Historia pewnego zdjęcia – Park Śląski (jesień 2019)

Mam to niebywałe szczęście, że mieszkając w samym sercu wielkiej aglomeracji miejskiej, mam również bardzo blisko do jednego z największych parków w okolicy. Park Śląski zachwyca właściwie o każdej porze roku, ale to właśnie jesienią nabiera kolorów. I to jakich!

Muszę się Wam do czegoś przyznać. Nikt chyba nie potrafi się tak zgubić jak ja. Rodzinka pieszczotliwie nazywa mnie Kotonem. Kto oglądał drugą część bajki „Sekretne życie zwierzaków domowych” wie o co chodzi. Tu tylko powiem, że to niezwykle urocza owieczka, która pakuje się w niezłe tarapaty (a odutknąć weszło na stałe do codziennego żargonu).

Jesień to nie jest moja ulubiona pora roku, ale jedno jest pewne-  jest niezwykle malownicza. Jako, że do biegania muszę podchodzić z ostrożnością, aby odreagować i po prostu odpocząć, ostatnio wsiadam na rower i jadę do parku. Zapewne kojarzycie go ze względu na wesołe miasteczko (wciąż się rozbudowuje o coraz to nowe atrakcje), Stadion Śląski, zoo i planetarium. To ostatnie jest obecnie zamknięte – przechodzi gruntowny remont.

Ale ja nie o obiektach dzisiaj, a o…parku. Teoretycznie, wytyczone ścieżki i alejki tworzą bardzo logiczną całość, która to jest niezwykle łatwa do ogarnięcia. A ja tam się zawsze gdzieś zagubię. Wjadę nie w tą uliczkę co trzeba i nagle jestem tam, gdzie jeszcze mnie nie było. Tak właśnie znalazłam się na tej ścieżce.

Wiał lekki wiatr i liście z drzew tańczyły w szalonym, swobodnym locie. Kilka z nich zaplątało mi się nawet we włosy. Poza tym cisza… Sądząc po ilości liści na drodze, to jedna z tych rzadziej uczęszczanych. Słońce schowało się na moment za chmurę- czar kolorów prysł, aby po chwili wybuchnąć ponownie ferworem barw i kaskadą kolorów. A ja obserwowałam to wszystko z zapartym tchem. To jedna z tych chwil, kiedy zachwyt przeplatał się z wdzięcznością. Że jestem tu i teraz. Że dane mi było uczestniczyć w tym niezwykłym spektaklu, jaki zaserwowała mi natura. Że mam w sobie wrażliwość, która sprawia, że zauważam takie obrazy…

Tuż za zakrętem był bardzo stromy podjazd i nie wiedzieć jakim cudem znalazłam się na półmetku „dużej pętli”. Złapałam wewnętrzny sygnał gps i już wiedziałam, gdzie jestem. Pojechałam dalej, tym razem już znajomą ścieżką. I gdybyście mnie zapytali, gdzie konkretnie zrobiłam to zdjęcie – z rozbrajającą szczerością odpowiem, że nie mam pojęcia. Zapewne bym tam nie trafiła ponownie. A już z pewnością, nie uchwyciłabym tego magicznego momentu…

A z cyklu jednym zdaniem o… dzisiaj k jak… kabel typu c . Ja wiem co myślicie- że jaki kabelek? Typu c. Niepozorny, a jakże ułatwiający życie. Chyba każdy z nas ma takie pudełko, w którym trzyma wszelkiego rodzaju przejściówki, ładowarki, i inne rzeczy, które były lub są niezbędne do korzystania z urządzeń elektrycznych. Czy tego chcemy, czy też nie, technika pędzi do przodu serwując nam coraz to nowe rozwiązania. A za nimi idą nowe kabelki, wtyczki, wejścia do zasilania… Kabelek typu c ma nam ułatwić życie- nabywając jeden, pozbywamy się kilku zalegających nam przewodów. I kończy wymówki wszystkich tych, którzy uwielbiają przechowywać rzeczy „bo się przyda”. Kabel typu c jest jeden, ale ma wiele możliwości!

29 thoughts on “Historia pewnego zdjęcia – Park Śląski (jesień 2019)

  1. Możesz mi rękę podać – świetnie potrafię się zgubić! Kiedy mieszkałam pod Bydgoszczą, do swoich ostatnich dni tam, błądziłam po centrum handlowym Focus. Kiedyś zabłądziłam w jakimś hotelu nad Zalewem Zegrzyńskim, gdzie moja firma prowadziła szkolenie, wyskoczyłam z wieczoru integracyjnego na moment do swojego pokoju i przepadłam. Kiedy wreszcie dotarłam do pokoju to stwierdziłam, że za nic nie potrafię wrócić do reszty. Przykłady mogłabym mnożyć. Ale muszę przyznać, że brak orientacji w terenie przeszkadza w prowadzaniu samochodu, niestety :-/ A tak na marginesie, kiedy robiłam sobie długa przerwę, zastanawiałam się, ile znanych blogów zastanę po ewentualnym powrocie i proszę jaka miła niespodzianka 🙂

  2. Jesień także nie jest moja ulubiona pora roku ale czasem jak swieci słońce to deoceniam jej plusy 🙂 uwielbiam złota jesień w parkach a jako dziecko lubiłam tam zbierać kasztany

  3. Haha jestem taka sama, dwa razy się zakręcę i zaraz się zgubię. Najgorzej w dużych miastach albo większych partach czy lasach. Mimo to nie boję się gubić. Zawsze widząc nową ścieżkę wkraczam w nią nie myśląc wcale. Droga do domu zawsze kiedyś się odnajdzie, najwyżej spacerek okaże się trochę dłuższy. Dzięki temu odkrywam nowe piękne miejsca, które zachwycają mnie swoimi urokami. Miejsce z Twojego zdjęcia jest właśnie czymś takim :).
    Taak te mam tak do których czasem chciałabym wrócić ale za nic nie trafię. Czasem jednak udaje mi się odnaleźć je przypadkiem po raz drugi 🙂

  4. Miejsce jest piękne i muszę przyznać, że strasznie Ci zazdroszczę, że masz park w którym można się zgubić 😛 Te do których ja mogę iść, znam na pamięć już po pierwszym wejściu :/

  5. Jesień intryguje i zachwyca kolorami- pięknie to uchwyciłaś. Myślę,że w sporej częsci rodzin są takie pieszczotliwe określania- Twoja rodzinka okresliła Cie w niezwykle uroczy sposob 🙂

    Miłego weekendu

Dodaj komentarz