Historia pewnego zdjęcia…jedziemy na ferie

Zaczęły się u nas ferie zimowe. Pomyślałam, że warto zmienić lekko klimat i pojechałam z Babami na  mój Koniec Świata. Tuż przed wyjazdem Młoda zaczęła podejrzanie kaszleć, dostała przepisane przez naszą lekarkę leki i pozwolenie na wyjazd. Bo nie jest tak źle. Tak. Najgorsze miało dopiero nadejść…

Przyjechaliśmy w sobotę. W niedzielę Mała zaczęła gorączkować. Kiedy dołączyły inne objawy, postanowiłam jechać na opiekę nocną – nawet na Końcu Świata musiała taka być… Owszem, była, w oddalonym o 10 km miasteczku, ale (paskudna gruba baba z rozmytym makijażem), pielęgniarka w zaimprowizowanej rejestracji oświadczyła, że...limit się skończył i lekarz już nie przyjmie dziecka. Mimo że gorączkuje, ma wymioty i kaszel. Poradzono mi jechać do szpitala. 40 km dalej. No żesz…

W międzyczasie Mała jakby się zreaktywowała. Więc stwierdziłam, że pojadę następnego dnia na spokojnie, do przychodni, na wizytę. Mimo, że jestem z innego województwa, mają przecież obowiązek mnie przyjąć (nagła sprawa) Tak…. brzmi jak pobożne życzenie i takim było bo….

…w ośrodku zdrowia na Końcu Świata nie było miejsca, skończyły się już w piątek

…w przychodni oddalonej o 10 km również nie było miejsca- a kolejna antypatyczna pielęgniara nie chciała mnie nawet słuchać tylko połączyła z lekarzem. A ten…stwierdził że mam przyjechać na opiekę nocną bo jestem spoza województwa, a w ogóle to panuje odra i co ja tu głowę zawracam…

Kiedy zapytałam, uprzednio informując że ta rozmowa jest nagrywana,  czy odmówi przyjęcia dziecka mimo, że jest ubezpieczone oraz gorączkujące, z łaską kazał przyjechać pod koniec pracy, wtedy może znajdzie czas. Czyli koło 18:00 Była 9 rano.

…w oddalonej o 15 km przychodni jedyny pediatra był…chory.

…wszystkie gabinety prywatne przyjmowały dopiero na drugi dzień.

Na szczęście w ośrodku na Końcu Świata w końcu znalazło się miejsce i dla nas. Od razu przyznaję, że nie doszłoby do tego, gdyby nie mama koleżanki, która tam pracuje. Lekarka zbadała, przepisała leki i…na kolejny dzień Młodej spadła temperatura a objawy powoli ustały.

Happy end? Nie do końca bo…

kiedy piszę te słowa, mam za sobą ciężką dobę. Dzień po tym jak Mała wyzdrowiała, ja poczułam się kiepsko. Dreszcze, ból mięśni, gorączka…i chociaż dzisiaj już mnie nie męczy, to jestem słaba i…straciłam prawie głos. Idę do lekarza. Prywatnie. W (dooopie!)  nosie mam tą całą publiczną służbę zdrowia.

Tak sobie myślę, że zamiast kłócić się o kolejne pomniki czy nazwy ulic, politycy powinni zająć się służbą zdrowia. Bo wszystko jest dobrze, jak się nie choruje – kiedy jednak musisz skorzystać z porady lekarza- nagle robią się z tego niewyobrażalne problemy. A pacjent jest przyjmowany z łaską…

Nawet nie wiecie jak mnie to wszystko zdenerwowało. Miał być uroczy wyjazd na ferie…

Ale żeby nie było do końca smutno, bo dzisiaj taki wesoły dzień, to z lekką chrypką (niczym Leonard Cohen) życzę Wam cudownych, pełnych miłości Walentynek

22 thoughts on “Historia pewnego zdjęcia…jedziemy na ferie

  1. Współczuję że taka was historia spotkała. Nie do pomyślenia że w tych czasach tak jest. Strasznie się złoszczę gdy słyszę takie historie człowiek pracuje a jak raz na jakiś czas idzie do lekarza to albo nie ma miejsc albo spotyka obrażone księżniczki w rejestracji. Dużo zdrowia życzę 🙂 Pozdrawiam 🙂

  2. Obłęd! Ja już od dwóch lat korzystam z prywatnej opieki zdrowia (firma w której pracuję daje możliwość dopisania się do ubezpieczenia grupowego więc miesięczna opłata nie jest wysoka) i nie ma porównania z tym co było wcześniej. Jest szybciej, milej i bez kolejek.
    A Ty zdrowiej! Na końcu świata na pewno mają odpowiednie „specyfiki” domowej roboty, które postawią Cię na nogi.

  3. Czyżby ten koniec świata była niedaleko mojego?:) Teraz panuje w tych rejonach grypa, i grypa żołądkowa. Jakas plaga. Dzieci w szkole to w klasie nie ma połowy. Jak lekarka jedna chora to też nie ma co sie dziwić.

  4. Służba zdrowia leży i kwiczy. Edukacja też leży i kwiczy. I parę innych rzeczy. Ale jak się pompuje pieniądze w propagandę telewizyjną i ojca dyrektora, to na inne rzeczy nie starcza.

  5. To jest najgorsze, że płaci się te składki, nfzety i inne pierdoły, a jak przychodzi co do czego to termin jest na „za trzy dni”. Co tam, ze do tego czasu może rozwinąć się choroba, a Ty umrzesz. Za trzy dni termin, trzeba było przewidzieć i się umówic wcześniej 😀

  6. Moje dzieci już dorosłe, a ja wciąż mam w pamięci takie sytuacje. Obojętne w jakiej części Polski spędzaliśmy urlop, zawsze takie samo podejście do chorego. Pozdrawiam życząc nieustającego dobrego zdrowia:))

  7. Współczuję tych przejść. Niestety takie historie można mnożyć. Pamiętam w jakim byłam szoku gdy zaczęłam korzystać ze służby zdrowia we Francji. Tutaj człowiek jest traktowany z szacunkiem! Bywają oczywiście wyjątki ( mój pierwszy lekarz rodzinny podśmiewał się pod nosem z mojego, wielce wówczas, nieudolnego francuskiego). Tutaj ludzie też narzekają na to, że do niektórych specjalistów trzeba czekać…3 miesiące, sic! Największa różnica polega na tym, że tutaj za wszystko płaci pacjent, a ubezpieczenie obowiązkowe zwraca 30%. Za to leki na receptę są w 100% refundowane i do apteki można pójść bez grosza przy duszy 😉 Oczywiście kupując coś dodatkowo płaci się jak wszędzie. Dodatkowe ubezpieczenie występuje w 3 wariantach. Mając to najlepsze ( najdroższe) zwrot za wizyty potrafi sięgać 100%, ale uwaga! Jest określona suma maksymalna np, za wizytę u ginekologa można dostać max 45€ zwrotu. Jeśli nasz lekarz bierze 65€ to w ostatecznym rozrachunku wydajemy 20€ z własnej kieszeni. Gdy czeka nas operacja lub implant zęba do zrobienia, lekarz wystawia kosztorys, który drogą elektroniczną wysyła się do swojego ubezpieczenia i nieomal od ręki dostaje się info o tym,ile ubezpieczenie nam zwróci . Proste i działa ;)) pozdrawiam

  8. O rzesz….masakra z wyjazdem i chorobą. Można się nieźle wkurzyć, gratuluję stalowych nerwów i postawienia lekarza pod ścianą. W sumie dobrze się skończyło. Rozumiem, że Ciebie dopadło, ale my dorośli jednak lepiej sobie radizmy niż maluchy

  9. Temat mi dobrze znany, bo mieszkam w kurorcie narciarskim i to, co się u nas dzieje w ferie w przychodni to jest dramat, mimo że mamy fajną przychodnię, ale po prostu czasem nawet wejść do poczekalni się nie da… :/

  10. Sluzba zdrowia to temat rzeka, najlepiej znam ja z zycia w Niemczech, chociaz teraz korzystam tez z polskiej i jedno jest pewne, nie wazne gdzie sie mieszka, najlepiej jest nie chorowac…Moglabym napisac ksiazke na ten temat 🙂 Pozdrawiam cieplutko i zdrowiej szybko!

  11. Dlatego bardzo się cieszę, że nie muszę mieć z lekarzami do czynienia i oby ten stan rzeczy utrzymywał się jak najdłużej. A Wam życzę dużo zdrowia!

Dodaj komentarz