Uzdrovisco – balsamiczne serum – recenzja

Czasem jest tak, że podchodzisz do stoiska danej marki, zaczynasz słuchać i…coś nie gra. Nie czujesz, że osoba oferująca Ci dany produkt faktycznie wierzy w jego działanie. Bywa jednak i tak, że już od pierwszego zdania widzisz, że ta druga osoba wie o czym mówi. I dzieje się magia – wyczuwasz, że produkt o którym rozmawiacie, to jej pasja, o której może rozprawiać godzinami. W oczach pojawia się błysk i wiesz, że to co trzymasz w rękach, to starannie dopracowany produkt. I tak właśnie wyglądało moje pierwsze spotkanie z marką Uzdrovisco. 

Markę Uzdrovisco miałam okazję poznać na niedawnej konferencji w Warszawie (zobacz relacja Influencers about Beauty 2019), organizowanej przez Agencję BlogMedia. Starannie przygotowane stoisko na którym można było poznać produkty marki, fajne warsztaty z suszonymi kwiatami w roli głównej oraz wykład na sali ogólnej. Tego ostatniego słuchałam z uwagą, bo już od początku widziałam, że prelegentem nie jest specjalista od marketingu (byle jakiego byle płacili) a właścicielka Uzdrovisco, osoba odpowiedzialna za każdy element czynności składających się na produkt końcowy.

Uzdrawiać wcale nie oznacza leczyć – zmieniać, ale przywracać to, co utracone

W swojej ofercie mają tylko i wyłącznie kosmetyki naturalne. Sami piszą o sobie…

Nasze kosmetyki to uczciwa, roślinna, biologicznie aktywna pielęgnacja oparta na selektywnych, starannie dobranych „esencjach” roślinnych. Wyizolowanych. Naturalnych. Certyfikowanych. Często standaryzowanych lub mianowanych na konkretną substancję aktywną (przygotowanych podobnie do tych, do leków ziołowych). Bo uważamy, że warto patrzeć głębiej, by odkrywać to, co naprawdę działa. Stosujemy ich najwyższe dawki, dzięki którym kosmetyk naturalny przemienia się w skuteczny fitoceutyk!

Na stoisku z ciekawością sięgałam po kolejne słoiczki, wąchałam, wklepywałam, oceniałam i…byłam zaskoczona. Czym? Jakością. Bo dotychczas kosmetyki naturalne z którymi się spotkałam były różne. Jedne całkiem fajnie działały, lecz pachniały okropnie, inne, choć z zapachem było OK, kompletnie nie sprawdzały się na mojej skórze.

A tu? Tu wszystko dopracowane pod każdym względem. Opakowania miłe dla oka, szklane, ekologiczne. Zapach z gatunku tych intrygująco słodkawych, a jak z długofalowym działaniem? O tym miałam się okazję dopiero przekonać.

W moje ręce wpadło bowiem balsamiczne serum – mak „uzdrawiające” suchą skórę. I od razu zadam Wam pytanie – jeżeli czytacie serum, to jaka konsystencja Wam przychodzi do głowy? Mi osobiście-  flakonik z płynną cieczą i pipetą. A tu niespodzianka, bo otrzymujemy mały, dobrze zabezpieczony szklany słoiczek z ciężkawą na pierwszy rzut oka kremową konsystencją. Jednak nie dajcie się zwieść – bowiem słoiczek zawiera lekki krem, który pod wpływem ciepła zaczyna dosłownie rozpuszczać się pod palcami. Potrzeba go naprawdę niewiele, aby pokryć całą twarz. Lecz ja przeznaczyłam go do zadania specjalnego – bo jeżeli poradzi sobie ze skórą pod oczami, to poradzi sobie ze wszystkim!

Przyznam że do tego zainspirowała mnie szybka wymiana zdań z  mamazróżowątorebką Mam wrażenie, że Ona wiecznie poszukuje idealnego kremu pod oczy, wciąż szukając tego idealnego. Moja skóra wokół oczu może nie jest na maxa przesuszona, jednak przyznaję, że ostatnio totalnie pod względem pielęgnacji ją zaniedbałam. Pomyślałam więc, że serum balsamiczne ma pole do popisu.

I jak wyszło? Bardzo przyjemnie. Serum nakładałam na dzień pod oczy w minimalnej ilości, natomiast na noc nie żałowałam okolicom całego oka. Pierwszym moim zdziwieniem był fakt, że oko pozostało zupełnie nie podrażnione. Rzadko mi się to zdarza, bo zwykle, gdy w okolice oka dostanie się krem, zaczynam łzawić. Skóra stała się miła w dotyku, świetnie nawilżona, gładka i jakaś taka…jaśniejsza?

Ale żeby nie było tak różowo, musicie uważać z ilością jaką aplikujecie. Serum to, tak jak wcześniej pisałam, pod wpływem ciepła jakby się rozpuszcza i staje się ogromnie wydajne. Z nadmiarem tego kosmetyku nie radził sobie natomiast mój podkład i korektor, które zaczynały się rolować. Dlatego też najczęściej używam serum na noc, wtedy sobie nie żałuję 😉

Skupiłam się na strefie wokół oczu, jednak to serum można stosować miejscowo wszędzie tam, gdzie skóra woła o pomoc. Czy to skórki wokół paznokci, czy też wierzch przemarzniętych dłoni, łokcie, kolana, aż w końcu całą twarz, zmęczoną ogrzewaniem czy klimatyzacją.

Podsumowując, jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tym balsamicznym serum. I jednocześnie ciekawa, co też innego proponuje marka Uzdrovisco. Na szczęście jej asortyment można kupić stacjonarnie w drogeriach Hebe, lub, rzecz jasna na stornie producenta uzdrovisco.com. U mnie, na pierwszy rzut idzie płyn niemicelarny. Jestem go baaaaardzo ciekawa!

15 thoughts on “Uzdrovisco – balsamiczne serum – recenzja

  1. Ja też jestem wiecznie szukająca idealnego kremu pod oczy. 😀 Teraz na tapecie Lierac, ale na razie mam problem z łzawieniem… :/ a nakładam go już tak mało, że nie ma mowy, żebym zużyła go w rok!
    Zaintrygowałaś mnie marką Uzdrovisco, czuję, że to może być coś naprawdę ciekawego, więc przy następnych zakupach z pewnością zwrócę na nią uwagę! 😉

    1. Krem pod oczy po którym łzawisz? Wyrzuć od razu! Po co się męczyć. Też miałam kiedyś taki, który nawet nakładany daleko od spojówki, powodował że łzawiłam niemożliwie. Drogi był, szkoda było go wyrzucić ale…w końcu znalazł się w koszu. Z korzyścią może nie dla mojego portfela, ale oczu z pewnością;)

Dodaj komentarz