A było to tak… czyli krótka historia kaloszy

Jesień rozpanoszyła się już na dobre. Z szaf wyciągamy grubsze swetry i płaszcze. A na nogi coraz chętniej wkładamy kalosze. Kiedyś dedykowane tylko wędkarzom, dzisiaj wchodzą na salony. Bo z tymi kaloszami, to było tak…

modaitrendy

Na początku były…galoches, czyli buty na drewnianej lub skórzanej podeszwie. Ludzie musieli sobie jakoś radzić. Może nie były za wygodne no i wizualnie też średnio, ale…próżno było szukać lepszej ochrony przed błotem i deszczem. Galoches dawało radę.

Potem, od mniej więcej XV wieku, pojawiły się patynki z drewna. Były one dołączone do spodni i połączone podeszwami z cienkiego sukna. Przyznam, że sama idea, choć ciekawa, nie do końca chyba by mi odpowiadała. Lecz w sumie tą idee wzięli sobie do serca projektanci butów, bo na rynku jest dostępnych sporo spodnio-butów…i to nie tylko dla wędkarzy.

Następnie, koło roku 1853, amerykański przemysłowiec Hiram Hutchinson rozpoczął produkcję gumowego obuwia, w kształcie znanym nam do dziś. Wzorował się na wellingtonach – butach uszytych na zamówienie księcia Wellington. Te pierwotne wykonane były ze skóry, te z gumy były wkładkami nakładanymi na buty. Miały chronić od wilgoci i błota.

Niezwykle przydały się żołnierzom podczas II Wojny Światowej. Potem stały się bardzo popularne zarówno wśród robotników jak i kobiet oraz rzecz jasna dzieci. W ramach ciekawostki, w Wielkiej Brytanii są organizowane zawody w rzucaniu kaloszem na jak największą odległość. Z pewnością nie są to kalosze z wyższej półki, bo te potrafią kosztować niezłe sumy!

Najdroższe jakie znalazłam, kosztowały 1499,00. Spotkałam je w Silesii w Katowicach i przez chwilę wahałam się nawet, czy mogę dotknąć;) W innym butiku znalazłam tańsze – huntery za 899,00. Ale te również jakoś mi się nie podobały…albo raczej metka dołączona do nich. Nie zrażona, zahaczyłam o tesco i znalazłam tam urocze kaloszki za 39,99. Chodzę w nich już kolejny sezon i nie zamienię na żadne inne.

A Wy, macie kalosze? Czy może uważacie, że są passe?

26 thoughts on “A było to tak… czyli krótka historia kaloszy

  1. Nie wiem czemu nie mogłam dodać komentarza pod Twoim poprzednim postem, więc napiszę tutaj.
    Ja pozycjonuję bloga sama. Mam znajomego, który trochę mi pomaga i podpowiada różne rzeczy, ale generalnie działam samodzielnie. Największy ruch mam właśnie z Googla, ale to mega trudny temat… Mam wrażenie, że trzeba mieć naprawdę olbrzymią wiedzę albo sztab ludzi, żeby naprawdę być wysoko w Google.. Tak czy siak działam i myślę, że warto 🙂

  2. Ja kalosze nosiłam w dzieciństwie, pamiętam takie różowe. Teraz mi się podobają, ale bardziej u kogoś niż u mnie samej. Z wyglądu są okej, na pewno wygodne w deszczowe dni, ale raczej bym nie kupiła. Pozdrawiam!

  3. Ja pamiętam moje pierwsze kaloszki kaczuszki 😀 brat miał krokodylki. A teraz poza sławnymi filcokami i strażackimi gumowcami – nie noszę, ale trzeba przyznać, że są piękne 😀

  4. Kiedyś trochę chodziłam, ale od paru lat zalegają w szafie nienoszone. Mam jeszcze bardziej elegancką wersję czyli czarne sztyblety z gumy. Zasadniczo mój problem z takimi butami polega na tym, że jesienią jest w nich po prostu za zimno:D

  5. Mnie marzą się czarne kalosze z kokardkami za kostkę. Bardzo lubię meliski, które też można podciągnąć pod kalosze na lato. Gumowe buty są bardzo trwałe i nieprzemakalne 🙂

  6. Kiedyś byłam bardzo uprzedzona do kaloszy. Później przymus sprawił, że musiałam się z nimi na siłę polubić, ale nie układało nam się najlepiej. Wiecznie coś mnie obcierało, a stopy bolały, nie mówiąc o tym, że jasne kalosze błyskawicznie wyglądały… No fatalnie. Teraz mam wyższe i niższe, wyższe noszę głównie na leśne wycieczki, ale niższe naprawdę często wkładam na nogi. Bardzo je lubię i nie oddałabym za żadne inne. Kupione za 80zł w lokalnym sklepie obuwniczym. 😀

    PS zawody w rzucie kaloszem? To trzeba mieć wyobraźnię! 😀

Dodaj komentarz