Historia pewnego zdjęcia – zielone 2

Kiedy w ubiegłym roku wyjeżdżałam z Babami na mój Koniec Świata, opiekę nad kwiatami, ziołami i pomidorami powierzyłam mojemu M…Gdy wróciłam, na pierwszy rzut oka nie było wielkich zniszczeń- ot, jeden marniej wyglądający kwiatek. Jednak gdy przyjrzałam się bliżej…

Liście bazylii i pelargonii wyglądały tak, jakby zaatakował je pijany wielbiciel używania dziurkaczy kształtu wszelkiego. Bardziej wnikliwa obserwacja dodałaby jeszcze, że szczególnie upatrzył sobie bazylię. Z całkiem pokaźnego krzaczka została mniej niż połowa. A każdy listek wyglądał na lekko nadgryziony.

M… (oczywiście) prawie się obraził – przecież podlewałem! Lecz jakoś nie zauważył, że liście wyglądają jakoś inaczej…(myślałem, że tak ma być;)) Szybko zauważyłam winowajcę tych zniszczeń. Zielona, włochata gąsienica wyglądała na spasioną. Jej koleżanka w sąsiedniej doniczce z pelargoniami nie wyglądała na tak najedzoną, jednak sukcesywnie nadrabiała.

Złapałam się za głowę… gąsienice? Na 4 piętrze? Na balkonie? Jak, skąd? Internety wiedzą jednak wszystko… Otóż gdy pelargonie pięknie zakwitły, przyciągnęły motyle. A te…złożyły jaja. W ten sposób otrzymałam w gratisie dwie zielone poczwary, które w przyszłości zamierzają być motylami…konkretnie model osadnik egeria.

Tym gąsienicom jedno trzeba przyznać, były niezwykle fotogeniczne. Zresztą, zobaczcie sami…

(źródło)

8 thoughts on “Historia pewnego zdjęcia – zielone 2

Dodaj komentarz