Najbardziej aromatyczne chwile 12/2017

Listopadowym najbardziej aromatycznym chwilom towarzyszył zapach kawy my_coffee_time – rozmawiałam z jej twórcą, panem Danielem Olasem, gdybyście chcieli jej spróbować, jest możliwość zakupu, zainteresowanych odsyłam do bezpośredniego kontaktu. A teraz przejdźmy do najbardziej aromatycznych chwil grudnia…

Chwila nr 1

Pamiętacie, jak to pisałam Wam, że każdy ma swoje himalaje? Moimi było pokonanie strachu przed wodą. Od października raz w tygodniu wskakuję w strój kąpielowy, czepek, okulary, klapki i idę na basen. Okazało się, że strach miał olbrzymie oczy (w okularach do pływania jeszcze większe;), a ja z lekcji na lekcję czuję się coraz pewniej w wodzie.  I…ja pływam! Co prawda tylko na plecach różnymi stylami i strzałką, coraz lepiej idzie mi kraulem, a żabę muszę sobie „poukładać”;) Nawet nie wiecie, jaką frajdę daje mi ta nauka!

Chwila nr 2

Każdy ma jakieś rytuały. Mam i ja. Jedna z najbardziej aromatycznych chwil grudnia wydarzyła się pod jego koniec. Było to spotkanie w Krakowie, z dawno nie widzianą Przyjaciółką. Widujemy się raz „na ruski rok”, nie zmienia to jednak faktu, że potrafimy przegadać ze sobą dosłownie pół dnia. Jeszcze raz dziękuję za rewelacyjnie spędzony czas!

Chwila nr 3

To Święta Bożego Narodzenia. A właściwie chwile tuż przed. Znacie to pewnie z własnego życia – dzień przed Wigilią czy właśnie w ten newralgiczny dzień, wszyscy mają coś do zrobienia, krzątają się, fukają na siebie i z nerwów cały ten świąteczny czar pryska. U nas było inaczej – trochę na przekór – na luzie, na spokojnie, bez stresu i niepotrzebnych spinek zrobiliśmy to, co trzeba było zrobić, aby znaleźć jeszcze czas, by przed pierwszą Gwiazdką odwiedzić naszych przyjaciół… Dzięki temu również świąteczny czas upłynął po prostu sielankowo…

Mam nadzieję, że z minionym miesiącem również kojarzą się Wam same dobre chwile…

 

71 thoughts on “Najbardziej aromatyczne chwile 12/2017

    1. Bo ten strach przed wodą siedział w mojej głowie i nadal gdzieś tam jest i podszeptuje. Staram się go zagłuszać i cieszyć nawet najmniejszymi postępami:)

    1. Byłam… namówiła mnie koleżanka, nie wspominając jednak, że będą tam tylko panie z Uniwersytetu Trzeciego Wieku. I wiesz jaką one miały kondycję? Trudno było dotrzymać im kroku!

  1. ja niestety boję się wody paniczne, wpadam wręcz w histerię jak mam wejść głębiej, albo chociaż jak ktoś mnie dotknie w wodzie… Chodziłam nawet na naukę pływania i niestety nic z tego nie wyszło… 🙁 Także gratuluję walki z wodą 🙂

  2. Super, że przełamałaś strach przed wodą:) Po cichu Ci zazdroszczę, bo ja póki co tylko mówię, że się kiedyś nauczę – nota bene było to moje zeszłoroczne postanowienie noworoczne, którego jak można się domyśleć nie zrealizowałam…. Może kiedyś;) hehe
    W każdym bądź razie, wyobrażam sobie, że pływanie to super sprawa, więc trzymaj tak dalej:)

    1. Wiesz że słowo kiedyś=nigdy? 😉 Nie namawiam przesadnie – wiem ile kosztowało mnie nerwów gdy jechałam na pierwsze zajęcia. Wiem też, że pływanie nie jest dla każdego.

    1. Ze swojego doświadczenia powiem tylko, że ten strach ma wielkie oczy, ale z lekcji na lekcję jest coraz mniejszy!

  3. Przyjemnie czytać takie posty… aż ciepło robi się w sercu 🙂
    Super, że udało Ci się pokonać lęk przed wodą i masz miłe wspomnienia związane z grudniem 🙂

    1. Jeszcze nie odczuwam chyba tej prawdziwej frajdy, ale za pół roku myślę że będę mogła napisać że umiem pływać:D

  4. Grudzień to jeden z moich ulubionych miesięcy. Nawet wzmożona przedświąteczna krzątanina nie jest w stanie sprawić, bym mogła zmienić zdanie.
    Gratuluję przełamania lęku przed wodą. Ja przez bardzo wiele lat panicznie bałam się latania i nie wyobrażałam sobie, by na trzeźwo wejść na pokład samolotu. Nawet, gdy we śnie pojawiał się samolot, budziłam się zlana potem z przerażenia. Kilkanaście lat temu przeżyłam swój lotniczy pierwszy raz, a obecnie latam bardzo często.
    Pozdrawiam

    1. Wow! Strach przed lataniem nie jest mi obcy, ale w wersji „soft”. Lekka panika przy starcie, a potem już luuuz… /pod warunkiem, że podają kawę;)::/

    1. Ufff, opanowałam wreszcie zostawianie komentarzy u Ciebie. Miałam ostatnio problem. Stąd brak odzewu ode mnie. Okazuje się, że Explorer nie chce współpracować z Twoja stroną. ;p podobno przeszkadza mu wtyczka antyspamowa Antispam Bee. ;p Krótko mówiąc – jestem dla Ciebie spamem. 😀 😀 😀

      1. O nie! Wcale nie spamem a jedną u ulubionych blogerek! Dzięki za info o problemie – coś faktycznie musi być na rzeczy – muszę się temu przyjrzeć..

    1. Zima też tak wpływa na ludzi, że wolimy siedzieć w ciepłym niż chodzić na jakiś basen;) Byle do wiosny!

  5. Uwielbiam pływać, fajnie, że pokonałaś swój lęk przed wodą:)
    U mnie też obyło się bez świątecznego stresu, stwierdziliśmy z mężem, że jeśli zrobimy o jedna potrawę mniej, to przecież świat się nie zawali:)

    1. Wszystko powoli…ja też jeszcze uczę się czasem z deską – ona naprawdę pomaga. A pływanie z nią to żaden obciach!;)

  6. jakbym słyszała moją siostrę….ona tak się bała wody że jakby ktoś mi powiedział że zapisze się na lekcje i że teraz będzie pływać perfekcyjnie…..nigdy bym nie uwierzyła 😀 dosłownie czuje się jak ryba w wodzie 😉

  7. Ja jeszcze półtora roku temu panicznie bałam się wody – teraz pływam wszystkimi stylami, nurkuje. Pokonanie tego „stracha” to moja życiowa duma! 🙂 Jeśli chodzi o okres przedświąteczny zawsze drażniła mnie ta atmosfera przed. Udawany entuzjazm w Wigilię, bo „jaka Wigilia, taki cały rok”, a tak naprawdę nerwówka, żeby wszystko było perfecto. Moim takim celem w życiu jest, by tego uniknąć i zorganizować się tak, by Święta przeżywać naprawdę i z radością! 😉

    Pozdrawiam, poprostualeksandraa.blogspot.com

    1. Co do tych Świąt – jest na to recepta – zaplanować i przygotować w miarę możliwości wszystko odpowiednio wcześniej… życzę Ci, aby kolejne Święta były właśnie takie spokojne i bez nerwów!

  8. Podziwiam 🙂 Nauka pływania była moim postanowieniem w 2017 roku, ale ani razu nie byłam na basenie. Ale czepek i kostium kupiłam 😀 Muszę się przełamać.

  9. Zazdroszczę tej fajnej, świątecznej atmosfery, haha;) U mnie było właśnie „typowo”, bo wszyscy zabiegani i milion pretensji o wszystko:p Ale jak już nastały Święta to wszystko wróciło do normy, na szczęście:)

Dodaj komentarz