu robisz porządek. Wciąż jeszcze mam poczucie, że porzucając, chociażby intensywne blogowanie, coś tracę. Jednak z drugiej strony zyskuję przestrzeń na coś innego. 

Nie znikam. Jednak posty będą pojawiać się raz w tygodniu.

Do następnego przeczytania!

P.S. Pytanie z początku wpisu jak najbardziej zostawiam otwarte: jak sobie radzisz z wymagającą codziennością i blogowaniem? Poradzisz jakiś sprawdzony sposób?

 

9 Replies to “System pracy blogera – czyli jak to nie wyrabiam na zakrętach…”

  1. Kiedyś też miałam taką presję, że posty muszą pojawiać się często i najlepiej regularnie
    Teraz robię to we własnym tempie kiedy mogę i kiedy mam na to ochotę i tak nie jest najlepiej

  2. Ja ostatnio jestem gościem na moim blogu. Bardzo brakuje mi regularności w blogowaniu, ale niestety życie i obecna sytuacja bardzo zweryfikowały moje blogowe plany. Na szczęście jeszcze mam czas na instagrama chociaż i tak już nie tyle co kiedyś … buziaki kochana

  3. Agnieszko,

    Ja mam podobnie- kiedyś posty dawałam 2-3 razy w tygodniu. Pandemia pozbawiła mnie sił mentalnych i zastopowałam. Dzisiaj staram się dawać raz na tydzień. Obecnie mamm masę zreczy na głowie, próby do spekataklu bo zaraz premiera, podróże, praca na etacie, włoski,życie … Też podeszłam do tego z hasłem nic na siłę bo nie dasz rady kobietu. Potrzebuję chwili oddechu, czasu dla siebie- to moje życie i ja ustalam zasady dla samej siebie. Nie chcę żyć w kołowrotku niczym chomik- zatem całkowicie Cię rozumiem 🙂 Pięknego tygodnia

  4. Tak , bo zawsze się wydaje – z naciskiem na WYDAJE, że inni lepiej ze inni ogarniają. Nie można nigdy się porównywać , tylko trzymać swój ster i grać z sobą w jednej orkiestrze – tak by się czuć dobrze i komfortowo. SŁUCHAĆ ciała

  5. Założyłam sobie, że posty będą co dwa dni, ale … nie spinam się, jeśli wychodzi inaczej.
    Blogowanie nie jest moją pracą, więc chociaż tutaj nie chcę mieć presji. A to nie jedyne moje hobby (a co tam, użyję tego słowa:))
    Ja to po prostu lubię i tak jak Ty, nie wyobrażam sobie, abym mogła moje blogi porzucić. To już jest w moim krwioobiegu 🙂

  6. Bardzo mądry i potrzebny wpis. Zauważyłam, że pracując z domu paradoksalnie mam mniej czasu na wszystko. Gdy wychodzi się do pracy to o konkretnej godzinie, o konkretnej się wraca i nic nas po drodze nie rozprasza. W domu to niby pracuję, ale tu coś, tam coś, i ta organizacja czasu jest tragiczna. Co do rezygnacji z czegoś, to mam teraz detoks od tv i informacji. Od razu poczułam się lepiej 😀

Leave a Reply