Nie wiedziałam, ale już wiem!

Stare przysłowie mówi, że „szewc w dziurawych butach chodzi”. I coś w tym jest – chociaż mój M… jest doskonałym programistą i informatykiem, swojego laptopa musiałam sformatować sobie sama. Bo…On nigdy nie ma czasu. A że komputer przyprawił mnie już o kilka zawałów serca, gdy nagle miał kaprys i nie chciał się włączyć albo też nie pokazywał wszystkich dysków, musiałam wziąć sprawy w swoje ręce. (zawały te były potęgowane faktem, że większość notatek ze studiów robię właśnie na nim i nigdzie nie więcej nie archiwizuję…tak, wiem, lekkomyślność).
Pomyślałam sobie, że przecież taki format nie może być trudny – umiem upiec torcik cytrynowy z opalanymi bezami, zrobię świetną wiśniówkę i wyrecytuję większość kodeksu cywilnego z pamięci. To z formatem sobie nie poradzę?!
tak…
Zaczęłam bardzo przytomnie od zgrania sobie Wszystkich Ważnych Rzeczy. Na szczęście dosyć szybko wpadłam na pomysł, aby nie robić tego przez pen-driva, a przez sieć – na inny komputer. Metodą prób i błędów utworzyłam jakoś połączenie sieciowe i do dzieła. Na moje nieszczęście Wszystkie Ważne Rzeczy trochę ważyły. Drugi komputer kilkakrotnie strzelał więc focha, pokazując mi „blue screen” i dając do zrozumienia, żebym się wypchała. Nie z takimi fochami miałam jednak do czynienia, więc niezrażona kopiowałam dalej. Kiedy cała procedura w końcu dobiegła końca, zaczęłam w myślach wyliczać, co jeszcze będzie mi potrzebne. I wydawało się, że pomyślałam o wszystkim. Wydawało się….
Komputer trzy razy pytał mnie, czy aby na pewno chcę wykonań format. Tak, chcę. Klik i ….już. Mając całkim nowy system, zaczęłam od ściągnięcia sobie wszystkich dawnych programów… na pierwszy ogień poszedł komunikator – ściągnięcie programu zajęło chwilę, lecz zalogowanie się do niego…trwa nadal. Za nic nie mogę przypomnieć sobie hasła. Ze Skype niby poszło łatwiej, hasło owszem, znam, ale teraz to Skype ma ze mną jakiś problem i nie chce się uruchomić. A tak właściwie, to niepotrzebne było kopiowanie tych moich Wszystkich Ważnych Rzeczy, bo po zalogowaniu się na moje konto oprogramowania, nagle wszystko znalazło się z powrotem na moim dysku. Kiedy ze zdziwieniem opowiadałam o tym mojemu M…, opisując jaką walkę stoczyłam kopiując te pliki, stwierdził tylko…to nie wiedziałaś? Ech, faceci….
Ano nie wiedziałam, ale już wiem ;] 




28 thoughts on “Nie wiedziałam, ale już wiem!

  1. Oj, czasem podobną walkę staczam, zanim Syna albo Zięcia o pomoc poproszę. I często udaje mi się nie prosić, bo sama w końcu sobie poradzę. Trening czyni mistrza. 😉

    Dziękuję za wizytę!
    Miło mi, iż uważasz, że niektóre z moich zdjęć "świetnie sprawdziłyby się jako obrazy na ścianę". Moja Córka, która jest malarką i grafikiem, też tak mówi. 😉
    Pozdrawiam wiosennie! Halszka

  2. Ja formatu jeszcze nie robiłam, ale w końcu nadejdzie ten sądny dzień. Niby mój brat na tym się zna, ale..no właśnie, żeby on miał czas, a z reguły nie ma. Więc z wieloma rzeczami radziłam sobie zawsze sama, a jak się okazało nie wyszło mi to na złe -teraz w pracy nie muszę co chwilę wołać kogoś o pomoc tylko robię sama 🙂

  3. To prawda, szewca zawsze bez butów chodzi- mój mąż z wykształcenia elektryk- w domu wiszą kontakty, zawodowo zajmuje się elektryką w ciężarówkach, ogólnie zna się na autach- w moim aucie olej cieknie i cieknie i cieknie…. Niestety sama tego nie ogarnę.

  4. O jakbym czytała o sobie kilka lat temu :-)) Ja w ogóle mam taką naturę, że "co, ja nie potrafię? Ja? Potrafię" i zawsze tak robię aż się nauczę, dowiem i tak dalej :-)))

  5. Ale o co choooooooooooooodzi!? Nic się nie przejmuj bo są lepsi jak np…. ja 😀 skończyłem studia informatyczne a komputer to potrafię…. włączyć 😉
    Pozdrawiam

  6. Synek, teraz to już syn, moich znajomych, tłumacząc mi cokolwiek z ożywieniem, miał zwyczaj powtarzać po każdej myśli zdanie (cytuje zgodnie z wymową): "wjiedziałaś paji Tejesia". To też jest jakiś męski zwrot. Jakieś badania? 😉

Dodaj komentarz