Trylogia o Greyu E L James

Przeczytałam sagę o Greyu. Tak, TYM Greyu. Upał sprawił, że każda inna lektura była intelektualnym wyzwaniem godnym Mount Everestu. Poza tym i tak chciałam się przekonać, dlaczego o tej książce było aż tak głośno. Co miała w sobie innego, nowego, świeżego, co spowodowało, że ta powieść została przeniesiona na ekrany. I że oszalało na jej punkcie tyle kobiet. I wiecie co, dalej nie wiem…

Fabułę można byłoby opisać w gruncie rzeczy tak…

On – jeden z najbogatszych ludzi w Ameryce, Ona – studentka literatury angielskiej. Spotykają się w niecodziennych okolicznościach. I dla uczucia, które między nimi wybuchło, zmieniają cały swój dotychczasowy świat. (brzmi całkiem przyzwoicie, co?)

Jednak opis z tyłu książki nie pozbawia złudzeń…

Młoda, niewinna dziewczyna wkrótce ze zdumieniem odkrywa, że pragnie tego mężczyzny. Że po raz pierwszy zaczyna rozumieć, czym jest pożądanie w swej najczystszej, pierwotnej postaci. Instynktownie czuje też, że nie jest w swej fascynacji osamotniona. Nie wie tylko, że Christian to człowiek opętany potrzebą sprawowania nad wszystkim kontroli i że pragnie jej na własnych warunkach…

Czy wiszący w powietrzu, pełen namiętności romans będzie początkiem końca czy obietnicą czegoś niezwykłego? Jaką tajemnicę skrywa przeszłość Christiana i jak wielką władzę mają drzemiące w nim demony?

Moja opinia

Gdyby to była pierwsza książka z tego gatunku, zapewne mój odbiór byłby trochę inny. Jednak po koszmarnej Kochance księcia i Sekrecie księcia jestem Greyem mile zaskoczona. Nie dziwię się już, dlaczego pod recenzja wspomnianych książek wiele z was pisało, że to właściwie kopia 50 twarzy…  W Kochance... Schemat dokładnie ten sam, charakterystyka postaci właściwie identyczna. Tylko styl pisania o wiele gorszy. Bo jakich by przysłowiowych psów nie wieszać na E L James, to jej następczynie są jeszcze gorsze. Skupiając się jednak na Greyu – czyta się szybko, napisane językiem prostym, nazywającym rzeczy po imieniu. Wszystkie.

We wstępie napisałam, że nie rozumiem fenomenu tej trylogii. Jestem sobie w stanie wyobrazić, że książka, która opowiada historię niewinnej dziewczyny, która skrada serce seksualnego sadysty z poranioną przeszłością może być intrygująca. Dodajmy do tego jeszcze otoczkę luksusu, liczne sceny seksu i wątek kryminalny… to jest chwytliwe. Ale chyba nie aż tak, aby przenieść to na ekrany?

Bardziej niepokojące jest to, co stało się po wydaniu 50 twarzy… Wydaje się, jakby część pisarek stwierdziło – po co się wysilać, jak można pisać prościej a i tak to się sprzeda. To moje subiektywne odczucie, macie podobne?

Podsumowując – z 50 twarzami jest trochę jak z disco polo – każdy mówi że nie czytał, ale każdy wie o co chodzi…. Jestem pewna, że do autorki już nie wrócę a spotkanie z tymi książkami potraktuję jak wakacyjne fatalne zauroczenie. Skończyło się wraz z ostatnią stroną.

31 thoughts on “Trylogia o Greyu E L James

  1. Poległam po kilku stronach pierwszej części. A dlaczego po nią sięgnęłam? Nie wiedziałam co to jest a poleciła mi to bibliotekarka a własciwie sama była ciekawa co to takiego, bo jej ktoś polecił aby kupiła. Czasem prosi mnie abym coś przeczytała i wypowiedziała się odnośnie tej książki. I poznała moje zdanie 😛

  2. Ale ja mam wrażenie, że można pisać prościej i tak się sprzeda. Na blogach widzę jakie książki są czytane – to sprzedaż bajek dla dorosłych dziewczynek z mrzonkami przemocowymi, że on jest i silny, milczący i wrażliwy i świetne wszystko rozumie. I nikogo nie obchodzi brak psychologicznej prawdy, bo kobiety mają w głowie jakiś urojony obraz ideału złożony z przeciwstawnych cech i chcą takie bzdety czytać. Oczywiście dla relaksu 😀

    A tak w ogóle to czytałam, że Grey to po prostu fanfic „Twilight” na ostro przerobiony na książkę.

  3. Jak dla mnie Grey to klapa. Przyznam nawet, że książka nieco obrzydziła mi te tematy. No i co to w ogóle za pomysł z jakimś pokojem zabaw, czy wewnętrzną boginią >facepalm<. Przeczytałam tylko pierwszą część, później szkoda mi było mojego czasu…Film obejrzałam prześmiewczo i w istocie nieźle się bawiłam 😀 Jeżeli już chcesz przeczytać coś ciekawego, z wątkiem erotycznym, a przy okazji dobrze się bawić i uśmiechnąć pod nosem, to polecam książkę "Złapać Milionera". Póki co to najlepsza, jaką w tym kontekście przeczytałam 🙂

    1. Tez tak uwazam. W ogole jestem zdania, ze to dobra ksiazka, tylko bardzo zle napisana I jeszcze gorzej sfilmowana, ha ha! Ja powiem tak: przeczytalam dopiero pare lat po jej ukazaniu sie I to tylko dlatego, ze zostawila mi ja kolezanka, ktora kupila pierwszy tom na dluga podroz samolotem. Po jakichs 30-tu stronach tez bylam znudzona, ale ze lubie konczyc, jak juz cos zaczne, zaczelam to kartkowac I natrafilam na fragment dotyczacy przeszlosci bohatera, co mnie zaintrygowalo I sprawilo, ze przeczytalam do konca, a potem jeszcze raz I kolejny raz! Wszystkim oburzonym oraz zaklinajacym sie, ze to jest be, ze dno I WOGLE, tlumacze: widzicie tylko sceny erotyczne, a tam naprawde jest ciekawy watek psychologiczny, jest milosc (uwazny czytelnik wylapie od razu), chociaz glowny bohater na poczatku nie zdaje sobie z niej sprawy, jest intrygujaca sprawa przeszlosci Greya. Erotyki jest bardzo duzo, fakt, ale jest to ladnie napisane, bez wulgarnosci, wiec nie razi. Pomysl tej ksiazki byl dobry, ale wykonanie zaszwankowalo. Adaptacja filmowa tez niskich lotow, tak na dobra sprawe sa to filmy o niczym, bo brakuje mocnego motywu przewodniego w fabule. Jedynie pierwsza czesc jakos sie trzyma, na dwoch pozostalych nudzilam sie w kinie, ale jak juz cos zaczne, to…wiecie. Jedyne, co uwielbiam w tej calej historii, to muzyka do wszystkich trzech filmow, ta jest naprawde rewelacyjna, zarowno piosenki wykorzystane do sciezek dzwiekowych, jak I kompozycje instrumentalne Danny Elfmana. Powiem krotko: na przestrzeni lat jest tylko kilka plyt, ktore sluchalam noca, w ciemnosci, I mialam gesia skorke: 1.Kate Bush, 2.Jean-Michelle Jarre, 3.Dawid Podsiadlo, 4.Danny Elfman. I tyle w temacie.

  4. Już Ci polecałam dobre erotyki, nie będę się powtarzać – Greya przeczytałam, bo czasem chcę być w aktualnym stuleciu. Wywołał mój niesmak. Zastanawia mnie, ile idiotek po tej lekturze uda się do niszy bdsm w poszukiwaniu księcia z bajki. Bo te biedne dziewczyny srodze się zawiodą. I oby na rozczarowaniu się skończyło, a nie na czynach karalnych.

  5. Przeczytałam te książki od razu jak się pojawiły na rynku. Mi się podobały, chociaż nie jest to literatura wysokich lotów. Najgorsze jest to, że powstało masę marnych kopii których naprawdę nie da się czytać.

  6. Jak dla mnie trylogia ta i tak jest lepsza od części ” GREY” – wulgaryzm jaki przemawia przez tą książkę, spowodował,że przestałam ją czytać bo kilkunastu stronach bo zaczęło mnie to po prostu wkurzać…ciekawa jestem jaki jest odpowiednik trylogi naszej polskiej pisarki „365 dni”

Dodaj komentarz