A czy Ty rezygnujesz?

Kalendarz zdzierak to fajna rzecz – każdego dnia wiem o której jest wschód i zachód słońca i księżyca, kto ma imieniny i…jaki jest cytat na dziś. Ostatnio była to złota myśl której Wam niestety nie przytoczę, bo karteczka się zawieruszyła, ale sens dawał do myślenia. A brzmiało to mniej więcej tak…

Rezygnujesz

 

To zadziwiające jak często ludzie rezygnują z obranego celu tylko dlatego, że trzeba na niego dłużej poczekać…

I przypomniała mi się znajoma. Średnio co półtorej miesiąca była na innej diecie lub/i używała innego super kosmetyku wyszczuplającego. Albo też odkryła rewelacyjne (i drogie) zabiegi w gabinecie kosmetycznym, które miały sprawić że w szybkim tempie wróci do rewelacyjnej formy i wymarzonej figury sprzed ciąży. Dodam jeszcze, że urodziłyśmy pierwsze dzieci mniej więcej w tym samym czasie, więc temat dotyczył w sumie każdej z nas…

Kiedy ja powoli eliminowałam poszczególne elementy z codziennej diety zamieniając je na „lepszy model”, Ona miała akurat fazę na naturhouse i ich mieszanki. Kiedy ja na dobre zakochałam się w owsiankach, wszelkich odmianach kaszy i regularnym piciu wody, Ona zrezygnowała dietetyczki na rzecz innych diet znalezionych w internecie.  Gdy zaczynałam biegać regularnie, Ona chodziła na fitness. Jednak gdy mi po miesiącu udało się przebiec 4 km bez zatrzymywania się, znajoma już zmieniła fitness na zabiegi u kosmetyczki. Laser miał załatwić wszystko szybko i bezboleśnie…

To było parę lat temu. W tym czasie ja urodziłam jeszcze Małą, a  obecnie mam wagę i figurę sprzed pierwszej ciąży – owszem, brzuszek jeszcze trochę został ale…spokojnie. I z tym sobie poradzę. Mimo że borykam się z pewnymi komplikacjami zdrowotnymi. Zmieniłam sposób patrzenia na to co jem i to co je moja rodzina. Zjem i pizzę i wegańskie tofu. We wszystkim staram się jednak zachować umiar…

Ona…nadal szuka diety cud. I przestała się do mnie odzywać. Kiedyś zapytała sfrustrowana jak mi się udało wrócić do takiej fajnej formy? Odpowiedziałam że nic mi się nie udało. A na wszystko potrzebowałam po prostu czasu. Krok po kroku, słuchając swojego ciała dążyłam do wyznaczonego wcześniej celu. Nie było łatwo, prosto ani szybko. Pamiętam że zmieniła wtedy temat, marudząc że chyba ma chorą tarczycę. Wspominała też coś o nowych tabletkach na odchudzanie….tak. Nasze drogi po prostu się rozeszły.

Dlaczego o tym piszę? Nie wystawiam sobie laurki. Chciałam jedynie pokazać, że na pewne rzeczy po prostu trzeba poczekać. Pewnych rzeczy nie otrzymamy od razu, już, teraz. Na to potrzeba czasu…

Skąd w nas, ludziach ta niecierpliwość?

Bo jesteśmy niecierpliwi. Wręcz szalenie. Chcemy już, teraz, natychmiast. Umieć, mieć, zdobyć… Nie jest tak? Życie jest krótkie – słyszymy dookoła. Do tego reklamy wmawiają nam, że możemy mieć to co sobie zażyczymy tak szybko jak tyko chcemy. Tylko….no właśnie. Czy wszystko da się kupić?

A gdy okazuje się że nie można czegoś mieć natychmiast… przychodzi poczucie zrezygnowania i rozgoryczenie….

Tak sobie myślę, że na te ważne rzeczy w życiu warto poczekać. Uzbroić się w cierpliwość, opracować plan i działać. Brzmi całkiem prosto lecz nie jest takie łatwe do wykonania. A co to za rzeczy? Na to każdy z nas musi sobie odpowiedzieć sam…

Dzisiaj lekko refleksyjnie….

31 thoughts on “A czy Ty rezygnujesz?

  1. Ja miałam bardzo podobną sytuację tylko z siostrą. Byłyśmy w ciąży w tym samym roku. Ja rok temu zacząłam ćwiczenia do dzisiaj tego się trzymam .Ostatnio siostra narzekała że też chciała ćwiczyć ale po dwóch tygodniach nie było efektu więc nie będzie już ćwiczyć. Powiedziałam jej że ja w jednej jak i drugiej ciąży wróciłam do wagi po dwóch latach po ponad pół roku ćwiczeń widziałam pierwsze fajne efekty. Nigdy nie szukałam wymówki choć mogłam bo mam problem z tarczyca .Nic samo nie przejdzie czasami trzeba czasu. Siostra do ćwiczeń wróciła ostatecznie przekonały ją moje zdjęcia jak w ostatnim roku się zmieniłam. 🙂 Pozdrawiam 🙂

    1. Kochana, wielkie brawa! U mnie to trwało prawie 3 lata. I to był powolny proces… A robienie zdjęć to świetny pomysł – wtedy już gołym okiem widać różnicę:D

  2. półtora miesiąca… to i tak długo:)) poza tym można zmienić poglądy, a wcześniejsze postanowienia koryguje życie.i nie na wszystko mamy wpływ, chociaż często tak sie nam wydaje.Przebieg procesów fizjologicznych uwarunkowany jest genetycznie.
    Ale wytrwałość jest ok. Polecam :)) nawet jeśli to tylko półtora miesiąca:))

  3. Oj świetny post! Dokładnie tak, bardzo często ludzie się niecierpliwią. Kiedyś stałam w kolejce, pani kasjerka wolno naliczała towary, była zdenerwowana i rozgoryczona słuchając skarg ludzi w ogonku przy kasie. Chciałam trochę ją rozchmurzyć i zagadać. Co się okazało? Była pierwszy dzień w markecie, gdzie jeszcze nie znała połowy, lub większości kodów, a nikt z obsługi nie raczył jej pomóc. Gdy to powiedziała na głos, ludzie jakby zrozumieli.. uspokoili się. Chyba każdy z nas miał kiedyś pierwszy dzień w pracy prawda? Czy zbawi nas kilka minut dłużej ?

  4. Ha, właśnie weszłam na tę drogę którą ty pokonałaś i efekty są marne, ale wiem że i wiek i zaburzenia tarczycy nie pomogą. Kiedyś w miesiąc spadało ponad trzy kilo, teraz ledwo niecałe dwa i to przy wzmożonych wysiłkach.
    Ale mam jakiś niejasny plan, przede wszystkim nie zrezygnować bo nie ma efektów, będą, za jakiś czas.
    Ale cierpliwośc nie jest w nas wypracowywana niestety. Od dziecka się rozpieszcza młodych dla własnego świętego spokoju. Bo jak się spełni zachciankę to nie marudzi.

    1. Zwróciłaś uwagę na ciekawą sprawę- faktycznie – dziecko marudzi- więc aby przestało to spełniamy często jego zachciankę…ech…a w dorosłym życiu to tak nie do końca działa…
      Życzę Ci powodzenia z całego serducha. Efekty przyjdą, jestem tego pewna:D

  5. Niestety część ludzi tak ma, że w różnych sprawach chciałoby efekt na JUŻ ( tak jak wspomniana przez Ciebie dieta, czy nawet głupie działanie kosmetyków ). Niestety najczęściej jest tak, że na efekty trzeba cierpliwie poczekać i nic nie pojawia sie nagle jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki. Niestety cierpliwość trzeba w sobie wypracować albo do niej dojrzeć.
    Ja miałam, kilka lat temu, podobnie jak Twoja koleżanka jeśli chodzi o odchudzanie i diety. Później zmieniłam sposób żywienia, dokształciłam się w tej kwestii i wprowadziłam zmiany na stałe. I efekty są 🙂 i cieszą.

  6. Trochę to rozumiem, w końcu sama jestem niesamowicie niecierpliwa;) Ale rozumiem też, że czas i tak upłynie, a na efekty pewnych działań trzeba po prostu trochę zaczekać. I chociaż nie zawsze jest łatwo, a i bywa tak, że się poddaję, to przynajmniej jestem świadoma pewnych rzeczy.

  7. Jeśli ja się za coś wezmę, to nie odpuszczam. Fakt, jestem niecierpliwa i szybko zaczynam tupac nerwowo nóżką, ale nie poddaje się i cały czas dążę do celu, nawet jeśli jestem cholernie poirytowana i zdemotywowana. Jestem po prostu uparta i nienawidzę odpuszczać, jeśli już zacznę 😉

  8. Kalendarz zdzierak kojarzy mi się z moją Babunią… Eh.
    Ja mam taki 3 miesięczny, i dla ciebie też byłby idealny. Są i wschody i zachody czasami, czasami pełnie księżyca. Ale najważniejsze, że mając przed oczami miesiąc poprzedni, bieżący i przyszły, łatwiej zobaczysz rezultaty i łatwiej sobie coś zaplanujesz.
    Moja Oliwia jest bardzo cierpliwa, już w dzieciństwie taka była. Potrafiła jako 4 latka naprawdę długo i wytrwale układać puzzle, albo budować z klocków. Wika to choleryczka, wszystko tu i teraz! A ja? Cóż, może nie aż tak na hura, jak Wika, ale tej cierpliwości zdecydowanie mi brakuje. Może dlatego, że widzę uciekający czas?

  9. Bardzo trafnie w punkt ! Chcemy wszystko na teraz, już i natychmiast, a gdy coś wymaga od nas pracy i cierpliwości- rezygnujemy, uciekamy i próbujemy znaleźć łatwiejsze, szybsze i bezbolesne rozwiązanie. To zupełnie tak, jakbyśmy bali się porażek, bali się ciężkiej pracy.

  10. Ja też lubię osiągać zamierzone cele już, teraz ale wiem, że nie zawsze się tak da, dlatego cierpliwie czekam. Ostatnio dzieje się trochę w moim życiu, ale kilka poprzednich miesięcy to była totalna stagnacja, wszystko stało w miejscu, a ja okropnie się dołowałam. Na szczęście w tym miesiącu wszystko ruszyło z kopyta…

  11. Twoje słowa to prawda i choć chciałabym napisać, że mnie to nie dotyczy, to musiałabym skłamać. Często drobne potknięcie i brak natychmiastowych efektów niszczył mój zapał i wzbudzał negatywne emocje. Choć nadal uczę się, że wszystko przychodzi z czasem, często bywa mi ciężko. Warto jednak walczyć ze swoimi słabościami a Ciebie oczywiście podziwiam!

  12. Zgrałyśmy się treścią. U mnie dzisiaj coś podobnego na blogu, choć trochę z innej strony 😉 Dokładnie rozumiem to, o czym piszesz. Często osoby, które nie podejmują wystarczającej pracy nad sobą za swoje niepowodzenia obwiniają otoczenie. Na dodatek reagują zazdrością i złością tak, jak Twoja koleżanka. Dla każdego doba ma 24 godziny, to od nas zależy co robimy z czasem. Ściskam! <3

  13. To jasne, że fajnie jak wszystko od razu się udaje i już na samym początku sięgamy po sukces. Porażka jest frustrująca tak samo jak długie czekanie na rezultaty. Jednak to zamiast nas zniechęcać powinno nas motywować do dalszej pracy. Kiedyś strasznie szybko się denerwowałam gdy coś mi nie wychodziło, ale teraz jest już inaczej.
    Pozdrawiam 😉

  14. Bardzo dobry tekst. Szkoda, że Wasze drogi rozeszły się. Rzeczywiście jest tak, jak napisałaś, że często pod wpływem mediów i przekazów, że jutra może nie być i że nikt nie wie ile mu zostało czasu, chcemy tak dużo osiągać szybko, a najlepiej od razu odnosić sukcesy na wielu różnych płaszczyznach. Szkoda, zwłaszcza że ta frustracja i stres, które pojawiają się gdy jednak nie udaje się nam osiągnąć szybko celu sprawiają, że czujemy się nieszczęśliwi, a niekiedy nawet gorsi od tych, którzy na to zapracowali.

    Pozdrawiam serdecznie,
    Agnieszka

  15. To prawda, ludzie nie potrafią czekać, dlatego szukają prostych i szybkich rozwiązań. Tak samo, jak coraz więcej powstaje szybkich diet, szybkiej nauki języka czy też szybkich potraw. A często najlepszym rozwiązaniem jest cierpliwość,wytrwałość i dążenie do celu krok po kroku.

Dodaj komentarz