o rozmowach w autobusie

Ostatnio zdarzyło mi się jechać autobusem na linii Katowice-Kraków. Od kiedy na dobre „wsiadłam w samochód” – czytaj, zaczęłam bez obaw jeździć to tu to tam, porzuciłam komunikację miejską. Uwielbiam jednak takie dłuższe podróże, pozwalają mi na nadrobienie zaległości książkowych, rozwiązanie sudoku czy po prostu na zwyczajne myślenie o niczym. Ale nie tym razem – niestety mimowolnie brałam udział w emocjonalnym dramacie mojej na oko, dwudziestoparoletniej współpasażerki, siedzącej dwa rzędy za mną. A było to tak: W autobusie sporo ludzi, każdy zajęty swoimi sprawami, ja zaczęłam właśnie książkę na którą nigdy nie miałam czasu, radio cicho pomrukiwało i nagle „halo? nie wiesz może co z Romkiem? dzwonię i dzwonię i nie mogę się dodzwonić do niego … No, ale on ma jechać po mnie … I może zapomniał telefonu, to co ja mam zrobić? a jak mu się coś stało? …. no dobra”. Nie sposób jest skupić się na lekturze, gdy ktoś tak głośno gada. I gdy moje oczy znowu znalazły się na książce „Marek? nie wiesz co z Romkiem? … no sorry że cię obudziłam, ale nie wiem czy Romek zabrał telefon, dzwoniłam do niego już 10 razy! … do jego mamy? no dobra”. Błoga cisza…. „no halooooooooooo! dlaczego nie odbierałeś, ja z 20 razy do Ciebie dzwoniłam! … tylko 1 nieodebrane? niemożliwe! … misiaczku ja się martwiłam! … nie, nie płakałam, o co ci chodzi? … no dobra, to jedź ostrożnie…. nie, nie płakałam! no pa.” Uffff sprawa rozwiązana, może się już kobita uciszy…ale nie…. „halo? Daria no, a Ty wiesz co się stało? Dzwonię do Romka z 25 razy, bo ma przyjechać po mnie, a on nie odbierał, a na jego telefonie wyszło że tylko raz dzwoniłam … no tak, a kiedy dzwoniłam do Marka, to ten powiedział Romkowi że ja płakałam, a ja nie płakałam! … właśnie, i tacy są faceci!” I kiedy żyłam cichą nadzieją, że może już się kobitka wygadała, usłyszałam… „cześć Roksana, co porabiasz? … a to fajnie, bo ja jadę autobusem i nudzi mi się … a masz darmowe minuty? to weź oddzwoń do mnie” Czy muszę dodawać że oddzwoniła? dowiedziałam się, jak minęły święta, że Romek nie odbierał telefonu a ona nie płakała, że faceci są złośliwi, że chyba zerwie z Romkiem po tym wyskoku i że zemści się na Marku, że widziała fajną sukienkę w Solar i że Zara się zeszmaciła. No i najważniejsze – że zrobiła sobie selfie na krakowskim rynku i ma już 50 lajków!
To była ciekawa podróż – nawet nie wiem kiedy mi zleciała, lepsza niż brazylijska telenowela, bo „na żywo”! Następnym razem wezmę jednak słuchawki do uszu…albo lepiej, stopery ;]

Bo może ja się czepiam, może wymyślam, może nie idę z duchem czasu – jednak moim prywatnym zdaniem, głośne telefoniczne pogaduchy w autobusie to nie jest najlepszy pomysł, ba, to oznaka braku elementarnych zasad dobrego wychowania… a może jestem staroświecka?

27 thoughts on “o rozmowach w autobusie

  1. Ja z racji tego, że nie mam prawka podróżuję tylko i wyłącznie środkami lokomocji.
    No, a że mieszkam hoho i jeszcze trochę, na przysłowiowej wsi zabitej dechami, to żeby dostać się do centrum muszę pokonać naprawdę spory kawałek.
    Do rzeczy, jeszcze mi się nie zdarzyło przeczytać w spokoju kilku stron książki! Serio!
    Zawsze mam jakiś ciekawych współpasażerów! Jak nie babcie, które opowiedzą mi w drodze pół swojego życia, to właśnie rozhisteryzowane małolaty, albo takie co to robią dużo szumu o nic, aby tylko zwrócić na siebie uwagę innych. Kiedyś wspomniałam o takim zdarzeniu u siebie na blogu, oj wtedy naskoczono na mnie, że już nie pamięta wół jak cielęciem był…ano pamiętam dokładnie, i wiem że tego typu szopek w miejskiej komunikacji nie odstawiałam. Do dziś pozostaję anonimowa 😉 Śmiać mi się chce, bo czasem w autobusach można być świadkiem takiego porno, lub kamasutry. Niesłychane jak to młodzież potrafi okazywać sobie uczucia…
    Noo, ale ja jestem podobno starej daty 🙂
    Pozdrawiam ciepło :):)

  2. Nie jesteś staroświecka.
    Mam podobne zdanie, jak Ty – rozmowy telefoniczne, zwłaszcza te głośne, zostawmy na czas, kiedy będziemy już w domu 😉
    Chyba, że sprawa jest baaaardzo pilna czyli musimy obwieścić całemu światu ile razy dzwoniliśmy do kogoś, kto nie odbierał 😉

  3. Agnieszko jestem takiego samego zdania. Tylko ważne sprawy… a nie takie pierdoły. Przypomniał mi się kabaret Ciach i skecz o podróży pociągiem. Pozdrawiam 🙂

  4. Niestety ja tez jestem staroświecka. Ale nic nie przebije rozmowy jaką sama ostatnio zasłyszałam. Pani miała problemy ginekologiczne – wszyscy pasażerowie z dokładnymi szczegółami wiedzieli jakie. Cieszyłam się jak już mogłam opuścić pojazd 🙂

  5. Witaj Agnieszko,
    Ciekawe co napisałaś, nie jesteś staroświecka. Czytałam badanie CBOS dotyczące kultury Polaków i okazało się, że najbardziej ludziom przeszkadza w miejscach publicznych jak ktoś głośno rozmawia przez telefon….
    pozdrawiam cieplutko

  6. niestety, ale niektórzy nie mają umiaru i taktu. Też parę razy złapałam się na tym, że nie było szans poczytać książki, ale też zdarzyło się że chętnie się przysłuchiwałam i żałowałam, że nie słysze drugiej strony 😉

  7. E, normalna jesteś i tyle. Ja nie jeżdże publiczna komunikacją, oprócz metra czasem, a tam jestem tylko chwilę – między innymi dlatego, ze ja lubie być sama, a w autobusie czy w pociągu to się nie da. A tez może dlatego, że czasem rozmawiam przez telefon, podróżując – tylko właśnie , jestem sama, we własnym samochodzie, i mogę.

  8. To dodaj do tego hurgot z krótkofalówek, jakimi posługiwali się Rosjanie na wyciągach. Nie tylko gadali bez przerwy ze sobą, to jeszcze ryczeli przez te krótkofalówki. Miałam ochotę niejednego zepchnąć z krzesełka…

Dodaj komentarz