Historia pewnego zdjęcia – młynek do kawy, czyli rzecz o dążeniu do perfekcji

Wszystko zaczęło się od mojej ciekawości. Albo inaczej – od spontanicznego reagowania na pewne sytuacje. Co robicie, gdy pierwszy raz jesteście u kogoś w mieszkaniu? Mówicie dzień dobry, taaaak. A potem? Potem, to ja się rzucam na regały z książkami aby następnie wypatrywać skarbów osoby u której jestem. No i tak trafił w moje ręce młynek. Było to tak…

Był już późny wieczór, a ja siedziałam wraz z M… i znajomymi w ich przytulnym salonie. Rozmowa toczyła się swoim tempem, przerywana raz po raz wybuchami śmiechu i następującym po nich ciiiiiii, dzieci śpią. Wędrowałam wzrokiem po gustownie urządzonym wnętrzu, i na jednej z szafek go zobaczyłam – stary, drewniany młynek do kawy. Jak się zapewne domyślacie, od razu do niego podeszłam i wzięłam w swoje kawowe łapki. Działa? – spytałam z nadzieją w głosie. Tak, nawet ostatnio mieliliśmy tam kawę – odpowiedział A. Otworzyłam delikatnie drewnianą szufladkę- pachniało kawą z nutą czekoladową…poezja!

Jako że influencerka ze mnie pełną gębą, od razu poszłam po telefon aby zrobić młynkowi zdjęcie (żeby wrzucić na insta rzecz jasna;) Lecz wtedy E., która jest świetnym fotografem, stwierdziła – nie! Teraz nie ma odpowiedniego światła! Nie wyjdzie Ci ładne, poczekaj do jutra rana. Pomyślałam, no dobra, co mi tam, wszak będziemy tu jeszcze prawie dwa dni, zdążę. I jak się zapewne domyślacie, nie zdążyłam. Bo konferencja, bo milion innych spraw… A młynek stał na półce i czekał…

Przypomniałam sobie o nim dopiero gdy wyjeżdżaliśmy. Szkoda mi trochę było, ale z drugiej strony, będzie po co wrócić;) A potem otrzymałam przesyłkę. E. nie odpuściła i gdy otworzyłam od niej paczuszkę uśmiech nie schodził z mojej twarzy. Ów wypatrzony młynek stał na blacie w mojej kuchni. Mam zrobić zdjęcia a potem odesłać. Ucieszyłam się ogromnie, a potem…potem lekko zrzedła mi mina. Bo co jak co, ale na fotografii to ja się znam tyle co nic. Jak się domyślacie, poczułam lekką presję.

I się zaczęło. W takim świetle, w innym świetle. W ułożeniu poziomo, pionowo, na skos. Z takim tłem, z innym, z lekko rozmazanym…z kawą, bez kawy, z filiżanką, z samym spodkiem, z białym kubkiem, z czarnym kubkiem… i żadne nie wyglądało idealnie. Po pewnym czasie, gdy moja frustracja osiągnęła punkt krytyczny, w którym nie pozostało mi nic innego jak napić się filiżanki dobrej kawy, dotarło do mnie, że padłam ofiarą własnych wyśrubowanych wymagań.

Bo ileż to tekstów nigdy nie zostało opublikowanych na blogu, ile opowiadań schowanych do szuflady. Ile zdjęć zrobionych, lecz w porównaniu do innych, profesjonalnych kadrów skatalogowany jako „nudne/do niczego. Perfekcyjna Jędza, która we mnie siedzi, odzywa się zazwyczaj, gdy robie coś na czym bardzo mi zależy. Gdy mam w głowie plan i jego wykonanie nie do końca mi odpowiada. Gdy chcę, by coś było po prostu dobre. Ale idąc tą drogą, zniknęłabym z bloga już na zawsze.

W filiżance pozostał ostatni łyk kawy, a na komputerze to jedno zdjęcie, które najbardziej mi się spodobało. Nie jest idealne, lecz, ma swój klimat i czar. Cieszę się, że przerwałam pętlę perfekcyjności. Czy Wam również zdarza się w nią wpadać?

15 thoughts on “Historia pewnego zdjęcia – młynek do kawy, czyli rzecz o dążeniu do perfekcji

  1. brawo dla Ciebie, do wszystkiego doszłaś sama… i do pstrykniętej foty i do przemyśleń, jakże ważnych i prawdziwych 🙂

    Tak, czasem nasze wyobrażenia o tym jak coś ma wyglądać, potrafią narobić więcej szkód niż pożytku… bo ileż to razy okazuje się, że wyobrażenia, a rzeczywistość nie chodzą w parze 😉 🙂

    Zdjęcie młynka ma swój klimat, a najwięcej smaczku dodaje mu cała historia 🙂

  2. Ale fajna historia, a co najważniejsze młynek doczekał się zdjecią- i to jakiego 🙂
    Ja barzdo lubię takie nieperfekcyjne rzeczy. W tym świecie za często starmy się dojść do perfekcji , aona tak naprawdę chyba w czystej postaci jednak nie istnieje – jest tylko pojęciem i to dość względnym ( ach odzywa się we mnie magister filozofii 😉 ) A zdjęcie ma swój niepowtarzalny klimat i jest dzięki temu ciekawsze niż cały milion „perfekcyjnych „zdjęć młynków do kawy 🙂

    pozdrawiam 🙂

  3. Zdjęcie rzeczywiście fajne i klimatyczne 🙂 Sympatyczna historia, ja w sumie mam na odwrót pod presją potrafię zrobić coś byle jak a potem się gryźć tym przez całą wieczność 😀

  4. Zrobienie zdjęcia to rzeczywiście wyzwanie 😀
    Mimo że powoli udaje mi się opanowywac te sztukę, to przyznam Ci się szczerze że oglądając później te zdjęcia, nawet jak coś tam jest źle oświetlone, rozmazane to i tak publikuje
    Fotografia jest moja piętą achillesową ,to nie jest moja działka, po za tym robię, zdjęcia na bloga, a nie do jakiegoś magazynu ,więc warto odpuścić czasami taka perfekcje- moim skromnym zdaniem 😊
    Pozdrawiam
    Lili

  5. Świetna historia i świetny młynek 🙂 bardzo lubię takie rzeczy i żałuję że babcia tak dawno temu zmarła bo miał tam kilka podobnych młynków i zawsze się zastanawiałam po co jej to jak oni kawy nie pili 🙂

  6. Doskonała historia. Chyba każdy twórca miewa takie rzeczy… Ja gdy chodzi o zdjęcia bardzo się irytuję, bo fotki książek jakoś mnie nie bawią. Okładki są piękne i po co dodawać inne rzeczy… Nie mówiąc o czytniku, no na ile sposobów można atrakcyjnie ustawić czytnik? 😀 Z tego powodu często ze zdjęć rezygnuję.
    Gdy chodzi o teksty zdarza mi się wpadać w pętlę perfekcji, ale coraz częściej widzę, że pierwsze teksty były lepsze od tych 100 razy poprawionych. Naturalniejsze. 😉 Także tekst w punkt i bardzo do przemyślenia. 🙂

Dodaj komentarz