Historia pewnego zdjęcia – mroźna jesień 2019

Ile razy widzieliście fajny kadr, ale głupio wam było wyciągnąć aparat aby zrobić zdjęcie? Albo coś przykuło waszą uwagę, lecz z obawy przed innymi spojrzeniami, minęliście to lekko niezdecydowanym krokiem? Każdy z nas ma gdzieś „z tyłu głowy” takie uprzedzenia. Że nie wypada, że nie warto, że… no właśnie. Gdybym słuchała tego głosu, zdjęcie będące bohaterem dzisiejszego wpisu nigdy by nie powstało…

Był mroźny wczesny poranek. Jeden z pierwszych tej jesieni. Tuż po obudzeniu usłyszałam charakterystyczne szuranie – skoro sąsiedzi skrobią szyby, znaczy że prognozy jednak się sprawdziły i mróz rozpanoszył się na dobre. Godzinę później, ubrana już w cieplejszy płaszcz i obowiązkową czapkę, odprowadzałam Małą do przedszkola. A że Jej ostatnio buzia się nie zamyka, już od progu krzyknęła – mamo! biała trawa! Chyba spadł śnieg!

Przez większość drogi sprawdzała więc, czy to rzeczywiście śnieg, czy jak to podpowiadałam jej ja, lód. Stanęło na tym drugim. Już wtedy przemknęło mi przez myśl, że trawa skuta lodem wygląda niesamowicie fotogenicznie. Jednak…robić zdjęcia? kucając na trawie? Pełno ludzi tu chodzi!

Mała pożegnała mnie z uśmiechem, a ja podążyłam do swojego samochodu. Bez skrobania szyb faktycznie się nie obejdzie. Mój wzrok podążył na trawę, która wciąż skuta lodem wyglądała po prostu ślicznie. Uciszając swoje uprzedzenia, po prostu wyciągnęłam telefon i zaczęłam szukać najlepszych kadrów…

Nasza blokowa „pelargonia„, czyli sąsiadka której najciekawszym zajęciem jest obserwowanie świata przez strategicznie najlepiej ulokowane okno, gdy wracałam po pracy do domu nie omieszkała mnie zagadać. A rano, to Pani coś zgubiła czy co? W tej trawie tak kucała, jeszcze się jakiego przeziębienia nabawi. Popatrzyłam na nią i z zatroskaną miną stwierdziłam, że zbierałam zamrożoną trawę, bo tylko taką je chomik mojej znajomej. Bo te chomiki syberyjskie to już tak mają…  Mina sąsiadki….bezcenna.

21 thoughts on “Historia pewnego zdjęcia – mroźna jesień 2019

  1. Ja miałam trochę inaczej – chciałam nieraz zrobić zdjęcie, ale wiedziałam, że moim telefonem to i tak wyjdzie lipa 😉 Na szczęście kilka dni temu wreszcie ta sytuacja się zmieniła 🙂

  2. Aga! Dokładnie wiem, o czym mówisz! Ja też tak mam, ale jeśli chodzi o zdjęcie przyrody, no to jakoś mniej się przejmuję, czekam aż nikogo nie będzie w pobliżu itp. Problem jest taki, że przeważnie fotografuję… domy. Mieszkam w starej willowej dzielnicy i mam takie perełki, że po prostu grzechem jest tego nie uwiecznić. Niektóre domy są tak stare, że pamiętają lata przedwojenne, a nawet (ty wiesz w jakim mieście mieszkam) trafiają się płyty chodnikowe z niemieckimi napisami! No i problem jest taki, że w dzisiejszych czasach ludzie są strasznie przewrażliwieni na punkcie „uwieczniania wizerunku”. Za każdym razem, gdy wyjmuję aparat nie wiem, czy zaraz z owego domu nie wyskoczy właściciel i nie opieprzy mnie! Także, tego. Odprowadzając małą do przedszkola (a przedszkole mieści się w najpiękniejszej części dzielnicy) aż mi oczy same chodzą dookoła i muszę, po prostu muszę pstryknąć fotę. Na szczęście o 8 rano mam większe szanse 😀

Dodaj komentarz