B jak bubel #4 czyli…

dawno coś nie narzekałam. A może miałam to szczęście, że w moje kosmetyczne łapki wpadały same fajne rzeczy. Żeby jednak nie było tak dobrze, dzisiaj trzy kosmetyki – tusz do rzęs, balsam do ciała i baza pod tusz, które okazały się totalnymi bubelkami. Zapraszam na wpis!

Oto bohaterowie w pełnej krasie – atrakcyjne opakowanie, miła dla oka szata graficzna. I obietnice producenta. Że będą świetnie działać, że zniknie mi cellulit, że rzęsy będę mieć perfekcyjne. Jak się domyślacie, wyszło odrobinę inaczej…

Na pierwszy rzut idzie prawdziwa (jeżeli wierzyć obietnicom) petarda…

Cztery Pory Roku, Intensywne wyszczuplenie, Hipoalergiczny balsam do ciała

Producent obiecuje tu bowiem, że…

Dzięki zawartości aktywnych składników wyszczuplających balsam do ciała pozwala uzyskać efekt elastycznej i jędrnej skóry, zmniejszyć widoczność cellulitu, a także wspomaga redukcję tkanki tłuszczowej. Skutecznie nawilża, wygładza i modeluje sylwetkę.  Zawarty w produkcie ekstrakt z bluszczu zapobiega gromadzeniu się tłuszczu i hamuje powstawanie cellulitu. Ekstrakt z guarany reguluje metabolizm, ma działanie antycellulitowe i ujędrniające. 100% naturalna kofeina: aktywizuje lipazę, enzym odpowiedzialny za rozkład tłuszczy. Olej z pestek winogron intensywnie nawilża, uelastycznia i regeneruje skórę.

Brzmi nieźle, prawda? I do tego ten ekstrakt z kawy…no nie mogłam przejść obojętnie. Sprawdziło się tu przysłowie, że nie wszystko co z kawą jest idealne…

Co więc poszło nie tak? Zacznijmy od nieprzyjemnego zapachu. Od razu przywodzi na myśl innego bubelka, Cien, Food for Skin, ujędrniające serum-booster do ciała Wyszczuplenie z zieloną kawą. O tym, jaki to był dramat, pisałam już wcześniej (zobacz:B jak bubel #3 czyli…) w przypadku balsamu od Czterech Pór Roku niestety nie było lepiej. Kończąc wątek zapachowy – maksymalna, nieprzyjemna chemia.

Konsystencja zwarta, gęsta, bardziej przywodząca na myśl masło do ciała niż balsam. I to chyba jedyny plus. Bo pastwię się nad tym gagatkiem dlatego, że on po prostu kiepsko działa. A nawet powoduje, że skóra jest w dużo gorszej kondycji niż przed użyciem. Zaraz po posmarowaniu mamy na sobie, prócz nieprzyjemnego zapachu, uczucie tłustego filmu na skórze. Nie mija on ani po 5 minutach, ani po godzinie. Skóra natomiast zamiast zyskiwać nawilżenie, po kilku godzinach robi się jeszcze bardziej sucha. 
Zdecydowanie nie polecam!

Eveline, Advance Volumiere, Skoncentrowane serum do rzęs 3 w 1

To był produkt zagadka. Mam w swojej kosmetyczce bazę pod podkład, bazę pod cienie, ale baza pod tusz do rzęs? To coś nowego. Producent obiecuje…

Eveline Advance Volumiere skoncentrowane serum do rzęs 3w1 to zaawansowana technologia dla piękna rzęs. Nowoczesne serum do rzęs łączy w sobie 3 właściwości: serum odbudowującego, aktywatora wzrostu włosa i bazy pod tusz.

Czyli nie dość, że potęguje działanie tuszu do rzęs, to jeszcze je odbudowuje i wzmacnia oraz pozytywnie wpływa na porost rzęs. Jak było u mnie? Kiepsko. Jedynym plusem jaki widzę w tym produkcie to łatwa aplikacja. Otóż w pojemniczku ze szczoteczką, taką jak w standardowym tuszu do rzęs mamy zamkniętą białą, gęstą odżywkę. Aplikacja polega na nałożeniu niewielkiej ilości produktu na rzęsy. Po tym możemy nanieść tusz do rzęs.

Co więc tym razem poszło nie tak? Serum jest niezwykle gęste, obciąża rzęsy. Co więcej, po nałożeniu serum i tuszu, rzęsy mają tendencję do sklejania się – wygląda to po prostu źle. W kwestii odżywienia rzęs czy też ich naprawienia – mimo długiego używania, nie zauważyłam żadnych pozytywnych aspektów. Dlatego też temu serum mówię stanowcze nie.

Rimmel, Wonder’Luxe Volume Mascara

I na koniec, tusz do rzęs z Rimmel. Przyznaję, kupiłam w ciemno, nie zaglądając do internetów w poszukiwaniu opinii innych. A te, o dziwo są bardzo pozytywne. Opakowanie jest śliczne, dobrze trzyma się w dłoni, dając nadzieję na precyzyjną aplikację i rzęsy do nieba. Producent bowiem zachwala, że…

Nowy tusz do rzęs Rimmel Wonder’Luxe Volume natychmiastowo nadaje rzęsom pełną objętość! Wzbogacony w aż 4 pielęgnujące olejki, nie tylko nadaje rzęsom niesamowitej objętości, ale też pielęgnuje, wygładza i pogrubia.

Dobra, renomowana firma, przystępna cena, zapowiedzi pielęgnacji i objętości a także szczoteczka z gatunku tych, które lubię. Czemu więc znowu marudzę? Zacznijmy od szczoteczki…

Określiłabym ją mianem…jest, a jakby jednak nie było. Tuż po otwarciu tusz był bardzo rzadki, co w połączeniu z tego typu szczoteczką dawał marny efekt na rzęsach. Ale każdy nowy kosmetyk na początku może nie zadowalać konsystencją. Po niecałych trzech tygodniach używania konsystencja zmieniła się o 180 stopni – jest mega gęsty, skleja rzęsy i kruszy się. Mówię mu zatem zdecydowane nie – ląduje w koszu.

I na koniec – ta surowa ocena wszystkich wymienionych wcześniej kosmetyków wynika tylko i wyłącznie z moich bardzo subiektywnych obserwacji. Jeżeli miałyście te produkty, z ciekawością przeczytam opinię na ich temat. A może trafiły Wam się jeszcze większe bubelki? Podzielcie się w komentarzu!

20 thoughts on “B jak bubel #4 czyli…

  1. Też nie znam tych produktów. Jeszcze do niedawna kupowałam tusze u konsultantek Avon czy Oriflame i też często występował problem sklejania rzęs. Już wysnułam teorię, że jeśli rzucają tusz na promocję to znaczy, że jest z nim coś nie tak i chcą żeby szybciej zszedł z magazynów.

  2. Żadnego z wymienionych kosmetyków nie używałam, zatem trudno będzie mi coś dodać do Twojej opinie.
    Ale z pewnością będę wiedziała jakich produktów unikać. 🙂

    Ściskam,
    Zuzanna

  3. Bardzo lubię czytać wpisy bubelkowe 😉 z tych miałam tylko odżywkę eveline – oddałam mamie, ale z tego co pamiętam zachwytów nie bylo

Dodaj komentarz