Gdzie jesteś, Bernadette? Maria Semple

Takiej książki było mi trzeba. W ferworze poważniejszych publikacji, zapomniałam już jak to przyjemnie jest raz po raz wybuchać śmiechem podczas czytania. A tu okazji było conajmniej kilka. I dzięki temu można przymknąć oko na kilka literackich niedociągnięć…

O czym to jest?

Główna bohaterka, Bernadette, jest swego rodzaju gwiazdą świata architektury. Pracuje w sposób nieszablonowy, nie poddając się sztywnym ramom jakie wypada stosować w tym zawodzie. No bo…kto powiedział, że na wszystko trzeba mieć plany i projekty? Lepiej pracować pod wpływem impulsu, który często okazuje się przebłyskiem geniuszu. Zbudowane pod jej czujnym okiem obiekty przechodzą do kanonu perełek z podręczników historii architektury. A ona sama…

Ludzie szczególnie utalentowani często mają problemy określane mianem lekkich dysfunkcji społecznych. W mniej lub bardziej nasilającym się stadium, skutecznie utrudniają codzienne, zwykłe funkcjonowanie. I podobnie jest z Bernadette. Nie lubi ludzi, ma różne lęki i fobie, które uwydatniają się, gdy nie tworzy. Gdy ją poznajemy, nie robi nic w swojej dziedzinie od dobrych kilkunastu lat.

Z kosmopolitycznego wielkiego Nowego Jorku przeprowadza się do Seattle, kupuje stary, lekko rozpadający się dom i mieszka tam razem z mężem i córką. Zamiast tworzyć, popada w swego rodzaju odrętwienie, z którego budzi ją dopiero prośba córki której nie może odmówić. Wyjazd na Antarktydę. Właśnie to zdarzenie pociąga za sobą serię niefortunnych zdarzeń, które, ukazane w zabawny sposób, dostarczają przyjemnej rozrywki na kilka godzin.

Jak się czytało? 7/10

Bardzo przyjemnie. Tak jak wspomniałam wyżej, niejednokrotnie wybuchałam śmiechem, bawiłam się przy niej świetnie. To nie jest publikacja z gatunku tych ambitnych. Nie jest nawet napisana jakimś specjalnie wydumanym językiem. Cała historia jest tak skonstruowana, że po prostu zwyczajnie wciąga dając wytchnienie po długim, męczącym dniu. I jeszcze najważniejsza uwaga. Książka podzielona jest na rozdziały, a w nich niejednokrotnie mamy wstawki z korespondencji mailowej lub fragmenty listów czy raportów policji. Nie każdy lubi taką formę literacką. Ten misz masz może dekoncentrować, więc miejcie to na uwadze przy wyborze tej książki.

Do niedawna w kinach można było zobaczyć film nakręcony na podstawie tej opowieści. Szkoda, że nie ma go już w repertuarze, ale mam nadzieję, że zobaczę go gdzieś na dvd – coś mi podpowiada, że będę się przy nim bawić równie doskonale jak przy książce. Zwłaszcza, że główną bohaterkę gra ulubiona Cate Blanchett.

A z cyklu jednym zdaniem o… dzisiaj d jak… domek holenderski Co to jest i czym się charakteryzuje taki domek? Stosunkowo niewielkim kosztem w porównaniu z budową zwykłego domu na fundamentach, można mieć swój własny dom. Co więcej, ze względu na specyfikę konstrukcji można go przewozić w inne miejsca. W środku są w pełni wyposażone, a te całoroczne mają również specjalne docieplenie. Jest tam miejsce i na kuchnię i na kilka sypialni. Tylko piwnicy brak;) Jeżeli więc marzysz o własnym domu, to jest całkiem fajna alternatywa!

24 thoughts on “Gdzie jesteś, Bernadette? Maria Semple

  1. Śmiech to dobry aerobik 🙂 tak poza tym jak się klika w link z facebooka do tego postu to przenosi na złą stronę o treści, że strona nie istnieje lub coś w ten deseń!

  2. Zdecydowanie czasem należy sięgnąć coś lekkiego, łatwego i przyjemnego. Ja teraz czytam ksiązkę o Czarnobylu, o akcji ruchu oporu tuż przed lądowaniem w Normandii i wspomnienia więźnia z Auschwitz, więc myslę, że jak skończę te trzy, to przez dłuższy czas będę czytać tyko odmóżdżacze. 😉

  3. Zachęciłaś mnie do tej książki! Też uwielbiam wpadać na takie perełki. Powiem Ci, że w końcu mam czas na czytanie/komentowanie blogów i strasznie mnie to cieszy, bo dawno nie zostawiłam u Ciebie śladu, chociaż zaglądałam.

    Ściskam ciepło i przytulnie <3

  4. Lekkie dysfunkcje społeczne, powiadasz? 😀 Moja Oliwia właśnie zaczęła studiować architekturę na politechnice. Dam znać, gdy zacznie jej odbijać 😀
    Też lubię Cate Blanchett, ale o filmie nie słyszałam.
    Kiedyś spędzaliśmy wakacje w domku holenderskim. Niby miał wszystko co potrzeba i wystarczająco dużo miejsca do spania, ale obijaliśmy się o siebie, a po skorzystaniu z mikrusiej łazienki można było od razu udać się na SOR. Za każdym razem w coś się przywaliło, coś na nas spadło, i tak dalej… 😀

    1. Haha, czyli jednak te domki holenderskie nie dla wszystkich;) Architekturę powiadasz…wow! Trzymam kciuki! Od razu skojarzyła mi się seria dokumentów na netflixie – Abstract – warto zobaczyć w jaki sposób pracują mega kreatywni ludzie z całego świata:D

  5. Brzmi bardzo ciekawie. Przydałoby mi się trochę zrelaksować i odciąć trochę od tego wszystkiego, więc myślę, że to może być idealna pozycja dla mnie.
    Pozdrawiam 😉

  6. Jeszcze nie miałam okazji przeczytać tej książki ale juz o niej słyszałam 🙂 ja to jestem w tyle z książkami i zła jestem że tyle jest fajnych nowości a ja je mam z długim opóźnieniem… no nic dopisuje do listy i będę czekać na przesyłkę 🙂

Dodaj komentarz