Historia pewnego zdjęcia – Chorzów Park Śląski (#3)

W tym roku, do katalogu osobistych przyjemności dołożyłam jeszcze jedną rzecz, która niesamowicie mnie odpręża i relaksuje, a także wprawia w dobry humor. Podpowiadam, że to ani nie słodycze, ani długa kąpiel w wannie. To rzecz z gatunku prozaicznych – jazda na rowerze…

Miałam wolny dzień. Do tego Młoda w szkole, Mała w przedszkolu. Przy porannej kawie spisałam listę do zrobienia na cały dzień. Czy Wy też tak macie, że mając jednodniowy urlop chcecie nadrobić wszystko co gdzieś tam zalega w obowiązkach domowych? Sterta prania, druga do prasowania. Sprzątanie mieszkania, ogarnięcie kwiatów na balkonie. Porządkowanie jesiennej garderoby. Zakupy, gotowanie obiadu na dwa dni, jakieś ciacho na podwieczorek…

Do tego sprawy blogowe- przygotować wpisy na przyszłość, zrobić odpowiednie zdjęcia, poczytać ulubione blogi. Ogarnąć instagram, wrzucić jakieś zdjęcie, może stories. Skończyć książkę, przemyśleć recenzję… I taka lista mogłaby się ciągnąć bez końca. Zawsze jest coś do zrobienia, przygotowania, wykonania…

Mój zamyślony wzrok powędrował za okno. Tam, mimo że początek września, pogoda jak w środku lata. Cudowny wielki błękit na niebie, słońce, które wręcz zaprasza, aby wyjść z domu. A gdyby tak rzucić wszystko i jechać na rower? Chociaż na godzinkę? Uśmiechnęłam się do swoich myśli…

Już za chwilę byłam przebrana, do plecaka włożyłam butelkę z wodą i jakąś przekąskę. Działałam w lekkim pośpiechu, jak gdyby obawiając się, że za chwilę zmienię zdanie lub jakaś inna siła wyższa sprawi, że niestety będę musiała zrezygnować z tego spontanicznego pomysłu.

Z planowanej godzinki zrobiły się dwie i pół. Ale nie żałuję. Wróciłam z uśmiechem od ucha do ucha, w dobrym humorze i z nadwyżką endorfin. Ostatnio przyszło mi do głowy, że odkąd stałam się Mamą, gdzieś uciekł mój egoizm. Pojawiły się sprawy ważniejsze, zdecydowanie przysłaniające moje własne spontaniczne potrzeby. Coś mi się wydaje, że czas się tego egoizmu nauczyć od nowa. By zacząć znów robić rzeczy dla samej siebie i swojej przyjemności.

 

10 thoughts on “Historia pewnego zdjęcia – Chorzów Park Śląski (#3)

    1. Czasami warto jest rzucić wszystko i zrobić coś dla siebie po to, by naładować akumulatory na te wszystkie czekające nas obowiązki z niekończącej się listy. 😊

  1. W młodości często urządzałam wycieczki rowerowe, ale teraz już mi na to zdrowie nie pozwala. Zazdroszczę Ci, że nie masz problemów ze stawami biodrowymi kolanami.
    Mój mąż często jeździ rowerem na działkę.
    Serdecznie pozdrawiam.

  2. Aga 🙂 początek wpisu to jak nic o mnie 🙂 🙂 aż się uśmiechnęłam jak to przeczytałam… widzę ze mamy takie same obowiązki, jednym słowiem nie wiadomo od czego taki dzień zacząć, a na czym skończyć 🙂 ja to wtedy biorę psa i idę na spacer, aparat na plecach i idę i idę żałuję, że nie mieszkam w górach bo wtedy miałbym lepsze pole do popisu a do domu to bym za szybko nie wracała… tylko wtedy nie wiem kto by to wszystko za mnie zrobił 🙂

Dodaj komentarz