Sekrety francuskiej kuchareczki Marie-Morgane Le Moël

Dzisiaj kulturalny piątek, więc pora na kolejną książkę. Jako, że już prawie lato – mam dla Was propozycję lekką, smaczną i przyjemną. Tak, smaczną – bo książka o której będzie mowa, wzbogacona jest wieloma ciekawymi przepisami kulinarnymi. Połączenie coraz częściej spotykane, wychodzi raz lepiej raz gorzej. Tu, na całe szczęście wyszło bardzo przyzwoicie…

O czym ta książka?

Poznajemy historię Marie, jest Francuzką, pracuje jako korespondentka. Rozpoczyna własnie przygodę życia – przeprowadza się do…Australii. Poznaje tam trochę inną kulturę, obyczaje, musi w krótkim czasie nauczyć się wielu nowych rzeczy. Krótko mówiąc – musi się zintegrować z australijską społecznością, co wcale nie jest takie proste. Na szczęście Marie ma swojego asa w rękawie – przepisy na nieziemsko smaczne dania. I to one będą główną bronią w walce z przeciwnościami losu i…Urzędem Imigracyjnym…

Moja opinia

Może zacznę od przepisów  i porad kulinarnych – chociaż nie lubię tego typu zagrań literackich w książkach, tu bardzo mi się spodobały. Jest ich w sumie 24, a cała opowieść pokazuje również jakże odmienne podejścia do gotowania między Australijczykami a Francuzami.

Historia ta, napisana lekkim, przystępnym językiem, prowadzi czytelnika przez różne perypetie głównej bohaterki – zaczynając od jej wspomnień z dzieciństwa, a na teraźniejszości kończąc. Czytając, widzimy Australię z francuskiego punktu widzenia. Różnice kulturowe są tu motorem napędowym do różnych zabawnych sytuacji, a wzmianki o wizach, przejściach z Urzędem Imigracyjnym i podejściem australijskich pracodawców do całej tej biurokracji dodają książce wiele realizmu.

Krótko mówiąc, polecam – lekka, zabawna, ze szczyptą ironii i nutką goryczy. Idealna na wakacje!

 

62 thoughts on “Sekrety francuskiej kuchareczki Marie-Morgane Le Moël

  1. Raz wypożyczyłam taką książkę, ponad połowa to były przepisy na herbatki (nie wiedzialam) i czasem na ciasteczka. A sama powieść była nudna. Mimo tego może kiedyś sięgnę recenzowaną przez Ciebie książkę 😉

      1. Przeczytałam pierwszy komentarz i się uśmiałam, ale coś w tym jest. Widziałam książkę kucharską w której były 4 przepisy na krzyż i tysiąc zdjęć…po co to komu???

        1. A ja z kolei uwielbiam piękne zdjęcia w książkach kucharskich – inspirują mnie nie bardziej niż sama treść przepisu:D

  2. Ja tez chetnie zajrze, a ze swojej strony polecam klasyk – mala ksiazeczka Nory Ephron ‚Zgaga”, w ekranizacji ktorej zagrali Meryl Streep I Jack Nicholson. Przeczytamy w jeden dzien, posmiejemy sie I zadumamy jednoczesnie, a I jeszcze z przepisu mozemy skorzystac. I do filmu, I do ksiazki wracam co jakis czas od wielu lat, bo to sie nie nudzi. Polecam!

  3. O kurde! Po tytule myślałam, że to erotyk…
    Ale żeby nie było, że głodnemu chleb na myśli.
    Głodnemu na myśli… książka kucharska 😀
    Pozdrawiam znad laptopa 🙂

    1. Haha, nie…erotyk to nie jest. Ostatnio z polecenia sięgnęłam po taki erotyk i dżizus. jaka masakra. napiszę o tej książce w któryś kulturalny piątek;)

  4. Słyszałam już o wielu takich książkach z przepisami, aczkolwiek… jeszcze się osobiście na nie nie natknęłam!
    Podoba mi się takie połączenie kultur, czy inaczej… widzenie danej kultury z punktu widzenia innej! Poza tym uważam, że książki dotyczące gotowania coś w sobie mają :D.

    http://zniewolone-trescia.blogspot.com
    #SadisticWriter

  5. Uwielbiam tego typu książki, gdzie w fajną, wciągającą opowieść wplecione są wątki kulinarne. To niesamowicie ciekawe poznawać zwyczaje i kulinarne przyzwyczajenia innych narodów. Bardzo często całkowicie różne od naszej kulinarnej tradycji. Ostatnio czytałam ,,Wieczory w Umbrii,, książka właśnie w tym stylu, super 😀 Za ,,Sekretami….,, na pewno się rozejrzę 😀 Dziękuję za podpowiedź 🙂
    Pozdrawiam, Agness:)

  6. OK, dopisuję do listy wakacyjnej. Zwykle te zabiegi mnie irytują – przepiśnikowe znaczy – ale skoro „Stuletnia Gospoda” mi pasowała, to może i „Kuchareczka” da radę 😉

Możliwość komentowania jest wyłączona.