Strona bez https, czyli opowiem Ci moją historię

Pomyślałam sobie, że opowiem Ci o moich perturbacjach związanych z certyfikatem na własnej stronie. Do niedawna, https, czyli ta kłódka przy adresie w pasku przeglądarki była domyślna i za darmo. Przeoczyłam czas, gdy zrobiła się płatna. I w efekcie, zapewne miałaś problem, aby wejść na moją stronę. Albo też, ostrzegano Cię, że chcę wyłudzić dane. Ech…

blogowe know how

Własna strona

Posiadanie własnej strony i indywidualnej domeny to bardzo fajna sprawa. Nie dość, że sama możesz decydować o pozycjonowaniu strony, to jeszcze o wiele lepiej wygląda ona z biznesowego punktu widzenia. Co innego własna strona, a co innego blog z końcówką platformy użyczającej swoich serwerów. 

Nie twierdzę, że są one gorsze, bo nie są. Jednak patrząc pod kątem SEO, przejście na własną domenę to najlepsze co możesz zrobić, myśląc o rozwoju bloga. Patrząc z perspektywy, zbyt późno zrobiłam ten krok. Przerażał mnie wordpress i ogrom rzeczy związanych z serwerem, domeną i tak dalej. Ale jak się okazuje, nie jest to aż tak skomplikowane, jak się pierwotnie wydawało. 

Dzięki temu masz sporą władzę nad swoją stroną, co ma sporo zalet i takie „smaczki” jak mi przytrafiło się ostatnio. 

Z certyfikatem, czy bez?

Pytanie, czy faktycznie blogerowi potrzebny jest taki certyfikat, jest zasadne i rzuca się na usta już na początku. Właściwie to po co, jeżeli prowadzę sobie swojego bloga i nie przechowuję żadnych danych? Potrzebny jest o tyle, że po pierwsze, zazwyczaj jakieś tam dane zbierasz, chociażby te związane z komentarzami i podaniem adresu mailowego. Po drugie, bardziej istotne, kłódka przy nazwie witryny wpływa na:

  • Pozycjonowanie – robociki Google pod tym kątem również oceniają Twoją stronę. Jeżeli jesteś wysoko w wyszukiwarkach, dotrzesz do wielu osób.
  • Wrażenie bezpieczeństwa – jestem pewna, że gdy próbowałaś wejść na moją stronę, a ta pisała Ci o możliwości wykradania danych, to opuszczałaś mycoffeetime.pl równie szybko, jak kończy się pierwsza kawa. Czyli błyskawicznie. Ja bym tak zrobiła
  • Szybciej działająca strona – dzięki https strona działa szybciej, a co za tym idzie, jest wyżej oceniana (patrz punkt 1)
  • Strona jest wiarygodna – https daje poczucie większego bezpieczeństwa przede wszystkim dla odbiorcy, a u mnie u czytelnika.

Te wszystkie plusy do mnie przemówiły. Tylko czemu za to muszę płacić, jeżeli i tak wydaję na serwer i domenę? (tak, wiem, pytanie retoryczne)

fot. unsplash.com

Jak to ze mną było…

Tak jak pisałam wcześniej, pracując na CMS- ie jakim jest WordPress, masz sporą wolność w projektowaniu swojej strony. Kiedyś, aby Twoja strona zyskała dodatkowe, bezpieczne szyfrowanie, wystarczyło zainstalować odpowiednią wtyczkę. Bazowałam na niej z powodzeniem od dłuższego czasu. 

Przegapiłam zapewne maila od mojego hostingodawcy. Wybacz, ale nie mam ani czasu ani ochoty na czytanie maili, które na 90% są spamem reklamowym. Ten jednak mogłam poczytać, bo zawierało pewną istotną kwestię. A mianowicie to, że od dwóch tygodni za certyfikat SSL, świadczący o bezpiecznej witrynie, trzeba będzie zapłacić. 

Mniej więcej po tygodniu zorientowałam się, że strona mi nie działa. A właściwie działa, ale uznawana jest za szkodliwą, niebezpieczną i wyłudzającą dane. (No tak, jakbym dostała z liścia w twarz). Poczytałam, poszperałam i kupiłam certyfikat. Niestety, u mojego hostingodawcy nic nie dzieje się z automatu, więc pozostała jeszcze dodatkowa, chociaż prosta, konfiguracja. 

Koniec końców, wszystko działa i mam dodatkowe poświadczenia, że możesz czuć się u mnie bezpiecznie. A jak tam u Ciebie z certyfikatem SSL? Będziesz instalować, czy też nie uważasz tego za istotne?

13 Replies to “Strona bez https, czyli opowiem Ci moją historię”

  1. Witaj Agnieszko
    Jak to robisz, że jak czytam Twoje teksty to myślę sobie, że są tak ciekawe i ja sama się tak wiele dowiaduję, np że http jest płatny. Trzymaj tak Agnieszko, dziękuję Tobie za komentarz

  2. Bardzo przydatny i interesujący post. Ja jednak póki co wolę zostać na mojej stronie. 😉

  3. Ja mam wykupiony 😛 I mam serwer na OVH, mimo że jest beznadziejny. Na szczęście mam szwagra który zna się na tych rzeczach, ja nie wiem nic kompletnie. Ostatnio chcieli żebym wykupiła większy pakiet ( kolejne 200 zł ) bo miejsce się kończy na serwerze. Gdyby nie szwagier to głupia bym wykupiła 🙁 naprawdę oni nieźle sobie zarabiają na osobach co sie nie znają

  4. Nie miałam o tym pojęcia i pewnie właśnie dlatego wciąż siedzę tam gdzie siedzę. Pewnie też będę załowała, że nie zrobiłam tego szybciej, chociaż mnie się bardziej marzy z przejściem z wersji pisanej na vlogi. Tak czy siak istotna informacja o której nawet nie miałam pojęcia, jak i pewnie jeszcze o wielu rzeczach związanych ze stronami www.
    Pozdrawiam Kolorowo!

  5. Na własną domenę przeszłam chyba 1,5 roku temu? Jakoś tak, ale na szczęście nie są to kolosalne sumy. Ja miałam płatną od początku. To było takie moje marzenie, mieć adres bez pożyczonej końcówki 🙂 I na razie moja wiedza od technicznej strony bloga kończy się właśnie na domenie 🙂 I zbieram się jak sójka za morze aby pogłębić wiedzę na ten temat i jeszcze się nie wybrałam w przestworza wiedzy hostingowo, serwerowo jakiejś tam 🙂
    Pozdrawiam.

Leave a Reply