Historia pewnego zdjęcia – plaża – Gran Canaria

Dzisiaj zapraszam Was na wschód słońca. Tylko ubierzcie sportowe buty, bo…idziemy pobiegać!

Kiedy pakujemy się na wakacje, jest jedna rzecz którą absolutnie muszę ze sobą zabrać. Gdy nie ma miejsca w bagażu głównym, pakuję do podręcznego albo…ubieram na podróż. Bez butów do biegania na wakacje nie jadę!

Tak… gdy wszyscy inni jeszcze spali, ja cicho wymykałam się z pokoju – obsługa hotelowa witała mnie sennym „hola!” a koty, których na Gran Canarii było sporo, patrzyły na mnie z nieskrywanym zdziwieniem. Krótka rozgrzewka i…biegnę.

Gdy biegałam nad brzegiem oceanu nie potrzebowałam słuchawek – muzyką był szum fal. Nieliczni szaleńcy, którzy tak jak ja, jeszcze przed świtem wychodzili na przebieżkę pozdrawiali mnie uśmiechem. Nie biegałam na rekord, nie były to męczące interwały – lecz spokojny bieg, gdzie myśli wędrują w sobie tylko znanym kierunku. I wiecie…fajnie było… ech… 😀

 

17 thoughts on “Historia pewnego zdjęcia – plaża – Gran Canaria

  1. Gran Canaria od zawsze kojarzy mi się z Pamiętnikami z wakacji, nie nie to żebym oglądała to jakoś namietnie, ale kiedy byłam w domu z dziećmi i telewizor po prostu grał, żebym nie myślała, że jestem sama w domu to i na takie „perełki” trafiałam 😉

  2. Tam jeszcze nas nie było, ale słyszałam że Grand Canaria to piękna wyspa z wieloma ciekawymi miejscami 🙂 trzeba zrobić plan 🙂 pozdrawiam

Dodaj komentarz