„Pierwsze słowo” Marta Kisiel

Swego czasu o tym zbiorze opowiadań było głośno a recenzje bardzo…wyważone, z tendencją do narzekania na formę i bohaterów. I wiecie, wcale mnie to nie zdziwiło, bo z twórczością Matry Kisiel jest tak, że albo się ją lubi albo…niekoniecznie. Ja po prostu uwielbiam…

Za każdym razem gdy pisałam o książkach tej Autorki, czy to był „Nomen omen”, Dożywocie czy Siła niższa, przeważały komentarze stwierdzające, że jednak to nie dla mnie. I faktycznie, jeżeli lubisz romanse czy horrory z dreszczykiem, to nie tędy droga. Marta Kisiel kojarzy się jednak z fantastyką ale…w osobliwym wydaniu. 

Lubicie czytać przedmowę do książek? Czasem to właśnie w nich znajduje się klucz do zrozumienia danej historii. A jak jeszcze napisana jest przez samego autora, to grzechem jest to zbagatelizować. I tak właśnie było tutaj, bo jak sama Autorka pisze, nie lubi pisać opowiadań ale…one ciągle wychodzą z pod jej pióra… Wspomina również…

„(te testy), mam nadzieję, złożą się na odpowiedź na pytanie, które tak czesto od Was słyszę „co trzeba mieć w głowie żeby tak pisać…” Otóż drodzy czytelnicy, właśnie to.”

Zbiór liczy 11 opowiadań.

Największe wrażenie zrobiło na mnie tytułowe „Pierwsze słowo”, które jest wspomnieniem pewnej kobiety- w zwyczajny lipcowy dzień poszła na badania i w kolejce spotkała dziwnego faceta zadającego niewygodne, choć pozornie błahe pytania. Gdyby wiedziała jakie będą tego konsekwencje… O rany- ta opowieść wbiła mnie w fotel.

Bardzo podobał mi się również „Jadeit” – kryminalna historia z trupem młodej kobiety w roli głównej. Świat przedstawiony w tej opowieści był bardzo angielski, deszczowy i…specyficzny;)

Majstersztykiem literackim jak dla mnie był „Katabasis” – bardzo plastycznie napisana alegoria nawiązująca do mitologicznej Demeter i Kory. Jak to się ładnie czytało!

Ucieszyłam się również z „Szaławiły” – nawiązującej do postaci i historii z „Dożywocia”. Kiedy skończyłam czytać, jedno, co mi przyszło do głowy to… ja chcę więcej!

No właśnie. Ciężko jest napisać opowiadanie tak, aby zakończenie zamykało wszystkie wątki zgrabną klamrą. Tutaj większość z historii jest jej kompletnie pozbawiona. Czytelnik ma poczucie, że na moment włączył film, wciągnął się w fabułę i nagle…ktoś wyłączył światło a my nie wiemy co dalej. Bo pewne rzeczy nie zostały dopowiedziane, bo nie wyjaśniono najważniejszej z kwestii… Ale czy zawsze wszystko musi być wyjaśnione? Myślę, że nawet nie powinno być!

Co tu jeszcze dodać – jeżeli szukacie romansu, historii z happy endem czy prosto napisanej obyczajówki – to nie, ta książka nie jest dla Was. Jeżeli jednak jesteście ciekawi nowych form literackich i jesteście otwarci na niekoniecznie logiczne z racjonalnego punktu widzenia rozwiązania to koniecznie sięgnijcie po te opowiadania. To z pewnością nie będzie stracony czas! 

Marta Kisiel Pierwsze Słowo

Aha, i książkę tą zgłaszam do wyzwania czytelniczego u  miros-de-carti.blogspot.com – w kategorii „książka której tytuł składa się z 13 liter.

 

31 thoughts on “„Pierwsze słowo” Marta Kisiel

  1. Zgadzam się, że to właśnie często z przemów można wyciągnąć klucz do wyciągnięcia historii. Przyznam szczerze, że zainteresowałaś mnie tymi nowymi formami literackimi i osobliwymi rozwiązaniami.
    I w dodatku zdecydowanie okładka przykuwa oko! Pozdrawiam serdecznie:)

  2. Tej autorki nie znam 🙂 tyle razy obiecuje sobie że jak tylko będę w Polsce to kupię sobie jakieś książki i zazwyczaj albo zapominam albo brakuje czasu żeby iść coś wybrać . Pozdrawiam 🙂

  3. Szczerze mówiąc nie słyszałam o tym zbiorze i sama nie wiem czy przypadłby mi do gustu. Chyba przyzwyczaiłam się do długich powieści i czułabym niedosyt w takim krótkim opowiadaniu 🙂 Aczkolwiek muszę spróbować 🙂

    Pozdrawiam! 🙂

  4. Myślę, że mogłabym przeczytać. Kiedyś czytałam takie opowiadania, które właśnie się tak urywały i co dalej? I to właśnie przez to tak bardzo zapadły mi w pamięci 🙂

  5. ,,Dożywocie” pani Marty mam zakupione, ale nadal nie potrafię się za nią wziąć. Ja już tak niestety mam, kupuję i kupuję. A i tak potem wychodzi na końcu, że pożyczam z biblioteki, bo fabuła przypadła mi do gustu. Założę się, że nie tylko ja borykam się z tym problemem 😉 A gdy napisałaś o tych zakończeniach to do głowy przyszedł mi film ,,Billy Elliot”, którego wprost uwielbiam. Tam zakończenie też wymagało interwencji naszej wyobraźni. Polecam! Co do książki przez ciebie wspomnianej to chętnie ją przeczytam, bo zaciekawiły mnie te opowiadania. Ląduje na mojej liście zaplanowanych 🙂

  6. „Czytelnik ma poczucie, że na moment włączył film, wciągnął się w fabułę i nagle…ktoś wyłączył światło” – Albo przeciął kabelki, żeby ustrojstwo wyłączyć 😂 😀
    A tak poza tym, to czuję się zaintrygowana.

Dodaj komentarz