Kochanka księcia, Sekret księcia Geneva Lee

Dzisiaj kulturalny piątek a w nim…lektura erotykiem zwana. Na jednym z książkowych blogów spotkałam się z bardzo entuzjastyczną opinią na temat dzisiejszych książek. Pomyślałam, że w sumie nigdy jeszcze nie czytałam takiego prawdziwego erotyka – a skoro ten jest dobry, to czemu nie….

O czym to jest

Generalnie fabuła (bo jednak jest) nie wciąga już od samego początku. Jest On – samiec alfa i bóg seksu – sam książę Anglii o imieniu Aleksander. Jest ona – Clara – kończy właśnie prestiżowe studia, jest piękna, bogata, chociaż nie rozrzutna. Dziwnym zbiegiem okoliczności spotykają się na balu kończącym jej edukację. I łączy ich niewidzialna nić, przyciągająca do siebie jak magnes. Potem zarówno On jak i Ona walczą z tym aby się w sobie nie zakochać a jednak to robią. I walczą z przeciwnościami losu – plotkami, byłym facetem Clary, kochanką ojca Aleksandra, a także gazetami śledzącymi każdy ich ruch.

W międzyczasie były momenty…

Właściwie w każdym rozdziale. Gdybym chciała podchwycić styl autorki, powiedziałabym, że pieprzyli się na okrąglo– na różne sposoby i wariacje. W limuzynie, windzie, toalecie, na balu, na imprezie, na polowaniu, związani, ze szpicrutą….generalnie pełen serwis.

Moja opinia

Dżizus! Ja rozumiem, że erotyk to nie jest literatura najwyższych lotów. Nie oczekiwałam jakiejś rewelacyjnie wciągającej fabuły, ani wyrafinowanego stylu, ani poprawnego języka… ale takiej szmiry nie czytałam już dawno.

Na spotkaniu z dawno niewidzianymi znajomymi podniosłam ten temat – jedna z obecnych stwierdziła – no a czego się spodziewałaś? Wyszukanego słownictwa, wartkiej akcji i subtelnych aluzji? To w końcu EROTYK kobieto… No fakt. Tylko dlaczego musi być tak płytki, wulgarny i absurdalny? Jako czytelniczka, czułam się jakbym była czytelniczką, dla której fabuła właściwie nie jest ważna, ważne natomiast są…momenty.

W obliczu tej literackiej katastrofy, może polecicie mi jakiś dobry erotyk? Aha, autorka grozi, że napiszę trzecią część. I mam poważne obawy, że zrobi to naprawdę….

 

50 thoughts on “Kochanka księcia, Sekret księcia Geneva Lee

  1. Erotyki to zupełnie nie moja bajka. Jakoś nie czytam tego i zawsze wydaje mi się to zbyt wulgarne. Zupełnie jakbym obserwowała bohaterów w tych intymnych chwilach, a to dla mnie za dużo ;D
    życzę miłego dnia ! 😉

  2. Już po okładce wiedziałam, że to nie jest książka dla mnie, ale takiego bubla się nie spodziewałam 😛

  3. Spokojnie, wszystko jest dla ludzi, są erotyki na poziomie. Znawcą nie jestem, ale do erotyków zaliczyłabym „Smak miodu” i „Moje ciało nie ma historii” Salwy an-Nu’ajmi – piękne, poetycki, erotyczne; „Kwiaty śliwy w złotym wazonie” – podobno to polityczny pamflet, ale dla współczesnego czytelnika już tylko erotyk, w dodatku zabawny, no bo co u licha można zrobić z pestką od brzoskwini? „Marzenie Celta” M.V.Llosa – bo wokół seksu i tabu się kręci los głównej postaci, „Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki” tegoż autora – znów wokół erotycznej fascynacji wszystko się kręci… starczy na moment 😉 ?

  4. Hah, wiem o czym piszesz! Też kiedyś miałam okazję przeczytać coś tego typu i ech… nie nazwałabym tego książką. To już ten cały Grey ma w sobie więcej elokwencji. Kiedy czytałam mój erotyk (tytułu już nie pamiętam, wolałam wyrzucić go z głowy), czasami te „momenty” przyprawiały mnie o mdłości. Nigdy więcej! Nie rozumiem, jak to może się komuś podobać…

  5. Też kiedyś pokusiłam się o erotyk i nie wspominam tego miło. Te „momenty” w większości przyprawiały mnie o mdłości… To już ten cały „Grey” ma w sobie więcej elokwencji i przede wszystkim fabułę!

  6. O cię, a naprawde zdarzają sie erotyki całkiem całkiem ( jak te Olivii Cunning) – oczywiście seksu tez tam nie brakuje,ale fabuła daje rade 😉 – czasami erotyki w przerwie od kryminałow i thrlillerów zdarza mi się przeczytać dla relaksu 🙂

  7. Słyszałam o tej książce różne opinie, jedne były pozytywne, a drugie wręcz przeciwnie. Ja mimo wszystko mam zamiar kiedyś po nią sięgnąć, bardzo kusi 😀

  8. Książka zdecydowanie nie jest dla mnie. Nie lubię takich książek. W swoim życiu kilka erotyków czytałam. Były lepsze i gorsze tzn opisane subtelnie, no i takie, które tylko pozostawiały niesmak. Przypuszczam, że ta byłaby tym niesmakiem.

    1. Zapewne tak… Mnie w sumie poraziła inna myśl – że jest to tak fatalnie napisane – jako czytelnik poczułam się jakby autorka miała mnie za idiotkę.

  9. Gdyby nie to że Clara jest piękna i bogata,uznałabym te książkę za kopię „50 twarzy Greya”,bo po za tym szczególem w Twojej recenzji nie widzę zbyt dużych różnic między tymi dwoma książkami ??
    Pozdrawiam
    Lili

  10. Różne opinie czytałam o tej książce. Zwykle mam tak, że jak jakaś książka zbiera różne recenzje to sięgam po nią żeby się przekonać co ja o niej sądzę. Może z tą też tak będzie, ale jeszcze zobaczę. 🙂

  11. Czytałam. Miałam wrażenie,że autorka wzoruje się na Greyu…. Niby glony bohater mówi że nie mogą być razem, a jednak są…
    Z erotyków mogę ci polecić wbrew zasadom Samanthy Young.

  12. Ja też nie czytuję takowych.
    Z tego, co piszesz, to pewnie niektóre niemieckie pornosy mają wyraźniejszy zarys fabuły i subtelniejsze teksty.
    Przypomniało mi się tak, poza tematem, jak będąc naczelną studenckiego magazynu, miałam przydzielonego gościa do opracowania okładek. Nie wiem, co z nim było nie tak, ale każda aż ociekała erotyzmem, kompletnie nie pasującym do zawartości. Może sądził, że większość studentów to napalone, pozbawione gustu bezmózgi. Ile ja się z nim nawojowalam o te okładki… Miałam nadzieję, że chociaż w świątecznym numerze przystopuje, ale on zamieścił fotkę roznegliżowanej panny w czapce Mikołaja… Także tego.

  13. Czytałam w życiu jeden erotyk i był kiepski. Myślałam, że to sfabularyzowana książka historyczna o średniowieczu, a cała akcja skupiała się wokół gwałcenia jednej z głównych bohaterek. 🙁 Byłam zażenowana, że ktoś może u mnie tą książkę znaleźć. Chyba nie wypożyczę erotyku w bibliotece, bo się krępuję, a kupuję tylko książki, które mi się przydadzą po przeczytaniu. Za to dla odmiany polecam pozycję z zupełnie innej bajki – „Tajemnicze życie grzybów” Roberta Hofrichtera. Jestem w trakcie i to najlepsza książka, jaka mi się trafiła od miesięcy.

Dodaj komentarz