5 sprawdzonych sposobów na brak weny

Przeglądając ulubione blogi coraz częściej spotykam się ze stwierdzeniem „brak mi weny!”, „nie wiem o czym pisać”… nagle pojawia się tysiąc ważniejszych spraw, które zabierają czas wcześniej zarezerwowany tylko na prowadzenie swojego miejsca w Sieci. I właśnie o tym, jak zachować się, gdy dopadnie nas twórcza niemoc będzie dzisiaj…

Przypomnij sobie po co to robisz…

Niby takie proste, a jednak często o tym zapominamy. Jak zaczęła się Twoja przygoda z blogowaniem? Po co zaczęłaś pisać? Co Ci to daje? Odpowiedź na te trzy proste pytania może nie będzie prosta, ale naświetli Ci pierwotne motywy jakimi się kierowałaś przy tworzeniu bloga. Myślę że chociaż część z nich jest nadal ważna…chociaż lekko zapomniana…

Blogowanie to ciężka praca…

Czyż nie? Stojąc z boku można stwierdzić, że to przecież proste- ot piszesz, recenzujesz, opowiadasz o czymś, robisz zdjęcia, odwiedzasz inne blogi…Owszem, to sama przyjemność ale i ogromny pochłaniacz czasu. Można usprawnić sobie blogowanie używając narzędzi ułatwiających blogowanie o których pisałam ostatnio.

Zweryfikuj swoje działania…

Bo czasem poświęcamy masę czasu nie tam, gdzie daje to największe efekty- czasem warto pochylić się nad blogowymi statystykami i zobaczyć, co najchętniej czytają Twoi czytelnicy. A z drugiej strony- zapytaj siebie o czym lubisz pisać najbardziej, które teksty tworzy Ci się najłatwiej, a do których podchodzisz „jak do jeża”?

Weź urlop…

Byle nie za długi. Uczciwie określ czas- tydzień lub dwa tygodnie bez blogowania. Odetnij się od wszystkiego z nim związane- łącznie z prowadzeniem fanpage i instagrama. W końcu jak urlop to urlop.

Gdy ja serwuję sobie taki blogowy detox, przez dzień lub dwa łapię oddech, lecz przez kolejne dni urlopu tematy na nowe wpisy dosłownie same zaczynają pukać do mojej głowy. Spisuję sobie je na kartce, ale z tworzeniem czekam do końca blogowych wakacji…

Taki moment również służy refleksjom czy faktycznie blogowanie to coś, co chcę robić. Bo może to był z góry narzucony obowiązek lub chwilowa fanaberia z której tak naprawdę nie czujesz już żadnej przyjemności? Bądź wobec siebie uczciwa. Tylko tak dojdziesz do sedna problemu.

Spróbuj czegoś nowego…

Nic tak nie wyzwala kreatywności naszego mózgu jak spotkanie z czymś zupełnie nowym. Może jakiś nowy cykl wpisów lub inne podejście do znanego już tematu? A z drugiej strony- jeżeli tylko recenzujesz książki, wybierz się na spotkanie autorskie i zdaj z tego relację. Jeżeli recenzujesz kosmetyki, spróbuj poszukać takiej kategorii o której jeszcze nie pisałaś- może o jadalnych kremach (są takie!). Być może moje pomysły mogą Ci się wydać trochę trywialne- i może takie są, więc…wymyśl lepsze ;]

Oto 5 moich sposobów na brak weny- jeżeli macie swoje sprawdzone – koniecznie podzielcie się z nimi w komentarzu!

A z cyklu jednym zdaniem o… dzisiaj s jak… stojak na ulotki.  Wcale nie przesadzę, gdy pokuszę się o stwierdzenie że reklama ulotkami stoi. Jeżeli jednak nie będą odpowiednio wyeksponowane- nawet z najlepszym pomysłem graficznym i promocją przejdą bez echa. Na konferencjach, wystawach czy przed biurem lub sklepem- wszędzie tam przyda się stojak na ulotki który będzie praktyczny, wytrzymały i…estetyczny. I takie stojaki właśnie proponuje omegasystem.pl. Prosta stylistyka i atrakcyjna cena przekonały do siebie już tysiące zadowolonych użytkowników-  te stojaki doskonale wyeksponują Twoje ulotki!

21 thoughts on “5 sprawdzonych sposobów na brak weny

  1. Wspaniałe pomysły 🙂 Nie raz i mi zdarzyło się przeczytać wpis na jakimś blogu zaczynający się od „przepraszam, ale nie miałam weny…” tak więc jest to popularna choroba u blogerów 😉 sama na to nie narzekam, jedynie na brak czasu 🙂
    Pozdrawiam cieplutko <3

  2. To zależy własnie jak piszesz od tego po co blogujemy, w jakim celu. Jeżeli TYLKO dla przyjemności, to jasne, że kiedy przychodzi zniechęcenie, robi się urlop i nic się nie dzieje. Inaczej jest, jeśli to nasze główne zajęcie i chcemy w ten sposób zarabiac, tzn blog ma być narzędziem pracy… Wtedy wszystko widzi się inaczej…. Wena nie wena, trza przysiąść fałdów, bo jak to się dawniej mowiło : bez pracy nie ma kołaczy:)
    Serdeczności Agnieszko

  3. Ostatnie dwie rady stosuję najczęściej, faktycznie odpoczynek sprawia, ze pomysły aż się w głowie same tworza 🙂

  4. Jak ja się zacięłam na Radiomuzykacie, to własnie urlop pomógł. Wróciłam, zmieniłam trochę sposób pisania i działą. Choć nie ukrywam, że więcej czasu i energii poświęcam mojemu najmłodszemu dziecku, czyli blogowi o wyprawach karkonoskich. 😉

  5. Pomysłów na wpisy (zestawy) mi raczej nie brakuje, ale gorzej z czasem i znużeniem pogodą. Tak naprawdę to najlepiej prowadzi mi się bloga latem, bo wtedy robienie zdjęć na zewnątrz to sama przyjemność.
    Urlop od blogowania faktycznie kilka razy mi pomógł, gdy byłam już tym całym tematem mocno zmęczona:)
    Miłego weekendu:)

  6. najważniejsze dobre słowo, czyjeś uznanie, by chciało się znów podnieść skrzydła.Jednym słowem, motywacja. Niczego nie robimy tylko dla siebie.Ewangelicznie: nie po to światło, by pod korcem stało:))
    A piszesz interesująco, swobodnie dowcipnie.

  7. Masz rację, urlop czasami się przydaje 🙂 Też spisuję sobie tematy, gdy mam natchnienie. Mam założony zeszyt, gdzie notuję swoje złote myśli, uważam, że to świetny sposób 🙂

  8. Mogę się podpisać pod każdym słowem! Czasem jeszcze czasu brak, gdy dużo się dzieje…a może to brak dobrej organizacji? Gdy pisałam tylko w języku polskim publikowałm kilka razy częściej swoje posty. Teraz opracowanie przepisów po francusku zajmuje mi wieki 😉 pozdrawiam serdecznie 😉

  9. Zacznę od końca – nie cierpię ulotek. Uważam to za wielkie marnotrawstwo papieru. Z mojego punktu widzenia, nawet najlepszy stojak nie poprawi sytuacji ulotek, które u mnie są zawsze zbędne.
    Jeśli zaś chodzi o brak weny… To akurat mnie nie dotyczy. Zdecydowanie częściej cierpię na brak czasu do realizacji pomysłów albo na zmęczenie, które powoduje, że dosłownie piszę… i zapominam nie raz o czym to ja piszę. Ale rady bardzo przydatne, podpisałabym się pod każdym słowem tego wpisu. 🙂

  10. „Byle nie za długi. Uczciwie określ czas- tydzień lub dwa tygodnie bez blogowania. Odetnij się od wszystkiego z nim związane- łącznie z prowadzeniem fanpage i instagrama. W końcu jak urlop to urlop.” – bardzo się z tym zgadzam, zdecydowanie zbyt rzadko sobie pozwalamy na takie odcięcie, na okres zwany w psychologii inkubacją:)

Dodaj komentarz