Mój sposób na Święta w rytmie slow…

A gdyby te nadchodzące Święta Bożego Narodzenia były jak…filiżanka aromatycznej kawy? Niespieszna, leniwa, z uczuciem ciepła i spokoju już od pierwszego łyku….

Dobra kawa zasługuje tylko na piękną oprawę – czyż nie?

Otóż nie. Aromatyczna kawa zasługuje również na naszą ulubioną filiżankę czy kubek, chociażby lekko pęknięty czy z różowymi jednorożcami. I tak samo jest ze Świętami. Ma być posprzątane, ale nie szalej – ani Dzieciątko, które przynosi prezenty pod choinkę, ani Teściowa czy tym bardziej mąż nie będzie robić Ci testu „białej rękawiczki”. Ozdoby świąteczne cieszą oko przez krótki czas, więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby ustroić dom kilka dni wcześniej – ta czynność zostawiona na ostatnią chwilę nigdy nie przynosi radości. Mając jednak w zapasie trochę czasu – nagle w człowieku włącza się kreatywność i czysta przyjemność…

Tu mniej znaczy więcej…

jak zwykle to w życiu bywa. I choć sami wciąż i wciąż nie dopuszczamy do siebie tej tezy, to tak właśnie jest. Smaczna kawa nigdy nie ma w sobie więcej niż 3 nut smakowych i zapachowych. Nadmiar sprawia, że staje się mixem wszystkiego, a to jak wiadomo, przeważnie jest do niczego. Czy faktycznie na stole Wigilijnym MUSI być te dwanaście potraw? Czy choinka MUSI być największa, najbardziej okazała i najwspanialsza? Czy koniecznie MUSI się wszystko zrobić samemu, łącznie z upieczeniem tych popisowych pięciu ciast? Nie musi. Może. Jeżeli masz na to ochotę i sprawia Ci to przyjemność, jeżeli dasz sobie pomóc- czytaj – pewne sprawy podzielisz między domowników i wreszcie… jeżeli odpuścisz. Bo nie wszystko MUSI być perfekcyjne. Ma być przyjemnie – dla wszystkich. A przede wszystkim dla Ciebie.

Niech ma też odrobinę goryczy. Bo ona jest tym, co decyduje o głębi smaku…

Każdy z  nas ma w sercu większą lub mniejszą zadrę. Coś, co w szarym zwykłym dniu ukryte jest gdzieś głęboko, lecz w czasie okołoświątecznym wynurza się z odmętów świadomości i przybiera na sile. Jakieś urazy, kłótnie, niedokończone sprawy… Możemy je przykryć chmurką sztucznego śniegu, brzuchatym Mikołajem czy całą górą prezentów. Jednak…zamiast tego warto wsłuchać się w te emocje i…coś z nimi zrobić aby już nie wracały?

Kawa najlepiej smakuje w towarzystwie…

Kiedyś w zabawie blogowej poprosiłam Was o dokończenie zdania „Lubię, gdy przy kawie…” – w przeważającej części wskazywaliście na obecność drugiej, bliskiej sercu osoby. Święta Bożego Narodzenia to czas specyficzny – rodzinne spotkania nie zawsze przebiegają w pozytywnej aurze. Niektórych po prostu nie lubimy. Ale spotkać się trzeba. Bo WYPADA. Tak… jeżeli pozostanie w domu nie wchodzi w rachubę i naprawdę trzeba się spotkać, zróbcie to w jak najbardziej sprzyjającej atmosferze. I najkrócej jak się da. A potem spotkajcie się z tymi, których uwielbiacie – chociażby miała być to dwugodzinna rozmowa na Skype z przyjaciółką mieszkającą w Australii.

Czasem nawet najlepsza kawa się rozleje…

A wtedy wystarczy wziąć ściereczkę, pościerać i…zaparzyć nową. Bywa. I przed tym nikt z nas się nie uchroni. Bo pierniki mogą być twarde jak kamień, sernik może upaść a światełka na choince w ostatniej chwili mogą stwierdzić, że nie będą działać i już. Teściowa zrobi znienawidzonego śledzia po żydowsku, mąż stwierdzi, że najważniejszą rzeczą jaką musi zrobić w Wigilię jest…umycie samochodu, a dzieciaki będą rozrabiać jeszcze głośniej niż normalnie. Sama wiem, że trudno w takich chwilach o zachowanie spokoju ducha. Ale…co Ci da kłótnia i krzyki? Niewiele. Z Ciebie zejdzie ciśnienie a wszyscy inni będą poobrażani. Jeden oddech…drugi…odpuść…

Rzadko kiedy się zdarza, aby aromatyczna kawa była perfekcyjna. To paradoksalnie jej niedoskonałości sprawiają, że jest niepowtarzalna. Kusi zapachem, aromatem i smakiem. W towarzystwie uśmiechniętej, radosnej i zrelaksowanej rodziny i przyjaciół smakuje niezwykle…

I takich właśnie Świąt Bożego Narodzenia Wam życzę…

Ten wpis powstał w ramach projektu Slow Święta, organizowanego przez Agnieszkę z bloga slowlifestudio.pl Zapraszam również do Martyny zyciewrytmieslow.pl i Igi kryzysowi.pl u nich również znajdziecie ciekawe teksty w duchu slow

 

40 thoughts on “Mój sposób na Święta w rytmie slow…

  1. Całkowicie się z Tobą zgadzam, takie właśnie powinny być święta. Jestem fanką kawy, uwielbiam, mam swój ulubiony kubek i lubię ze spienionym mleczkiem…cieplutko pozdrawiam…

  2. Ja od kilku lat zmieniam podejście do świąt. Te ubiegłoroczne, były kwintesencją tego, czego oczekuje po świętach. Mam nadzieję, że w tym roku też będą one slow…

  3. Z pewnych tradycji nie umiałabym zrezygnować. Zwłaszcza z potraw. Uwielbiam świąteczną kuchnię. Postanowiłam zarządzać czasem tak, aby na stole pojawiło się 12 potraw. Obiecałam sobie jedno, jeśli to się nie uda, nie załamię rąk, nie będę rwała włosów z głowy, pohukiwała na bliskich, pogodzę się z tym i porozsyłam wokół pogodne, świąteczne uśmiechy:))))))) Oczywiście zaparzę dla wszystkich aromatyczną kawę:):):) na osłodę.

    1. Bardzo dobre podejście. Brawo! Można mieć plan i rzeczywiście dążyć do przygotowania dwunastu potraw lub wysprzątania mieszkania na błysk, ale jeśli nie uda się to też będzie dobrze. W końcu najważniejsze jest to z kim spędzamy te święta.

      Pozdrawiam

  4. Świetne porady podane w bardzo ciekawy sposób 😉 Ja zazwyczaj staram się do świąt i przygotowań do nich podchodzić spokojnie, ale różnie to bywa 😉

    1. Agnieszka bardzo fajny tekst i przesłanie, by faktycznie odpuszczać i nie boczyć się na męża dla którego najważniejszym obowiązkiem przed świętami jest umycie samochodu lub że ciasto nie udało się. Masz rację, lepiej zaparzyć sobie kawy lub nawet herbaty i dać sobie tych kilka minut spokoju. Świat się nie zawali.

      Pozdrawiam serdecznie,
      Agnieszka

  5. Przyzwyczajana przez lata przez otoczenie, do świąt na „tip-top”, powoli od tego odchodzę. Lubię niektóre tradycje, ale teraz ważniejsze jest dla mnie żebym mogła przy tej choince (ubranej tylko z przodu :D) z kim siąść, porozmawiać, pobyć… pozdrawiam gorąco:)

    1. Też ubieram choinkę tylko z przodu :D.. Mnie już dawno zaczęła męczyć „presja” z idealnych przygotowań, idealnych Świąt, błysku i tego wszystkiego. Porzuciłam to i ważniejsze są właśnie inne rzeczy, tak jak piszesz. Nie wszystko musi być na tip-top 🙂

  6. Dobre podejście, od dawna staram się nie przeginać ze świątecznymi przygotowaniami, jednak czasem coś mnie podkusi żeby upiec dwa rodzaje ciast, zrobić trzy rodzaje pierogów i wtedy zaczyna się katastrofa, z której zawsze ratuje mnie mąż (i to jest w tym wszystkim dla mnie najlepsze:)

  7. Świetny tekst.
    Zadaję sobie dokładnie te same pytania każdego roku. Czy muszę? Nie. Mogę! I moje święta co roku mają w barszczu uszka z marketu, nie mają 12 potraw, ani nieproszonych gości. Rodzina mnie pewnie za to nie lubi, ale z drugiej strony to nie z rodziną żyje na co dzień, a z „bliskimi”, a bywa że to wielka różnica.

  8. Kilka lat temu zmieniłam swoje podejście i nie przeżywam, że nie wszędzie zdążyłam powycierać kurze, że okna nieumyte…. Kiedyś nie do pomyślenia.

  9. Ja chyba jestem dziwoląg ale lubię rozkoszować się kawą w swoim i tylko swoim towarzystwie 🙂 i to mojej ulubionej filiżance, a takich mam kilka na każdą okazję 🙂 nikt mi wtedy nie jędzy, nie marudzi, nie narzuca tępa
    a święta tuż, tuż i to najlepszy dla nas okres i doczekać się już nie mogę 🙂

  10. U mnie Święta co roku wyglądają podobnie – te same sprawdzone potrawy, ta sama, sztuczna choinka, ten sam układ odwiedzin… I lubię to. To chyba jedyny taki czas, gdy wszystko jest takie jakie powinno być, a ta schematyczność wcale mi nie przeszkadza.

  11. U nas jednakjedna być 12 potraw 😀 ale w innych kwestiach odpuszczamy 🙂 po prostu sama kolacja jest dla nas ważna i to właściwie najbardziej celebrowany u nas element świat. Ale też kolację.przygotowujemy wspólnie, w 5 osób, więc praca jakoś idzie. Jasne, zrobienie jednej kolacji trwa praktycznie 2 pełne dni, ale finalnie wszyscy się cieszą z tego jak wygląda stół 😀

  12. To są tak piękne i prawdziwe życzenia, że uśmiecham się do Ciebie od ucha do ucha – dziękuję i życzę Ci tego samego, świąt slow.
    Podstawowe pytanie brzmi „Po co jestem na Wigilii?”. Po to by spędzić czas z bliskimi, by objadać się setką potraw, by płakać nad zbyt twardym piernikiem…? Niestety wiem też, że niektóre rzeczy ciężko przeskoczyć. Choć jestem w związku już przeszło pięć lat nie jesteśmy zaręczeni, więc babcia nie zgadza się na wspólne święta. Z bólem serca rozstaję się ukochanym na czas Wigilii, ale cóż. Jeśli chodzi o liczbę potraw to już od dawna promuję w domu filozofię „mniej znaczy lepiej”, bo u nas zawsze po świętach zostawało tyle jedzenia, że można by wykarmić drugą, a czasami i trzecią rodzinę. Ostatnio jest już znacznie lepiej i choć po świętach wciąż zostaje to jednak o niebo mniej. 😉

Dodaj komentarz