Przepraszam, czy…

Stałam jak ten cieć, pod marketem, obok tych wielkich koszyków, które można odczepić tylko za pomocą pieniążka, a właściwie odpowiedniego nominału pieniądza.
Przepraszam bardzo… zagadałam do oddającego właśnie wózek faceta – lecz ten, nawet nie patrząc na mnie burknął coś w rodzaju idź do diabła.
Druga, trzecia osoba, a ja przecież chcę tylko….
Przepraszam bardzo, czy ma pani… zaczepiona pani postanowiła wejść mi w słowo i powiedzieć co myśli – jak Ci nie wstyd, młoda, dobrze ubrana, i jeszcze prosi o pieniądze?!!! Wstyd!
Zgłupiałam. Chciałam tylko zapytać, czy ma pani zamienić całą złotówkę albo dwa złote, bo ja mam same drobne, a potrzebuję duży wózek…
Tym razem to pani zgłupiała. Oczywiście, proszę. Następnym razem, niech pani od razu mówi! Bo wie pani, tych wszystkich tutaj tyle się kręci. Tych cieci. 
Nie chciałam dodawać, że to ta baba weszła mi w słowo.
Gdy opowiedziałam znajomym, jak to jak ten cieć stałam pod tym marketem, usłyszałam sprawdzony patent – wystarczy patyczek po lodach, taki szerszy i mogę zapomnieć o wszystkich drobniakach świata. Sprawdzone, działa ;]



10 thoughts on “Przepraszam, czy…

  1. …i ja mam żeton, plastikowy z pewnego banku i działa od lat, a ludzie…cóż, generalizują, nie słuchają co się do nich mówi, zabiegani są albo doświadczeni przez tych "daj złotówkę" tak reagują…nie żebym broniła, ot, stwierdzam fakt.
    Serdeczności 🙂

  2. Pomyślałam sobie, że pewnie tak samo jak Ty wtedy musi się czuć ten, kto na co dzień żebrze na ulicy. Tu go przepędzą, tam na niego nawrzeszczą, gdzie indziej go nawyzywają. I zawsze, ale to zawsze, musi być obowiązkowo komentarz: cholera, za robotę by się wzięli, a nie tak żerują! I ja sobie wtedy myślę, że na pewno większość żebraków, gdyby miała daną możliwość pracy, to pewnie by wolała jednak normalnie pracować niż narażać się bez przerwy na takie upokorzenia i komentarze. Pzdr

Dodaj komentarz