Przeczytane, posłuchane luty 2016

Czy Ty chcesz być żoną prezydenta?! – spytał mój M, gdy zobaczył, co czytam. Z całą pewnością nie chcę się paprać polityką – odpowiedziałam dobitnie. Nawet jako żona prezydenta – spokojnie, nie musisz kandydować…
Kolejną książką, którą przeczytałam w tym roku była biografia „Eleanor Roosevelt – między namiętnością a polityką”. Co ważne, autorką tej książki nie jest Amerykanka, a Polka, francuska arystokratka i pisarka – Beata de Robien. A ważne jest o tyle, że osoba „z zewnątrz” zawsze potrafi obiektywniej spojrzeć na pewne wydarzenia, nawet dotyczące takiej ikony, jaką była pani Roosevelt. Jedno trzeba przyznać – była postacią nietuzinkową – to ona rozpoczęła walkę o prawa kobiet w USA, to ona nie chcąc być marionetką, zawsze miała własne zdanie. Gdy przechodziłam przez kolejne rozdziały, nie mogłam uwierzyć, że ta silna kobieta o bardzo twardym charakterze, dała się tak łatwo podejść i zmanipulować…Wykorzystywali jej dobroć i naiwność zarówno mężczyźni, kobiety, jak i jej własne dzieci. To ciekawa lektura, która pokazuje przekrój społeczeństwa USA od lat 50-tych ubiegłego wieku. Polecam! 

Drugą książką (zgodnie z postanowieniami noworocznymi – dwie w miesiącu!), była książka Terrego Pratchetta „Smoki na zamku Ukruszon”. Jestem wielbicielką wszystkiego, co napisał Pratchett – zakochana bezgranicznie w całym Świecie Dysku, nie raz wybuchałam śmiechem czytając jego kolejne części. Więc, gdy na półce z książkami zobaczyłam bajki dla dzieci tego autora, pożyczyłam je w ciemno – obiecując sobie, że gdy tylko przeczytam i stwierdzę, że są odpowiednie, poczytam też do poduszki mojej Małej. Muszę zaznaczyć jednak, że to specyficzny rodzaj humoru…nie dla każdego. Moja M… poczeka jeszcze trochę – ostatnio woli bajki o kotkach niż o smokach. Niemniej, polecam, dla starszych dzieciaków i dorosłych! 
I jeszcze muzycznie.
Nie wiem, jakie licho mnie podkusiło na latynoskie rytmy. Gdy myślę o latynoskich wykonawcach – pierwsze skojarzenie to Enrique Iglesias. A że nie jestem wielbicielką tego pana, pomyślałam o Shakirze. Jej ostatnia płyta, z 2014 roku, była  dla mnie istną „la torturą”. Jak już zaczęłam słuchać, musiałam skończyć… Internauci ogłosili ją najlepszą płytą Shakiry. Boję się sięgnąć po te gorsze. Bo niby jest wszystko – skoczne rytmy, rockowe ballady z pazurem, nawet rege… ale na dłuższą metę mnie zmęczyło. Słuchaliście? 

Kiedy już zaczynałam przekreślać zupełnie muzykę latynoamerykańską, z pomocą przyszedł mi mój ulubiony program do słuchania muzyki – tej z całego świata (o ile oczywiście dany wykonawca wyrazi zgodę) Jako ikony latynoskie widnieją tam, Ricky Martin, Enrique Iglesias, Danny Romero i kilku innych wykonawców, którzy grają prawie tak samo – skreśliłam ich od razu. Ale, trafiłam na ciekawostkę, jeżeli nie powiedzieć – perełkę. Określana jako psychodeliczny rock – meksykańska grupa Zoe zaskoczyła mnie zarówno oryginalnością brzmień jak i kompletnym wyjściem z kanonu. Co więcej – zupełnie przyjemnie się tego słucha… 


5 thoughts on “Przeczytane, posłuchane luty 2016

  1. Heh, ja w lutym 2 książki przeczytałem. Stoję od 2 tygodni na trzeciej, która mi się nie podoba. "what if" tak szumnie reklamowana, a jestem nią rozczarowany. Co do historycznych to w najbliższych planach mam kilka pozycji o II WŚ, m.in. o eksterminacji homoseksualistów w III Rzeszy i o Rosji w czasie wojny.

  2. Witaj Agnieszko
    Ciekawe książki czytasz, mnie zainteresowała szczególnie książka Eleanor Roosevelt, nie wiedziałam, że dała się zmanipulować, może też czasy były takie, że opinie kobiet miały mniejsze znaczenie niż mężczyzn…
    Ciekawy jest Twój Blog
    pozdrawiam
    dobrycoach.bloog.pl

Dodaj komentarz